Jutro już ostatni dzień w roku, więc najwyższa pora podsumować ostatnie 12 miesięcy.
Co mi przyniósł ten rok?
cudowną studniówkę, której na długo nie zapomnę; ukończenie liceum i zdanie matury; parę dni pracy, której w ogóle dobrze nie wspominam; rozpoczęcie studiów; mnóstwo nowych znajomych; kilka nowych doświadczeń; trochę choroby i jedno pęknięte serce.
Nie stawiałam sobie żadnych celów, nawet się wtedy nad tym nie zastanawiałam.
Jakie mam oczekiwania odnośnie 2014?
chcę być systematyczna! Nieważne w czym, czy w pisaniu, czy sprzątaniu czy uczeniu się. Chcę w końcu uporządkować swoje życie, zaczynając właśnie od systematyczności; chcę dobrze zakończyć rok akademicki, nie mając żadnej poprawki we wrześniu; chcę znaleźć pracę; chcę gdzieś wyjechać - nieważne czy w polskie góry czy nad włoskie morze, gdziekolwiek!; no i najważniejsze, chcę pozostać sobą i nie zmieniać się dla nikogo, a w szczególności dla żadnego faceta!
A jutro jadę na wieś, aby Nowy Rok przywitać z moimi najwspanialszymi dziewczynami. Mamy zamiar dobrze się bawić, bo w końcu jaki Sylwester taki cały rok! ;)
Moje Kochane, życzę Wam wszystkim dużo radości i miłości w nadchodzącym Nowym Roku, abyście się ciągle uśmiechały i wszystko szło po Waszej myśli! ;*
poniedziałek, 30 grudnia 2013
piątek, 27 grudnia 2013
Jest tylko jedno lekarstwo na duze klopoty - male radosci.
Potrzebowałam zmiany, a że kolor włosów zmieniłam w zeszły wtorek to padło na wystrój bloga. Teraz bardziej podoba i uważam, że jest o wiele bardziej przejrzyście.
Chyba czuję się już lepiej. Kamień od niedzieli nie daje o sobie znać i prawie zapomniałam o tym, że gdzieś tam we mnie siedzi - jedynie przypominają mi o tym wyniki badań zawieszone na tablicy korkowej. Ale po nowym roku biorę się porządnie za to i choćbym miała spędzić cały styczeń w szpitalach, przychodniach i aptekach - pozbędę się go raz i na zawsze!
Moje serce też powoli wraca do stanu normalności. I mimo, że czasem zdarzy mi się popłakać w poduszkę czy powkurzać się gdy widzę aktywność A. na fejsie to jest już lepiej. Może nie bardzo dobrze, ale lepiej. Przynajmniej nie mam ochoty go już zabić, a to zdecydowanie poprawa!
Boję się tylko jeszcze przypadkowego spotkania gdzieś na osiedlu, bo w końcu mieszkamy trzy czy tam cztery bloki od siebie.. ale póki co dobrze mi idzie unikanie jego okolic.
Czy tęsknie? Pewnie, że tęsknie. Przez chwilę mogłam poczuć stabilizację i bliskość drugiej osoby. Ale radzę sobie, zawsze sobie radziłam to teraz też tak będzie!
Zaczynam w końcu pozytywnie myśleć, nie chcę aby końcówka roku kojarzyła mi się ze smutkiem i łzami. Chcę spędzić ten czas z uśmiechem na ustach i tego się trzymam!
Będzie dobrze, musi być! :)
piątek, 20 grudnia 2013
Ty jestes jednym a ja drugim koncem, daleko nam do siebie strasznie
Świat mi się sypie, coraz częściej łapie się na tym, że myślę w kółko o tych samych, wspólnie spędzonych, chwilach. Katuje siebie samą - zupełnie nieświadomie. Coraz bardziej chce mi się płakać i coraz mocniej zaczynam tęsknić.
Do tego mam coraz gorsze wyniki badań i już nie wiem co robić. Boli mnie strasznie, a do lekarza dostanę się dopiero po Nowym Roku.
Nie cieszą mnie zbliżające Święta, nie cieszy mnie 24 dniowa przerwa na uczelni ani nawet to, że wczoraj pakowałam prezenty a dzisiaj dekorowałam prawie 80 pierniczków.
Po raz kolejny tracę wiarę w to, że będzie lepiej..
niedziela, 15 grudnia 2013
If I die young bury me in satin
Nic się nie układa, nic.
Moja radość, że niezidentyfikowany ból mi przechodzi była przedwczesna, diagnoza - kamienie w nerkach.
Do tego pan A. chyba jednak zrezygnował z naszej znajomości tłumacząc się brakiem czasu, który jest dla niego przeszkodą nie do pokonania i nie ma zamiaru nic z tym zrobić.
Oh grudniu, dlaczego jesteś dla mnie taki okrutny?!
Moja radość, że niezidentyfikowany ból mi przechodzi była przedwczesna, diagnoza - kamienie w nerkach.
Do tego pan A. chyba jednak zrezygnował z naszej znajomości tłumacząc się brakiem czasu, który jest dla niego przeszkodą nie do pokonania i nie ma zamiaru nic z tym zrobić.
Oh grudniu, dlaczego jesteś dla mnie taki okrutny?!
sobota, 7 grudnia 2013
Hello December!
W międzyczasie przewinęłam się dwa razy, ba nawet trzy w swojej przychodni i kolejny raz w szpitalu - tym razem w innej części miasta. Zjadłam chyba z tonę tabletek przeciwbólowych i jeszcze z milion innych, wynalazłam trzysta pozycji podczas spania, żeby tylko nie bolało, przeżyłam nawet założenie wenflonu i kroplówkę (tutaj nie odbyło się bez paniki i ataku płaczu z przerażenia ;P ), tydzień byłam nieobecna na uczelni (oczywiście wtedy działy się najciekawsze rzeczy odnośnie relacji w naszej grupie :c ) i mam teraz masę rzeczy do nadrobienia, że nie wiem kiedy się z tym wszystkim wyrobię.
Ale na szczęście powoli wszystko wraca do normy (chociaż w sumie dalej nie wiadomo co mi jest!), boli już mniej i nawet nie muszę brać przeciwbólowych, jestem w stanie przespać większą część nocy bez bólu, mogę wstać z łóżka i nawet wybrać się na uczelnie (co z tego, że w piątek dłużej jechałam w dwie strony niż spędziłam czasu na zajęciach <ok>). Tylko nie podoba mi się dieta, którą muszę przestrzegać przez jeszcze parę następnych dni. Czarny chleb jestem w stanie przeżyć.. ale jogurty, otręby, suszone owoce, błonnik i takie wszystkie rzeczy są ponad moje możliwości. Jestem typowym mięsożercą i dla mnie dzień bez porządnej dawki mięsa to dzień stracony ;P. Do tego mam zakaz jedzenia czekolady (a wczorajszy Mikołaj przyniósł mi caaałą siatkę takich pyszności - nie ma sprawiedliwości!) i już nie mogę się doczekać kiedy wszystko się unormuję i będę mogła w spokoju zajadać się tym co zawsze sprawiało mi największą przyjemność!
Na chwilę obecną mam ochotę usiąść i się załamać. Naliczyłam, że mam 6 kół w plecy, do tego w przyszłym tygodniu mam kolejne 4 do napisania. Nie mam zielonego pojęcia jak uda mi się to wszystko zaliczyć do świąt. Jak patrzę na wszystkie moje notatki i myślę o tych, które powinnam jeszcze zrobić to aż chce mi się płakać. Ale co zrobić? Siedzę i się uczę, ot wyboru nie mam!
Jeszcze jest mi smutno, bo od tygodnia nie widziałam się z 'moim' A. i nawet nie wiem kiedy teraz się spotkamy (po co chorować w tym samym czasie? Lepiej niech najpierw jedno się doprowadzi do ludzi a potem choruje drugie, przecież to takie zabawne!).
Od pewnego czasu po prostu stoimy w miejscu i nie mamy chyba pojęcia jak ruszyć dalej.
A śnieg mógłby już sobie pójść i wrócić dopiero na Święta!
niedziela, 17 listopada 2013
Cause they said he changes when the sun goes down
Zdecydowanie ten miniony tydzień był jednym z tych dobrych, który będę wspominać z uśmiechem na ustach!
Mianowicie swoje pierwsze koło z historii zdrowia publicznego zaliczyłam na równe 100% ! Czyż nie jest to wspaniałe rozpoczęcie moich studenckich zmagań? (dobrze wiem, że te dwa jutrzejsze nie pójdą mi najlepiej a i koło z matmy zbliża się wielkimi krokami.. ale póki co cieszę się z tego jak tylko mogę!)
Po drugie mój uczelniany tydzień trwał tylko 3 dni i na dobrą sprawę nawet nie zdążyłam się zmęczyć!
Czwartkowy wieczór spędziłam z ludźmi z grupy popijając sobie wódkę z sokiem pomarańczowym, zajadając chipsy i pizze hawajską, gadając o głupotach, wygłupiając się i prawie zasypiając na ramieniu mojej N.
Do domu wróciłam chwile przed drugą i od razu wskoczyłam pod kołdrę, szybko zasypiając.
A piątek był wolny. Nie zrobiłam zupełnie nic. Kręciłam się z jednego miejsca na drugie zupełnie nie przejmując się tym, że mam do zrobienia milion rzeczy a czas nie ubłagalnie mi się kończy. Pół dnia przechodziłam w piżamie a drugie pół przeleżałam w łóżku z laptopem na kolanach. To był dzień dla mnie, który umiały mi od czasu do czasu smsy od pana A.!
Wczoraj myślałam przez pół dnia, że będę wstanie zrobić chociaż część prezentacji na badania, ale standardowo się przeliczyłam i czekałam tylko aż pan A. skończy pracę i da mi znać co robimy wieczorem. Najpierw w planach było kino, ale nasza niezdecydowana natura dała o sobie znać i koniec końców poszliśmy na piwo z jego kumplami.. co poniekąd było chyba najlepszą opcją ze wszystkich możliwych! Pominę fakt, że nowo poznani koledzy są przekonani iż jesteśmy już parą! Ale są naprawdę mili i sympatyczni, chociaż trochę mało kontaktowi. Na szczęście obecność A. pozwalała mi się odprężyć i spędziłam naprawdę miłe pare godzin w ich towarzystwie!
No i cierpliwość się opłaciła, A. odprowadził mnie pod samą klatkę trzymając mnie za rękę i żegnając się tak, jak marzyłam o tym od tygodni!
Dzisiaj jest dzień paniki, masa rzeczy do zrobienia a ja zamiast cokolwiek robić to zastanawiam się jakim cudem uda mi się to wszystko ogarnąć. Na szczęście prezentację już zrobiłam i wysłałam (nie jest to szczyt moich możliwości, ale truuudno!), teraz pozostaje mi niemiecki i angielski. Oczywiście nie wiem w co wsadzić ręce więc siedzę i nie robię nic.
Ale i tak mam wyśmienity nastrój bo w końcu jestem szczęśliwa i wszystko układa się tak jak powinno!
niedziela, 10 listopada 2013
This is survival of the fittest
Notatki z historii zdrowia publicznego, czyli coś co wypełnia każdą moją wolną chwilę. Koło zbliża się wielkimi krokami a ja dalej za dużo na ten temat nie wiem. Nie mam już sposobu aby nauczyć się tego w miarę bezbolesny sposób!
Na uczelni życie mija spokojnie, plan z tygodnia na tydzień robi się coraz bardziej luźny, aż w grudniu pozostaną nam tylko dwa dni z zajęciami. Do tego trzeba jeszcze zacząć robić praktyki i czekać na święta!
Sesja też zapowiada się na bardzo luźny czas. Jeden egzamin na samym początku i potem wolne aż do rozpoczęcia drugiego semestru (zakładając, że egzamin zdam śpiewająco i nie będę miała żadnej poprawki ;-P ).
Na razie mam zastój w korepetycjach i bardzo mnie to smuci, ponieważ zawartość mojego portfela wyraźnie topnieje z dnia na dzień. Chyba powinnam poszukać jeszcze jednej osoby, żeby mieć ciągły wpływ gotówki ale nawet nie wiem gdzie mogłabym ją wcisnąć, bo już teraz 3 razy w tygodniu wracam po 19 do domu.
Mimo tego, że praktycznie nie mam czasu na życie staram się utrzymywać swoje kontakty towarzyskie na jakimś tam przyzwoitym poziomie. I zabawne jest to, że im mniej mam czasu tym więcej jestem w stanie zrobić w celu spotkania się z kimś! Więc wychodzę na spacery, kawę, piwo i gdzie tam się jeszcze tylko da. Do tego przesiaduję godzinami na skype rozmawiając z moją D., która jest setki kilometrów ode mnie i tak czas mija.
A sprawy sercowe? Jakoś się mają. Chociaż chyba właśnie wychodzi na wierzch mój niecierpliwy charakter i to, że chciałabym wszystko na już i teraz. Wiem, że żeby dojść do czegoś muszę trochę poczekać, dać mu czasu.. Przecież sam mi powiedział, że jest do wszystkiego pozytywnie nastawiony i cieszy go to, że ja też chcę czegoś więcej! Więc uzbrajam się w cierpliwość i czekam.. Marudząc wszystkim dookoła, że długo tak nie wytrzymam ;P
niedziela, 3 listopada 2013
Love is in the air
U mnie dzieje się dużo, w końcu coś ruszyło się w sferze sercowej, ale na razie milczę jak grób żeby nie zapeszyć!
Najważniejsze, że jestem w końcu szczęśliwa! I obiecuję częściej tutaj zaglądać! :)
niedziela, 20 października 2013
Have you got colour in your cheeks?
Niby nie muszę się za bardzo uczyć, nie mamy żadnych kół czy wejściówek jednak ja nie jestem w stanie wyłuskać choć odrobiny czasu na jakikolwiek relaks czy większy odpoczynek!
Zajęcia na uczelni ciągną mi się niesamowicie, z racji tego że praktycznie cztery razy w tygodniu wracam naprawdę późno i jedyne o czym marzę to położenie się do łóżka. Do tego dochodzą jeszcze spotkania ze znajomymi (w końcu nie porzucę mojego w sumie i tak marnego już teraz życia towarzyskiego!) i wychodzi na to, że w domu jedynie śpię i jem jakiś ciepły posiłek.
Wczoraj spędziłam jedną z milszych sobót ostatniego czasu. Po pierwsze moja D. przyjechała na weekend z Warszawy! Spotkałyśmy się już koło 12 i ruszyłyśmy do galerii w celu zakupienia paru potrzebnych rzeczy, które D. zabierała ze sobą do akademika. Pod wieczór spotkałam się jeszcze raz D. i z resztą dziewczyn w celu plotkowania i nadrabiania zaległości. Fakt, posiedziałam z nimi w sumie troszeczkę ponad godzinę i już musiałam uciekać, ale liczy się każda chwila spędzona z nimi!
Po rozstaniu się z dziewczynami swoje kroki skierowałam na tramwaj aby móc dostać się na otrzęsiny mojej uczelni. Razem z N. chwile po 20 już brałyśmy udział w przezabawnych konkurencjach jakie starsi koledzy dla nas przygotowali (picie wódki z tabasco zapamiętam chyba do końca życia!), następnie udałyśmy się z N. do baru i raczyłyśmy się kamikadze. Później impreza się rozkręciła, poznałam nawet paru fajnych (i przystojnych!) chłopaków, wytańczyłam się za wszystkie czasy i do domu wróciłam dopiero chwile po 3! Od razu padłam na łóżko i wstałam dopiero o 11:30, kiedy to dostałam smsa od Pana A., abym opowiedziała mu o tym jak się wczoraj bawiłam.
Przy okazji udało mi się złapać przeziębienie, nie mogę zmyć z ręki pieczątki z wejścia do klubu i niesamowicie mi się nic nie chce. Do tego ominie mnie dzisiaj koncert Comy, ale stan mojego zdrowia nie pozwala mi na wyjście nawet na minutę z pod ciepłej kołderki. Więc leżę przez większość dnia opatulona w ciepłe koce i sweter z laptopem na kolanach mając nadzieję, że do jutra chociaż przejdzie mi ból głowy!
A muszę być zdrowa, bo nadchodzący tydzień to mnóstwo spotkań do odbycia, mecz brata.. no i nie lubię smarkać i prychać!
wtorek, 8 października 2013
Ja: Mogę do Ciebie wpaść jak będzie okienko na obiad?
N: Nie. To nie hotel! :|
N: Tylko wiesz, że u mnie jest taki bałagan w pokoju, że jak wejdziesz to nie znajdziesz podłogi...
Ja: Spoko, nie interesuje mnie Twój pokój, tylko lodówka!
Czyli wesołe rozmowy, które umilają nam czas spędzany na uczelni.
Całkiem spoko jest dowiedzieć się, że przed angielskim mamy jeszcze 1,5h niemieckiego! Ale już wszystkie niejasności z planem zostały rozwiane i dzięki temu poniedziałki od 9 do 18.30 z półtora godzinnym okienkiem.
Ostatnio najlepiej wychodzi mi narzekanie, oczywiście wszystko zwalam na pogodę (chociaż od paru dni jest naprawdę piękna i ciepła jesień!) więc najlepiej będzie jak już zakończę swoje wywody i wrócę tu, gdy będę potrafiła napisać coś więcej niż kolejna sterta narzekań!
czwartek, 3 października 2013
Hide some aces up your sleeve?
Jakież było moje zdziwienie wczoraj gdy okazało się, że przez pół semestru będę musiała w każdą środę zostawać od 16 do 19 na zajęciach właśnie z wyżej wymienionej matematyki. Cóż z tego, że przedmiot nazywa się 'matematyka z biostatystyką', skoro ze statystyką nie ma to nic wspólnego.
Także wczoraj na 2 i pół godzinnym wykładzie (miał trwać 4h ale babka się załamała naszą wiedzą, bądź niewiedzą na temat rozwiązywania zadań i nas puściła wcześniej) siedziałam i próbowałam sobie przypomnieć jak obliczyć te cholerne sinusy i consinusy z jakiś dziwnych stopni bez żadnych tablic (bo to przecież takie proste jest!), przypomnieć sobie wszystko na temat funkcji liniowych i kwadratowych a na sam koniec jak wyznaczyć dziedzinę z funkcji, która zawiera sobie logarytmy i inne dziwne rzeczy. Już nie mogę się doczekać kiedy poznam całki i macierze!
Ale za to humor poprawiła mi dzisiaj filozofia, która okazała się tak zabawnym przedmiotem (zapewne poprzez styl bycia wykładowcy), że przez całą drogę na wf nie mogłyśmy powstrzymać się od śmiechu z dziewczynami.
Swoją drogą w końcu zaczęliśmy ze sobą więcej rozmawiać. Całkiem spory wpływ na to miało narzekanie na matematykę i to, że w ciągu tego wykładu mieliśmy jakieś 30 min przerwy (babeczka sobie poszła nie mówiąc ani słowa i później wróciła <ok>) w ciągu której jakieś 28 minut zbierałam się z podłogi ze śmiechu bo o 18 bawiło nas już dosłownie wszystko.
Jutro na 10:30, wyśpię się!
Mądrości z filozofii: "Filozofia polega na tym aby mieć ciasteczko" - odpowiedź wykładowcy na czym polega filozofia! ;-)
poniedziałek, 30 września 2013
Now I'm rising from the crowd
Ten dzień nawet nie był tak zły, a to dlatego, że zajęcia zaczynam dopiero o 9:15 i w spokoju mogę się wyspać, do tego jeszcze zostaliśmy zwolnieni 20 minut przed czasem w ramach nagrody za tak 'liczne' przybycie (19 osób na kierunku - obecnych szalone 13).
Od tego siedzenia strasznie bolą mnie kolana, że przez chwile nie mogłam podnieść się z łóżka (raz wstałam wcześniej i już o 16 jestem nie do życia ;x).
Zdecydowanie tęsknie za ławkami i zwykłymi krzesłami, sale wykładowe są tak bardzo niepraktyczne i niewygodne!
Jutro zabawa z anatomią, będzie ciekawie - już to widzę!
Czy ktoś ma jakiś pomysł jak pozbyć się hm.. denerwującej nowo poznanej koleżanki? Chętnie wysłucham!
środa, 25 września 2013
Oczywiście na początku musiałyśmy się zgubić (my z N. zawsze tak mamy, do tego jeszcze nowo poznana koleżanka była z nami = zagubienie drogi razy 3), ale na szczęście poratował nas jakiś chłopak z ratownictwa medycznego i dzięki niemu dotarłyśmy na czas. Na samym początku dostaliśmy togi i te śmieszne czapeczki (można było poczuć się jak w Hogwarcie!). Samo rozpoczęcie roku trwało jakieś 2h - milion osób chciało przemawiać, potem ślubowanie i niby spotkanie z opiekunem roku (które się u nas nie odbyło, ale cii!).
Wizyta w dziekanacie zaowocowała ponad godzinnym staniem w kolejce po odbiór legitymacji i identyfikatora (dzięki któremu mam wstęp do szpitala, ale ja tam nie mam w ogóle zajęć, więc nie wiem po co mi to!). W międzyczasie tak bardzo zgłodniałam, że miałam wrażenie iż mój żołądek zaraz zacznie trawić się sam. W drodze powrotnej wstąpiłam jeszcze do fotografa odebrać zdjęcia i biegiem wróciłam do domu aby najeść się gołąbkami.
Do tego wszystkiego dostałam plan, pozdrawiam środy od 8:00 do 20:00 <3 niby mam przerwę w środku, ale nawet nie zdążę wrócić do domu! Do tego świetne przedmioty: socjologia, pedagogika, biostatystyka, filozofia i jeszcze parę innych. Jak na razie brzmi kosmicznie i.. nudno!
W poniedziałek pierwsze zajęcia, zobaczymy co to będzie!
piątek, 20 września 2013
What does the fox say?
W końcu zebrałam się w sobie aby usiąść na spokojnie przed laptopem i zabrać się za pisanie czegoś porządnego tutaj.
Wczoraj wróciłam ze wsi, ponieważ po raz kolejny już zebrałyśmy się z dziewczynami i na 3 dni pojechałyśmy oderwać się od rzeczywistości. Najwięcej czasu zajmowało nam przesiadywanie przed xboxem. Taak, pięć dziewczyn, piwo, cztery pady i wyścigi zamienne z bijatykami były na prządku dziennym. Wieczorem jeszcze włączałyśmy kinecta i zabawą nie było końca. Dzielnie tańczyłyśmy nawet najgłupsze układy, a zaletą gry było to, że można tańczyć aż w cztery osoby! Później jeszcze nawet rzuciłyśmy się na tańce towarzyskie a nawet bitwy taneczne.
Do tego dużo czasu spędzałyśmy w kuchni pichcąc smaczne obiadki i piekąc pachnące i słodkie ciasta. Rozmową nie było końca, ciągle znajdowałyśmy nowe tematy. Głównym oczywiście były studia, bo tak się złożyło, że czwórka z nas dopiero w tym roku zacznie swój pierwszy rok!
A gdy wróciłyśmy do domów to szybko zetknęłyśmy się z rzeczywistością. Mnie od razu zagoniono do obierania ziemniaków i tyle miałam z odpoczynku! ;-P
Dzisiaj jeszcze byłam na korkach z niemieckiego i na szczęście mama dziewczynki zapłaciła mi za 12 godzin z góry więc mam nagły przypływ gotówki. Ale już postanowiłam, że większą część wpłacę po prostu na konto i będzie ona czekała na jakąś naprawdę ważną potrzebę!
No i dzisiaj już oficjalnie dowiedziałam się, że jednak otwierają mój kierunek, mimo iż jest nas tylko 19 osób. Zapłaciłam za legitymację i w spokoju mogę czekać na 25 września, kiedy to odbędzie się immatrykulacja.
Zdecydowanie jedno mi się nie podoba, że nie mam jeszcze planu ani nawet podanych jakie będę miała zajęcia. Chciałam sobie ustawić korki pod plan (bo mam jeszcze jedną osobę z którą muszę się umówić!), a tu wszystko będzie dostępne dopiero po 25.09! Trochę jestem zła, ale w sumie do środy zostało już mało czasu.
A teraz uciekam do łóżka, bo ból brzucha nie pozwala mi się już za bardzo skupić!
czwartek, 12 września 2013
Feeling my way through the darkness
Rozpoczęcie moich studiów to jedna wielka niewiadoma. Nawet nie jestem pewna czy otworzą mój kierunek i czy czasem w październiku nie zostanę na lodzie! W sekretariacie nic nie wiedzą a listy są co chwila aktualizowane. Na naszym kierunku jest magiczne 20 osób (jak tylko jedna się jeszcze wykruszy - mogą nam nie otworzyć kierunku!). Nie wiadomo kiedy będzie ostateczna lista i czy to wszystko kiedyś ruszy.
Jednym słowem tragedia, aż odechciewa się czegokolwiek!
sobota, 7 września 2013
When your dreams all fail
Ostatnio zupełnie nie miałam głowy by tutaj zaglądać. Zapewne w większej mierze było to moje zwykłe lenistwo i przyznaję się do tego bez bicia! Cóż poradzić, taka moja natura! Ale i tak jestem z siebie dumna, że nie zostawiłam tego wszystkiego już dawno temu, tylko bardziej lub mniej regularnie tutaj zaglądam.
Z ostatnich dni korzystam tyle ile mogę, spędzam jak najwięcej czasu z moją D., która już niedługo wyjedzie do stolicy.
Ale mamy plany, które (aż niemożliwe!) są bardzo prawdopodobne! Mam nadzieję, że wszystko wypali, bo jeśli tak to już w listopadzie zwiedzać będę warszawski dworzec!
Staram się również odświeżać stare znajomości, bo przecież nie warto tracić nikogo z kim miało się dobre kontakty. Więc spotykam się z tymi ludźmi, z którymi dawno nie miałam kontaktu. Cieszę się z tego niesamowicie, bo świetnie jest wyskoczyć sobie z kimś na kawę/piwo i powspominać to co już było :)
p.s A Pan Uroczy jak szybko pojawił się w moim życiu tak szybko z niego zniknął. Przecież nie mam co się martwić, nie?! (tak sobie wmawiam, żeby nie było mi smutno, że dalej nie mam faceta i jestem sama!)
środa, 28 sierpnia 2013
When the day has come
Jak na razie staram się to wszystko poukładać w głowie i poważnie się zastanowić czy chcę w dalszym ciągu iść w jakiś tam określonym kierunku z naszą znajomością.
Wszystko i tak pewnie wyjaśni się na dniach. Oby, bo nie lubię niewiadomych i tego ciągłego czekania na wyjaśnienie.
Teraz sama nie wiem czego chcę i to jest chyba najgorsze z tego wszystkiego..
piątek, 23 sierpnia 2013
We'll be counting stars
Zaczęło się w poniedziałek kiedy do postanowiłyśmy pojechać z D. do Olsztyna aby odebrać jej papiery z uniwersytetu. Punkt 9:30 zjawiłam się u niej i szybko zaopatrzyłyśmy się w zapasy jedzenia i pojechałyśmy na stację benzynową zatankować nasz zielony pojazd. Gdy D. zajmowała się paliwem ja ustawiłam nawigację, którą pożyczył nam mój tata (chyba za bardzo nie wierzył, że same jesteśmy w stanie gdziekolwiek dojechać!). Na początku nie byłyśmy wstanie dogadać się z nawigacją i jechałyśmy po swojemu, ale po pewnym czasie wszystko było już w porządku.
Do Olsztyna bez żadnych problemów dojechałyśmy na 12, udałyśmy się tam gdzie D. składała papiery, jednak okazało się, że musimy pójść zupełnie gdzie indziej. Na szczęście przesympatyczny pan (który swoją drogą namawiał nas na studiowanie matematyki) dał nam dokładny adres, a my zadowolone udałyśmy się do samochodu. Miny nam zrzedły kiedy okazało się, że dziekanat jest czynny do 12 a my wylądowałyśmy pod jego drzwiami dokładnie o 12:59. Dobrze, że są jeszcze dobrzy ludzie na tym świecie. Przemiła pani z szatni po cichu powiedziała nam gdzie mamy się udać i tym uratowała naszą misję przed niepowodzeniem. Uradowane wróciłyśmy do samochodu po drodze zahaczając o sklep i ruszyłyśmy w kierunku Gdańska. Droga powrotna również minęła bez problemów i rozstałyśmy się w spaniałych humorach.
Wieczorem spotkałam się z przyjacielem i to było zwieńczenie naprawdę udanego dnia!
We wtorek spotkałam się z pewnym uroczym Panem i cały dzień byłam w skowronkach. Spotkaliśmy się o 17 w parku, tam spędziliśmy chyba z półtorej godziny, później poszliśmy na punkt widokowy i jeszcze w jedno miejsce na spacer. Rozstaliśmy się dopiero koło 21:30 kiedy to wsiedliśmy do autobusów (cóż za szczęście, że przyjechały w tym samym momencie!). Uroczy Pan zabawiał mnie cały czas swoją gadką, świetnie mi się z nim rozmawiało i w sumie dalej rozmawia bo bez przerwy piszemy smsy i aż nie mogę się doczekać aż w końcu dogadamy się co do następnego spotkania!
W środę za to spotkałam się z moją kochaną D. i poszłyśmy do kina na 'Dary anioła: Miasto kości'. Jak dla mnie film świetny i mimo, że pozmieniali trochę (wiadomo, że to nigdy nie będzie tak samo jak w książce ale niektóre rzeczy aż się prosiły aby zostały umieszczone w filmie!) to jestem jak najbardziej na tak i cieszę się, że zdecydowałyśmy się pójść na ten film. Oczywiście zdążyłyśmy obgadać milion spraw (sprawę Pana uroczego też!) i pożegnałyśmy się na dłużej, bo D. znowu wyjeżdża.
Czwartek był dla mnie misją bo jechałam do Tczewa pociągiem i bałam się, że zgubie się na dworcu na którym byłam już przecież milion razy (tak, tak mówię o dworcu w moim mieście!). Gdyby nie to, że wprowadzili u nas automaty z biletami to w życiu nie zdążyłabym na czas a moja mama miała ze mnie niezły ubaw. W pociągu spotkałam się z M. i razem dzielnie plotkowałyśmy przez 30 minut, żeby w końcu wysiąść na stacji i udać się do naszej koleżanki z klasy. U niej był grill, było śmiesznie i sympatycznie. Chociaż wracanie w nocy do domu nie było najbardziej genialnym pomysłem to czas umilał mi Pan uroczy oczywiście! Wróciłam po północy i padłam na łóżko.
A dziś nie wychodziłam z pokoju praktycznie w ogóle (no raz poszłam do sklepu po czekoladę i banany!) i odpoczywam po całych czterech aktywnych dniach.
Sierpień się kończy, robi się coraz chłodniej. Już tęsknię za upałami!
czwartek, 15 sierpnia 2013
So wake me up when it's all over
W poniedziałek jedziemy do Olsztyna odebrać jej papiery, później planujemy jakieś kino, rolki, rowery, tańczenie na xboxie oraz wiele innych rzeczy i D. znowu wyjeżdża, tym razem tylko na tydzień.
Będzie dobrze, czuję to!
Zostało jakieś półtorej miesiąca do rozpoczęcia roku akademickiego. Cieszę się jak głupia i nie mogę się już doczekać!
sobota, 10 sierpnia 2013
I saw the world spin beneath you
Co z tego, że praktycznie zasypiam przed komputerem a oczy pieką mnie niemiłosiernie?
Chyba muszę załatwić sobie jakieś silne męskie ramiona, które chciałyby ze mną spędzać te noce.
Mam dwadzieścia lata i boję się zostawać samej w domu na noc. Czy to nie jest zabawne?
niedziela, 4 sierpnia 2013
I wake up to your sunset
Półtorej godziny jazdy na rolkach już za mną, na następne dni planuję na przemian biegać, jeździć na rolkach i może uda mi się nawet wsiąść na rower. Najwyższa pora zacząć robić coś dla siebie, a takie samotne wypady ze słuchawkami na uszach pozawalają przemyśleć wiele rzeczy.
Od dzisiaj postanowione - ruszam się jak najczęściej! ;-)
Będę musiała chyba skoczyć do biblioteki, bo wczoraj skończyłam czytać ostatnią część trylogii Czarnego Maga i nie mam za co się zabrać. Książką jestem pozytywnie zaskoczona (chociaż oczywiście ubolewam nad losami mojej ulubionej postaci!) i teraz muszę znaleźć coś równie dobrego. Nie mam jeszcze pomysłu, kusi mnie Gra o tron, ale nie wiem czy teraz chcę się brać za coś taak obszernego i ciężkiego. Na teraz potrzebuję coś przyjemnego i lekkiego, macie jakieś pomysły? ;-)
wtorek, 30 lipca 2013
Ja mam dwadzieścia lat, Ty masz dwadzieścia lat przed nami siódme niebo!
Chyba najlepsza wiadomość jaką mogłam dostać w urodziny: 'na liście rankingowej - powyżej progu przyjęcia'
Zaniosłam dokumenty i od dzisiaj jestem studentką Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego na kierunku Zdrowie Publiczne pierwszego stopnia!
I mimo, że pracy jednak nie mam, to cieszę się niesamowicie i mam mega dobry humor! :)
Dostałam dzisiaj tyle pięknych życzeń, że uśmiech sam pcha się na usta. Do tego dzwoniła do mnie moja kochana D. i śpiewała mi sto lat, przy okazji mogłam porozmawiać z naszą wspólną znajomą i myślałam, że się popłaczę przez chwilę jak mi powiedziała, że bardzo szkoda, że nie dałam rady przyjechać razem z D. Chwilę jeszcze pogadałyśmy a ja coraz bardziej cieszyłam się do telefonu.
Dzień układa się rewelacyjne, idę cieszyć się życiem dzisiaj! :)
sobota, 27 lipca 2013
Every time that you lose it sing it for the world
Mój żelkowo-wczesnourodzinowy torcik, który dostałam od moich dziewczyn w czwartek <3
Ostatnio dni płyną wolno, staram się z każdego brać to co najlepsze!
Spędzam czas ze znajomymi, przyjaciółmi, oglądam filmy i seriale, słucham muzyki i nawet w napływach energii sprzątam i prasuję sterty czystych ubrań.
W czwartek razem z D. i K. pojechałyśmy na wieś, gdzie D. robiła porządki w swoich 'końskich rzeczach' a my z K. dzielnie wyrywałyśmy jej z rąk węża ogrodowego aby tylko jej pomóc.
Następnie przebrałyśmy się w sukienki i biegałyśmy po całym ogrodzie robiąc sobie zdjęcia. Oczywiście najlepsze wychodziły z przypadkowych pomysłów. Na sam koniec poprosiłyśmy tatę D. aby zrobił nam parę wspólnych ostatnich zdjęć i biegiem ruszyłyśmy zasiąść przy kuchennym stole aby zjeść przepyszną pizzę, którą tata z babcią D. nam przywieźli.
Gdy napełniłyśmy brzuchy razem z K. położyłyśmy się w ogrodzie i prawie przysypiałyśmy na słoneczku. D. szybko jeszcze umyła okna (i tu spełniła się jej wizja - ona pracuje, my leżymy), spakowałyśmy swoje porozrzucane wszędzie rzeczy (nie nasza wina, że czujemy się tam z K. prawie jak w domu!), zapakowaliśmy do auta i wróciliśmy do miasta.
Potrzebne nam było takie oderwanie od rzeczywistości!
Zresztą musimy spędzać ze sobą jak najwięcej czasu, ponieważ moja kochana D. dostała się na studia w Warszawie! Czyli od października przeprowadza się o całe 342 km od nas i będziemy się widywać znacznie rzadziej niż byśmy chciały.
Ale dzięki temu w końcu zwiedzę stolicę, bo oczywiście już wiem że na pewno się do niej wybiorę, nie raz nie dwa!
Prawdopodobnie od poniedziałku zaczynam pracę, jeszcze nic nie mówię bo nie chcę zapeszać, ale wszystko jest na dobrej drodze!
Mój tata jest genialny! Z racji tego, że w mieście teraz mnóstwo Niemców to u niego też się tacy zdarzają. Przed chwilą zadzwonił do mnie, abym porozmawiała z jedną i dowiedziała się o co jej chodzi. Stres niesamowity, ale jakoś sobie poradziłam. Dobrze, że potrafię kojarzyć fakty i wiem co znajduje się u mnie w mieście, haha!
sobota, 20 lipca 2013
Some nights, I stay up cashing in my bad luck
Ja właśnie je poznałam. Nie jest miłe. Jest okropne.
Jest mi cholernie przykro, że nie pojadę. Dla niektórych może wydawać się to błahostką, że nie pojadę na obóz. Ja praktycznie cały rok żyłam tym wydarzeniem i nie mogłam się doczekać września.
Teraz już mi wszystko jedno, nie potrzebuję pracy, bo i nie mam na co zbierać pieniędzy. Nie wiem również czy jeszcze w tym roku kiedykolwiek wsiądę na konia i czy w ogóle pojadę do stajni.
Przykro mi, bo nie mogę realizować swojej pasji. Gdyby jeszcze stał mi na przeszkodzie jakiś poważny problem, coś czego nie mogłabym przeskoczyć, ominąć. A to wszystko dzieje tak, po prostu.
Humoru nie poprawia mi nawet nowy telefon, który dzisiaj dał mi tata ani to, że w poniedziałek w końcu pierwsze listy na studia.
Przecież w życiu nie zawsze będzie wesoło i kolorowo, prawda?
poniedziałek, 15 lipca 2013
I'm gonna pick up the pieces
Mimo, że w sumie dzisiaj więcej tych pozytywnych aspektów w ciągu dnia, to zdecydowanie mam nie taki humor jakbym chciała.
Spotkałam się z moją kochaną D. i pojechałyśmy do stajni. Okazało się, że nie będziemy jeździć bo u konia był weterynarz i miała robione ząbki. Wyglądała dość komicznie, bo głupi jaś dalej działał i ledwo co kontaktowała ze światem. Więc rozdałyśmy chlebek koniom i poszłyśmy na spacer.
Uratowałam swoje wszystkie zgęstniałe lakiery do paznokci, dolewając do nich odrobiny zmywacza. W końcu mogę zmieniać kolory na paznokciach jak rękawiczki, bo już miałam dość mlecznego odcienia od odżywki.
Do tego wszystkiego zaczęła schodzić mi opuchlizna i już nie wyglądam jak chomik, albo raczej pół-chomik, bo spuchł mi węzeł tylko z jednej strony. Teraz mam tylko minimalnie powiększony i cieszę się jak dziecko, bo obeszło się bez lekarza.
Ale mimo wszystko jest mi jakoś tak dziwnie.
Zaczęłam przeglądać zdjęcia z liceum. Z sylwestra, z wycieczek (swoją drogą znalazłam tam jedno, które świetnie podsumowuje 3dniowe imprezowanie <ok>), przejrzałam zdjęcia ze studniówki, z otrzęsin naszych i tych które organizowaliśmy.. Zrobiło mi się strasznie smutno, bo właśnie do mnie dotarło że już nie spotkamy się we wrześniu. Spędziliśmy razem wspaniałe 4 lata!
A teraz co rusz dostaję informację, że ktoś będzie studiował w Poznaniu, ktoś we Wrocławiu, ktoś jeszcze gdzieś indziej. Ale jedno jest w porządku. Dobrze, że spełniają się nasze marzenia, przecież o to walczyliśmy przez 4 lata! I mimo, że osobno to kiedyś się spotkamy i każdy będzie chwalił się swoimi sukcesami, wierzę w to!
p.s Jakieś dziwne poruszenie u mnie na facebooku, co rusz zaczepia mnie jakiś inny facet, haha!
środa, 10 lipca 2013
They keep me thinking that we almost had it all
Dzisiaj dentysta, szpital (kolejna wizyta za tydzień, tym razem u ortopedy a nie chirurga - moja biedna N. pochodzi jeszcze z tydzień z szyną na palcu!) i zwiedzanie wszystkich okolicznych sklepów z antykami/meblami w poszukiwaniu toaletki. W sumie nie znalazłyśmy nic konkretnego (no chyba, że N. ma na zbyciu jakieś dwa tysiące, to wtedy mamy parę propozycji!), ale za to spędziłyśmy ze sobą pół dnia, nagadałyśmy się za wszystkie czasy i już zastanawiamy się kiedy spotkamy się następnym razem.
Planujemy wybrać się na ślub naszej wspólnej znajomej, pójdziemy do kościoła, wręczymy kartkę i kwiaty, złożymy życzenia i będziemy się cieszyć z nią jej wspaniałym dniem.
Do tego czasu dowiemy się jeszcze kto od nas z klasy się wybiera i może pójdziemy zgraną grupką.
Dostałam interesującego maila z ofertą stażu w firmie, która pozyskuje informacje rynkowe z Niemczech. Ale chyba nie jestem jeszcze gotowa na tak poważny projekt.. Porozmawiam jutro z mamą, ale raczej nie będę się pchała gdzieś, gdzie mam wrażenie, że nie podołam a wydaje mi się, że mój niemiecki nie jest aż na tak wysokim poziomie.
Chyba pracy muszę szukać na jakiś prostszych stanowiskach, gdzieś gdzie nie będę się bała, że nie zrozumiem czego ode mnie wymagają!
piątek, 5 lipca 2013
Rule number one, is that you gotta have fun
Teraz odpoczywam, regeneruję siły i próbuję nie przeciążać kręgosłupa ani kolan (no prawie mi się udaje, z wyjątkiem dzisiejszej jazdy konnej), które solidnie oberwały podczas tych paru dni w pracy (no bo kto to wymyślił, żebym sama przenosiła sobie cegły i płyty chodnikowe do przytwierdzenia namiotu i stojaków).
Swoją drogą szefostwo też mnie wkurzyło zwalniając moja przyjaciółkę tylko dlatego, że upuściła sobie na palec jedną z wyżej wspomnianych płyt chodnikowych. Bo dla nich to za duży problem żeby zawieść ją na pogotowie (w końcu to zrobili, ale nagadali się i nawrzeszczeli na nią, że aż mi było jej szkoda). Palec w szynie, za tydzień do nastawiania a ona została wykopana z pracy bez prawa do żadnego odszkodowania, bo parę dni temu podpisałyśmy oświadczenie o tym, żeby nie odprowadzali za nas składek do zusu. Dla mnie było już tego za dużo więc również powiedziałam, że nie mają co na mnie liczyć i tyle mnie widzieli.
Od poniedziałku szukam nowej pracy, bo niewiele udało mi się odłożyć a potrzebuję trochę pieniędzy na wrzesień. Ale jestem dobrej myśli, jak zawsze!
piątek, 28 czerwca 2013
Nie położę się spać dopóki nie dowiem się ile procent uzyskałam z każdego przedmiotu!
Poza tym to pracy w sklepie z ubraniami nie otrzymałam. Babeczka zadzwoniła i odmówiła dalszej współpracy nie płacąc mi przy okazji za godziny, które przepracowałam (informując mnie, że 'dni próbne' są bezpłatne! Niech to szlag, takim sposobem mogą mieć pracowników na pęczki!). Udało mi się (a raczej mojej kochanej N.) załatwić pracę na pamiątkach i tatuażach z henny. Byłam trzy dni, myślę że popracuję max tydzień i sama się zwolnię. Zwykłe wykorzystywanie ludzi za marne grosze. No bo co to za praca, że wchodzę z domu o 6:30, wracam o 23, żeby następnego dnia wstać o 6 i znów wyjść z domu o 6:30!
Czyli ciągle poszukuję pracy i mam nadzieję, że w końcu uda mi się znaleźć coś gdzie nie będę się tak męczyć psychicznie (o fizycznym zmęczeniu już nawet nie wspomnę) i w spokoju przepracuję całe wakacje.
Eh, idę czatować dalej na tej genialnej stronce oke, bo przecież nie mam do roboty nic lepszego o pierwszej w nocy!
poniedziałek, 17 czerwca 2013
We're up all night to get lucky
Wakacje mnie rozpieszczają. Pogoda od jakiś dwóch tygodni jest niesamowita. Słońce, słońce i jeszcze raz słońce! Jak już zdarzy się deszcz to tylko czasem i zazwyczaj późno wieczorem/w nocy więc wtedy już raczej jestem w domu pod kołderką i w ogóle się nie przejmuję.
Prawie codziennie widuję się z moją D. i albo siedzimy pół dnia w stajni albo jeździmy na rolkach albo robimy cokolwiek - ważne, że razem.
Teoretycznie znalazłam prace, byłam już nawet dwa razy. Mówię teoretycznie, ponieważ nie mam jeszcze podpisanej umowy i w tym tygodniu mają do mnie dzwonić i ustalać kolejne dni kiedy mam się stawić. Liczę na to, że o mnie nie zapomną i chociaż jest to najnudniejsza praca jaka mogłaby mi się trafić (nie przypuszczałam, że praca w sklepie z odzieżą może być tak bardzo nudna!) to jednak chciałabym ją kontynuować bo nie mam żadnej opcji zapasowej!
Wczoraj w końcu nadrobiłam wszystkie odcinki Pretty Little Liars i jestem z tego powodu niesamowicie szczęśliwa! Także zostało mi jeszcze 8 odcinków Pamiętników Wampirów i całe dwa sezony Gry o tron. Do tego zaczęłam oglądać nowy serial (Twisted) ale jest on świeżutki i ma dopiero jeden odcinek, uf!
Nie wspomnę już o wszystkich zaległych filmach jakie na mnie czekają, ale to wszystko będę nadrabiać między wyjściami z domu czy pracą, którą mam nadzieję utrzymam.
Obydwaj panowie poszli w niepamięć, a ja jestem nadzwyczaj zadowolona z tego powodu!
11 dni do wyników matur, mam nadzieję, że potem już będzie z górki i w październiku zacznę wyczekiwane studia!
sobota, 8 czerwca 2013
Take me down to the fighting end
Piękna pogoda sprzyja odwiedzinom czterokopytych i praktycznie codziennie rozpieszczam wszystkie konie w stajni rozdając im jabłka, chlebek czy marchewkę. Ostatnio nawet udało mi się zrobić pęcherze na dwóch palcach serdecznych, bo bardzo mądrze stwierdziłam, że będę jeździć bez rękawiczek. Teraz mam nauczkę i już więcej nie wsiadam bez rękawiczek na dłoniach!
Ścięłam włosy. Znowu są krótkie, ale przynajmniej zdrowe. Mam nadzieję, że szybko urosną i znowu będą w mojej ulubionej długości!
W końcu zaopatrzyłam się odżywkę do paznokci i nie mogę się napatrzeć jakie są teraz piękne i lśniące. Liczę, że problem z rozdwajaniem i łamaniem mam już za sobą i mogę o nim już zapomnieć.
Razem z wiosną przyszły i problemy, nazwijmy je sercowe, chociaż chyba daleko im do nich. Jednego pana zdecydowanie mogę sobie odpuścić, bo mimo iż obiecywał to od prawie miesiąca w ogóle się nie odzywa, a ja po raz kolejny nie mam zamiaru się płaszczyć przed nim i prosić o jakiekolwiek spotkanie. Na jego miejsce pojawił się kolejny, który narzuca się aż nadto, a ja nie bardzo jestem nim zainteresowana w taki sposób w jaki on jest zainteresowany mną. Chyba za bardzo na początku pozwoliłam mu poczuć się swobodnie, a teraz muszę jakoś to wszystko odkręcić.
I dalej nie mam pracy, coraz gorzej się z tym czuję!
środa, 29 maja 2013
I’m gonna pop some tags, only got twenty dollars in my pocket
Dzisiaj odebrałam swój certyfikat DSD, przy okazji spotkałam się przedostatni raz z całą moją klasą. Później przesiedziałam dwie godzinki u mojej N. wyjadając jej pół lodówki i udałam się na wyżej wspomniane spotkanie.
Z wakacji korzystam w pełni - śpię, czytam, oglądam filmy i seriale. Żyć nie umierać!
Jeszcze tylko przydałaby się praca i byłabym spełniona!
Jeszcze się zdziwiłam dzisiaj, bo gdy logowałam moją N. do systemu rekrutacyjnego na uniwersytecie pokazało się jej, że musi zapłacić opłatę rekrutacyjną w wysokości 85 zł. Dziwne, bo u mnie na koncie jest 70, a logowałam się jakie 2 tygodnie temu. Teraz w sumie nie wiem ile mam zapłacić, bo nie chcę żeby była jakaś sytuacja, że nie wezmą mnie pod uwagę w rekrutacji. Napisałam maila do dziekanatu, zobaczymy jak się sprawa rozwiąże!
środa, 22 maja 2013
Summer paradise
Mogę biegać, mogę oglądać filmy, seriale, mogę czytać książki, mogę robić jedno wielkie nic! Jak na razie delektuję się początkiem najdłuższych wakacji jakie kiedykolwiek będę miała.
Na dzień dzisiejszy nie przejmuję się brakiem pracy (no jutro już zacznę), wyleguję się bezkarnie do późna w łóżku (no dzisiaj pierwszy dzień, ale pewnie to się powtórzy!) i nie przejmuję się zupełnie niczym!
Dzisiaj postanowiłam doprowadzić swój pokój do porządku, ponieważ przez matury trochę oszukiwałam ze sprzątaniem i ewentualnie przeleciałam kurze i coś tam zamiotłam.
Porządnie się dzisiaj za to wszystko zabrałam i mam teraz lśniący i pachnący pokoik! Mam całą wielką siatkę makulatury, a wszystko to moje ukochane kserówki. Oczywiście największa ilość jest z niemieckiego. Przez te 4 lata, nawet przy regularnym wyrzucaniu zapasów, uzbierało się tego naprawdę mnóstwo!
Byłam również dzisiaj na rolkach, całe 10 minut, bo potem złapała nas burza i we trójkę wylądowałyśmy u K. popijając herbatkę i zajadając pyszne lody. Więc i tak chyba wyszłyśmy na tym lepiej niż kiedykolwiek!
Czeka nas wspólny weekend spędzony na wsi. Oby nam pogoda w miarę dopisała, bo chcemy się poopalać , popływać kajakiem i spędzać dużo czasu na świeżym powietrzu!
Lecę cieszyć się wakacjami!
wtorek, 14 maja 2013
All or nothing
Przebrnęłam przez polski, matematykę a dzisiaj opuszczając mury szkoły skakałam z radości w duchu, że chemia już za mną!
Zupełnie nie obchodzi mnie (no może na tą malutką chwilę) jaki wynik uzyskam. Po prostu jestem niesamowicie radosna, że nie muszę już patrzeć w stronę układu okresowego i modlić się o proste zadania.
Fakt, dzisiaj niektóre z nich niemiło mnie zaskoczyły, ale były też takie które potrafiłam rozwiązać z zamkniętymi oczami.
Teraz została mi ta 'łatwiejsza' część i w przyszłym tygodniu będę mogła z radością oznajmić, że mam wakacje!
Aktualnie potrzebuję jakiejś silnej motywacji, aby ogarnąć prezentację na polski. Ciągle jestem w trakcie czytania 'Syzyfowych prac', które niemiłosiernie mi się dłużą. Ale liczę, że do czwartku je skończę, przed weekendem chcę mieć jeszcze pojęcie o czym chce mówić i w poniedziałek pięknie wszystko zaliczę!
W międzyczasie powtórzę słówka na czwartkowy niemiecki i dokończę materiał na piątkową biologię.
Ale teraz nic nie jest mi straszne - w końcu chemia za mną!
Uciekam robić coś pożytecznego, w końcu nie warto marnować każdej wolnej chwili!
niedziela, 5 maja 2013
What if God was one of us?
Nie przypuszczałam, że jestem w stanie w ciągu dwóch dni przeczytać tyle streszczeń i opisów i dalej wiedzieć o co chodzi.
Do tego jeszcze powoli kończę wyjaśniać wszystkie niewiadome z matmy, w moim przypadku ciągi i tym podobne i coś czuję, że może być dobrze!
Cieszę się jak głupia, ciągle się uśmiecham i dzisiaj podchodzę do wszystkiego na takim luzie jak nigdy :)
Zaraz uciekam na powtórki z matmy do mojej K., a jutro ostatni dzień przed wielkim maratonem maturalnym!
czwartek, 2 maja 2013
We’re not broken
Chociaż odkąd zaczęłam uczyć się razem z moją D. to coraz więcej rzeczy rozumiem i jako tako myślę, że uda mi się ją napisać.
Nigdy nie przypuszczałam, że będę tak bardzo uczyć się przed maturą. Ale to chyba dlatego, że jak zwykle zostawiłam sobie wszystko na ostatnią chwilę.
Mam tyle rzeczy do robienia, że nie wiem za co się zabrać i najchętniej to usiadłabym na łóżku z kubkiem kakao i zabrała się za czytanie jakiejś ciekawej książki.
Swoją drogą 'Syzyfowe prace' aż się proszą, żeby je w końcu przeczytać, bo inaczej nie zacznę nawet pracować nad moją prezentacją ustną z polskiego. Ale jak na razie zupełnie się tym nie przejmuję i odkładam wszystko na 'po chemii'.
Za pięć dni pierwsza matura, a ja zdążyłam powtórzyć tylko do baroku.. Ale co ja się przejmuję, przecież mam jeszcze tyyyyle czasu! :)
Chciałabym aby pomaturalne plany wypaliły, bo w końcu trzeba będzie odpocząć! :)
piątek, 26 kwietnia 2013
Nigdy nie każ mi wybierać, bo jeszcze wybiorę źle!
Całe uroczyste zakończenie roku zaczęło się o 13. Najpierw parę słów od dyrektora, następnie wręczenie świadectw z wyróżnieniem (nasz wychowawca jest najlepszy na świecie!), następnie głos zabrali nauczyciele od wfu. Zostałam wyróżniona (jako jedna z wielu) jako godna reprezentantka szkoły jako lekkoatletka. Dostałam przepiękną szklaną statuetkę, a najfajniejsze z tego wszystkiego jest to, że są one imienne. Także pamiątka do końca życia ;-)
Później jeszcze dalsza część artystyczna i rozeszliśmy się do klas.
Otrzymaliśmy świadectwa, wszystkie inne dokumenty i... nasz wychowawca przygotował dla każdego z osobna po kartce z wierszem (tak dla odmiany po niemiecku) i dedykacją. Tak na pamiątkę, abyśmy zawsze potrafili czytać między wierszami.
Wychowawca dostał od nas prezent, chwilę jeszcze porozmawialiśmy i każdy udał się w swoją stronę.
Nie obyło się bez wzruszeń i paru uronionych łez. Chociaż ja nie czuję się do końca tak jakbyśmy się mieli już nigdy nie spotkać. Przecież przed nami matury a całą klasą spotkamy się na odebraniu certyfikatów DSD i w czerwcu na rozdaniu świadectw maturalnych. Wtedy będzie czas na łzy, wtedy dotrze do nas, że już nigdy nie usiądziemy w tej samej ławce, nigdy nie porozwiązujemy wspólnie krzyżówek czy nie będziemy przygotowywać ściąg na naszą ukochaną biologię. Wtedy uświadomimy sobie, że to już naprawdę koniec i jedyne co nam pozostanie to wspaniałe wspomnienia i mnóstwo zdjęć, które zawsze będą przywoływać nam uśmiech na twarzy! Teraz nie ma co się smucić, teraz trzeba się cieszyć, że cała nasza klasa zakończyła pewien etap.
Gdy kończymy jedno, zaczynamy kolejny etap. Trzeba zawsze o tym pamiętać!
poniedziałek, 8 kwietnia 2013
Ale zacznę od początku.
Od zeszłej soboty uśmiech nie schodził mi z twarzy na myśl spędzenia piątku w towarzystwie mojego brata, jego dziewczyny i paru innych znajomych. Powód prosty - brat kończył 22 lata!
Mimo nieustającego bólu zębów (byłam święcie przekonana, że to przez ósemki!!), zaraz po piątkowych korepetycjach szybko się ogarnęłam i udałam się z bratem po piwa, następnie poszliśmy do mieszkania jego dziewczyny i tam w spokoju wypiliśmy po jednej butelce.
W klubie bawiłam się niesamowicie co chwile popijając wódkę ze sprite (kocham promocje w barze!).
Do domu wróciłam jakoś koło 2, szybko zasnęłam i już o 6:50 wstawałam do pracy.
W pracy jak to w pracy, szybko się uwinęłam i już o 14 byłam w domu. Od tego czasu stwierdziłam, że moje węzły chłonne się trochę powiększyły, ale jakoś specjalnie mi to nie przeszkadzało. Dopiero wieczorem dały tak mocno znać o sobie, że aż z bólu płakałam w poduszkę. Tata zadecydował, ze najwyższa pora odwiedzić pogotowie. Jak się okazało, mam zapalenie węzłów chłonnych/ślinianek, właśnie z podejrzeniem świnki. Biorę antybiotyk i inne lekarstwa i modlę się, aby to wszystko zaczęło jak najszybciej działać.
Nie mogę jeść, od soboty wieczór żywię się tylko tym co ma konsystencję podobną do twarożku ze śmietaną i jogurtów (na co jestem w sumie uczulona, ale coś jeść muszę!!).
Do końca tygodnia siedzę w domu i nosa poza drzwi nie wystawiam. No z małym, jutrzejszym wyjątkiem. Problemem jest moja bibliografia, którą można oddawać tylko w jeden dzień. Tak, właśnie jutro. Muszę pojechać do szkoły, aby podpisać się na kartce, że ją oddałam. Nieważne, że ledwo co mówię, że wyglądam jak chomik (i to dosłownie!), to muszę się jutro stawić w szkole i to podpisać.
Na szczęście tata się zlitował i zaproponował podwózkę w tą i z powrotem.
Także w szkole pojawię się na 10 minut, aby później znowu wrócić do ciepłego łóżka, wprost pod kołderkę!
Dzisiaj w końcu przyszedł mój telefon, całkiem spoko. Chociaż miał być android, jest soft. Trudno, to też jakoś ogarnę!
A teraz najwyższa pora spać, chociaż w ciągu ostatnich dni nie robię nic innego.
poniedziałek, 1 kwietnia 2013
I think that life’s too short for this, I want back my ignorance and bliss
Jest tyle rzeczy, które chciałabym tutaj opisać. Ale nie potrafię tego ubrać w słowa, nie potrafię przekazać tego tak aby brzmiało składnie i zachowało swój pierwotny sens.
Dlatego wszystko pozostanie w mojej głowie. Może kiedyś znajdę jakiś sposób na lepsze wyrażanie siebie.
Święta, święta i znowu po świętach. W tym roku pogodzie się pomyliło, u mnie prawie jak na Syberii. Zwłaszcza, że od wczoraj sypie praktycznie bez przerwy.
Jedyny plus? Nie chce mi się wychodzić z domu i teoretycznie robię coś w kierunku matury. Ale tylko teoretycznie.
Swoją drogą dalej zastanawiam się jak skończyć materiał z biologii i chemii. Ale bez ryzyka nie ma zabawy i coś czuję, że to będzie naprawdę duży fun dla mnie, kiedy okaże się, że został mi tydzień do matury a ja dalej nic nie wiem.
Czasem się zastanawiam po co się w to pchałam, przecież mogłam wybrać kierunek gdzie nie potrzebna mi będzie chemia, gdzie będę mogła napisać tylko biologię i tyle. No ale. Jak już się zadeklarowałam, to trzeba to wszystko ciągnąć do końca. Tak sobie powiedziałam i tak zrobię!
Próbowałam dzisiaj napisać bibliografię, ale poległam na pierwszej książce. Zawszę trafię na taki egzemplarz w którym czegoś nie ma. W moich "Syzyfowych pracach" nie ma numeru ISBN. Także jutro czeka mnie wyprawa do biblioteki po inny egzemplarz, przy okazji zaopatrzę się w dwie kolejne książki i przy okazji udam się do księgarni po opracowania.
Dzisiaj myślałam nad tym czy aby nie zacząć biegać, czy ćwiczyć. Ale z moim zapałem i motywacją zapewne zostanie to tylko jedną z tych przelotnych myśli, jednym z tych genialnych pomysłów na które wpadam a zaraz potem zapominam ;P
Ostatnie chwile leniuchowania a jutro witaj chemio!
piątek, 22 marca 2013
Now I gotta cut loose
Wszystkie dni wyglądają mniej więcej tak samo. Szkoła - dom - nauka - spać. Czasem dojdą jeszcze korki i tyle. Nie robię w sumie nic więcej, czasem spotkam się ze znajomymi czy wyjdę w weekend do pracy.
W poniedziałek przeżyłam swój najgorszy dzień w tym roku. Chociaż jak tak patrze na niego z perspektywy paru dni to wydaje mi się, że po prostu miałam pecha, który i tak by mnie spotkał. Tylko wszystko skumulowało się jednego dnia. Z samego rana okazało się, że moja przyjaciółka nie zdała egzaminu na prawko, następnie gdy dojechałyśmy do szkoły to dowiedziałyśmy się, że do zaliczenia egzaminu DSD II zabrakło nam jednego punktu! Także możemy pożegnać się z dyplomem, pozostaje nam tylko certyfikat. Kolejny był angielski i jakieś dziwne nieporozumienia. Przez cały dzień chciało mi się płakać i gdyby nie najbliższe mi osoby (dziękuję Ci Kasieńko z rozmowę!), które wysłuchiwały moich wywodów nie wiem czy dałabym sobie radę.
Ale dzień minął, przyszedł wtorek który był już trochę lepszy i tak z dnia na dzień wszystko wracało na swoje tory.
Dziś miałam kupić sobie przepiękną torebkę, którą wypatrzyłam na początku tygodnia czekając na mamę na mieście. Niestety jak się dzisiaj okazało nie było już takich jak chciałam i ewentualnie mogę zobaczyć w poniedziałek i zobaczyć czy przyszły w dostawie.
Do tego wszystkiego "oszukali" mnie w orange. We wtorek zadzwonili z nową ofertą, na którą moja mama przystała. Gościu który dzwonił powiedział, że mój nowy telefon dojedzie do mnie w ciągu 48h. Jak się okazało telefonu dalej nie ma, a czas na dojście to aż 7 dni roboczych. Gdyby powiedział to wcześniej to wzięłybyśmy opcję odbioru osobistego czy coś i nie musiałabym tyle czekać. No ale już trudno. Mam nadzieję, że w poniedziałek już będzie!
Dzisiaj stwierdziłam, że jak już zdam maturę z niemieckiego to zdecydowanie będzie brakować mi korepetycji na które od niedawna chodzę. W końcu czuję, że ktoś docenia moje starania i jak nie potrafię czegoś powiedzieć to mi pomaga, a nie twierdzi, że powinnam już wszystko umieć. Zresztą w końcu wykorzystuję swoje zasoby słownictwa bo w szkole to niestety ale odbiera mi mowę i jedyne co potrafię powiedzieć to 'yyyy'.
Przede mną weekend, który spędze z wosem i biologią. Ah jak miło!
sobota, 9 marca 2013
We've got tonight, who needs tomorrow?
Ostatnio szczęście się do mnie uśmiechnęło i zaczęłam udzielać korepetycji z niemieckiego. Raz w tygodniu, po 60 minut. Zawsze jakiś grosz wpadnie do kieszeni, a szczerze przyznam, że bardzo się przyda. Moje wakacyjne plany wymagają już teraz odkładania pieniędzy, aby starczyło mi na wszystkie zaplanowane rzeczy.
Dzień kobiet był bardzo miły i choć nie mam swojej drugiej połówki, mogę teraz patrzeć z radością na wazon wypełniony kwiatami. Z samego rana miałam uśmiech na twarzy, bo gdy weszłam do kuchni znalazłam piękne tulipany i czekoladę od mojego taty, w szkole również nasi klasowi mężczyźni obdarowali nas tulipanami i słodkościami. Na sam koniec dnia otrzymałam jeszcze różyczkę od brata. Bardzo miło z ich strony!
Wczoraj również zaczęłam chodzić na korepetycje z niemieckiego, które mają przygotować mnie do ustnej matury. Prawie całą godzinę przegadałam po niemiecku i nie wiedziałam, że znam tyle słówek, haha.
W każdym razie trochę się podbudowałam i myślę, że tragedii nie będzie.
Do tego wszystkiego znam już dokładne terminy wszystkich matur i zdecydowanie mi się to nie podoba. Jak zaczynam 7 maja tak kończę 21 i mam bardzo krótkie przerwy pomiędzy poszczególnymi maturami. Ale trudno. Oby mieć to już wszystko za sobą!
A teraz chyba uciekam do geografii, coby jutro mieć mniej do roboty.
poniedziałek, 4 marca 2013
Do you wanna be somebody else?
Nie mam na nic czaaaasu, ale chyba jest dobrze. Serio! I w końcu przyszło ciepło, mam nadzieję, że wiosna zawitała już na dobre!
poniedziałek, 25 lutego 2013
Ale ja to się mówi - żeby być pięknym trzeba cierpieć! ;-)
Poniedziałek nie był wcale taki zły ponieważ pierwszą lekcję mieliśmy odwołaną i z czystym sumieniem mogłam wylegiwać się w łóżku aż do 7!
W szkole jak to w szkole, więcej gadania i śmiechu niż uważania na konkretnych przedmiotach. Ale za to mam opanowane z moją N. wszystkie możliwe taktyki jeśli chodzi o zdawanie sobie relacji i nie bycie na tym przyłapanym. Ah te lata praktyki.
Jedyne co mi się dzisiaj udało w 100% to moje tłumaczenie. Skończyłam, skończyłam, skończyłam! Aż chce mi się skakać z radości. Mam dość już jakiś głupich słówek, które mi się w życiu do niczego nie przydadzą. Ale już mam to za sobą i nie muszę się tym martwić.
Poza tym to wcale nie zaczynamy jutro omawiać Ferdydurki, a ja wcale nie przeczytałam tylko 130 stron. I wcale to nie jest moja książka do prezentacji... Zginę śmiercią tragiczną jutro!
Jeśli uda nam się przekręt z historią, to moja klasa awansuje na cwaniaków roku, amen!
czwartek, 21 lutego 2013
Nobody knows that she's a lonely girl
Nigdy więcej nie będę nastawiać się na jakieś niestworzone rzeczy, bo później zazwyczaj jedyne co mnie spotyka to rozczarowanie.
A każde kolejne rozczarowanie boli coraz mocnej.No ale przecież bez faceta też da się żyć! ;-)
wtorek, 19 lutego 2013
Anything could happen
Jestem beznadziejna! Od poniedziałku miałam robić zadania z chemii a nie ruszyłam jeszcze ani jednego!
Cały poniedziałek przeznaczyłam na sprzątanie pokoju. Zajrzałam w każdy zakamarek, w każdą półeczkę i szafeczkę. Wszystko lśni i aż miło siedzieć i po prostu patrzeć się na porządek. Później pomagałam mamie i tak cały poniedziałek zleciał, nawet nie wiem kiedy.
Dziś też nie byłam skora do tego, aby zabrać się za coś pożytecznego. Jednak na swoje usprawiedliwienie mam to, że właśnie przed chwilą wróciłam od dentysty i nie bardzo nadaję się do czegokolwiek. Zresztą dentysta powiedział, że dzisiaj nie mogę się przemęczać. A ja również wliczam w to zmęczenie umysłowe, także dzisiaj też robię sobie wolne!
Jutro się za to wszystko wezmę, taak właśnie!
środa, 13 lutego 2013
She’s just a girl and she’s on fire
Czuję się jak nocne pogotowie - nie masz z kim pogadać o 1 w nocy? Pisz, z chęcią odpowiem na każdego smsa.
Ale w sumie dobrze mi z tym, lubię czuć się chociaż trochę potrzebna.
Te ferie mi służą!
sobota, 9 lutego 2013
Być dobrym człowiekiem. Niezłe postanowienie w mrocznych czasach
Dobrze jest odnowić starą znajomość. Ale to tyle na ten temat, nie lubię zapeszać ;>
Lubię taki stan jaki jest teraz. Jest tak spokojnie i miło!
środa, 6 lutego 2013
Nie pragnij być lepszym od innych, najpierw bądź samym sobą
Od poniedziałku mam urwanie głowy. Na początek tygodnia umówiłam się z moją D. na robienie trochę zmodyfikowanych cake pops. W sumie lizaki przybrały kształt bajaderek, bo nie w głowie nam było jeszcze bieganie za patyczkami.
Przez cztery poniedziałkowe godziny szalałyśmy w kuchni, najpierw krusząc ciasto i herbatniki (przy okazji odganiając brata D. od naszych pyszności!) a następnie mieszając to wszystko z nutellą i serkiem mascarpone, chłodzeniem tego na balkonie (taka alternatywna zamrażarka) oraz formowaniem kulek, maczaniem ich w czekoladzie i obtaczanie orzechami i wiórkami kokosowymi.
Wróciłam do domu po dwudziestej i stwierdziłam, że w tym miesiącu nie spojrzę już na czekoladę (taa, jasne - właśnie jem kolejną kostkę!). Przebrnęłam jeszcze przez zadania z matmy i napisałam esej na temat 'co dla Ciebie oznaczają słowa być sobą' i wylądowałam w łóżku. Zasnęłam w dwie minuty, a zaraz po tym zadzwonił budzik, że trzeba już wstawać.
We wtorek odpuściłam sobie sprawdzian z biologi (jestem zła i niedobra!) i pojechałam dopiero na drugą godzinę. Najgorsze zaczęło się dopiero na polskim, gdzie pisaliśmy wypracowanie maturalne. Do wyboru Granica lub Przedwiośnie. Tak wielkiej klasowej improwizacji nie widziałam nigdy. Nikt, z wyjątkiem rzędu pod oknem, nie miał pojęcia co napisać i tylko widać było rozglądające się co chwile głowy. Wyszłam przed czasem i tyle mnie widzieli.
Do tego dostaliśmy już studniówkowe zdjęcia, które są BEZNADZIEJNE. Nie wiem, jakim trzeba być fotografem, ale to co nam dali na płytkach to istna tragedia. Na szczęście nasza klasa jako jedyna ma normalne zdjęcia grupowe, które dostaliśmy wywołane. Reszta klas? Dziewczyny mają pozamykane oczy, ktoś macha ręką, kogoś w ogóle nie widać. Po co robił po 5 ujęć, skoro wybrał te najgorsze? Do tego zdjęcia z poloneza też w ogóle nie nadają się do publikacji. Nie dość, że rozmazane to na nich nie ma nawet 30% uczniów. A ustalane było, że każda para będzie mieć minimum jedno! A na folder ze zdjęciami z parkietu też nie ma co patrzeć. Fotograf całą imprezę był w jednym rogu czego efektem jest, że jedna klasa ma zdjęć trzysta a moja, która miała stoliki z drugiej strony raptem 10. Jestem strasznie zawiedziona tym wszystkim, mam chociaż nadzieję, że film będzie lepszy!
Po lekcjach udałam się do mojej D. i zajęłyśmy się pakowaniem prezentów, potem przeglądanie tych nieszczęsnych zdjęć i na sam koniec okazało się, że jesteśmy już spóźnione do K. na urodziny. Szybko się zebrałyśmy i byłyśmy po czasie tylko 15 minut. Dałyśmy jej prezent i z uwagą obserwowałyśmy jak postępuje zgodnie z instrukcją.
Miałyśmy wrócić w miarę wcześnie, jednak wszystko się przeciągnęło i w do domu zajechałam chwile przed północą. Szybko zmyłam makijaż i wylądowałam w łóżku.
Dzisiaj nie miałam większych problemów ze wstaniem. Dopiero w szkole złapał mnie tak zwany zamuł i jedyne o czym marzyłam to sen. Swoją drogą dzień był monotonny i obudziłam się dopiero na turnieju w siatkówkę. Ile się naśmiałam z J. to nasze. I mimo, że odpadliśmy stosunkowo szybko to bardzo mi się podobało i ostatni mecz graliśmy na takim luzie, że aż przyjemnie było przegrać. To śmieszne, że dopiero teraz integrujemy się z równoległymi klasami. Ale taka przypadłość klas bilingualnych. Nigdy nie wiadomo do którego rocznika ich podpiąć.
A jutro czekają nas zdjęcia do tablo. Dostaniemy aż 12 sztuk odbitek legitymacyjnych. Ale to dobrze, bo będę miała na rekrutację na studia i w końcu wymienię sobie kartę miejską, bo już nie mogę patrzeć na moje zdjęcie z podstawówki.
A teraz do wanny i najprawdopodobniej do łóżka - jestem wykończona! Ale na szczęście już za dwa dni ferie - które spędzę w towarzystwie chemii. Ale zawsze to trochę wolnego!
sobota, 2 lutego 2013
I feel so alone on a Friday night
Piątkowy sprawdzian z wosu pozostawię bez komentarza. Liczę, że wystrzelałam sobie chociaż dwa. Więcej nie oczekuję.
W ciągu całego dnia nie zrobiliśmy nic konkretnego. Na koniec okazało się, że nie ma wfu i trzeba czekać godzinę na biologię. Także o 12:50 opuściłam mury szkoły mając biologię głęboko w poważaniu (tak, maturzystka z biologi pozdrawia :D ). W domu zjadłam obiad i już o 14:15 leżałam w łóżku. Spałam rekordowo długo, bo aż do 18. Później oczywiście zajęłam się komputerem i przegadałam z kumplem z klasy milion godzin na facebooku. W tak zwanym międzyczasie udało mi się rozstroić telewizor (a chciałam tylko zaprogramować sobie tvn :<). TVN jednak znaleziony i mogłam w spokoju obejrzeć sobie ostatnią część Władcy Pierścieni. Jednak po pewnym czasie zrezygnowałam, bo nie podobało mi się oglądanie z lektorem i poszłam spać.
Dzisiaj wstałam o 10 i musiałam się śpieszyć, bo na 11 byłam umówiona z moją D. Razem udałyśmy się do galerii aby zakupić wstążki i inne pierdoły potrzebne do skończenia naszych prezentów.
Ustaliłyśmy co robimy w poniedziałek i D. odwiozła mnie do domu.
Od tego czasu próbowałam się uczyć, ale zalogowanie na fejsie zdecydowanie mi to utrudnia. Zdążyłam nawet dwa razy przegrać z J. w literaki na kurniku (na żywo idzie mi lepiej niż w necie!!) i obejrzałam zaległy odcinek Glee. Kolejne seriale czekają aż się za nie wezmę, ale już w przyszłym tygodniu, kiedy będę miała dwa tygodnie wolnego od szkoły.
A przyszły tydzień to jeden wielki za***** w szkole. Nie wiem kiedy wyrobię się ze sprawdzianami i wszystkimi innymi rzeczami. Muszę jeszcze napisać esej (jak się pisze esej?!) i zaliczyć jakoś dfu i kfu na angielski. Zdecydowanie mi się to nie podoba!
Dzisiaj i tak się już niczego nie nauczę, także w spokoju mogę oddać się standardowemu nic nie robieniu! :)
czwartek, 31 stycznia 2013
Never had much faith in love or miracles
Zdecydowanie czwartek nie należy do moich ulubionych dni szkolnych. Nie dość, że lekcje dłużą się niemiłosiernie to jeszcze są to same zajęcia humanistyczne (no z wyjątkiem ostatniej matematyki, co byśmy się za bardzo nie zanudzili!).
Na niemieckim liczyłam tylko minuty do dzwonka z nadzieją, że to jakoś przyśpieszy koniec lekcji.
W szkole ustaliliśmy jeszcze dokładnie co kto będzie robił na filmiku, który dołączony zostanie do płytki studniówkowej i zadowoleni o 13:45 udaliśmy się do domów.
Niedawno wróciłam od okulisty - znowu szkła do wymiany i teraz już podobno nie mogę rozstawać się z okularami. No cóż, trzeba będzie się do tego przyzwyczaić i tyle!
Wracając do wczorajszego dnia - spędziłam miłe popołudnie i wieczór z moją D. wymyślając prezent urodzinowy dla naszych koleżanek. Lista zakupów napisana, życzenia wymyślone. Teraz tylko czekać poniedziałku, aby zrobić prezent i we wtorek oczekiwać ich reakcji. Szczerze, to nie mogę się doczekać!
Do tego wszystkiego zapisałam się z kumplem z klasy na walentynkowy turniej par mieszanych w siatkówkę. Będzie trochę śmiechu a o to w tym wszystkim chodzi przecież ;)
Właśnie uświadomiłam sobie, że nie zabrałam podręcznika od wosu z szafki. Jestem mistrzem!
wtorek, 29 stycznia 2013
Dancing in the dark
Tylko nie wiem co to jest, nie wiem kiedy to się stało.
Do tego dochodzi jeszcze uczucie oczekiwania, zupełnie nie wiem na co.
Chyba powinnam więcej spać, bo inaczej oszaleję!
poniedziałek, 28 stycznia 2013
Everybody need somebody!
Szczerze to głównym powodem mojej nieobecności było zwykłe lenistwo. Przyznaję się do tego bez bicia!
Ostatnie dwa tygodnie to było istne szaleństwo. Niekończące się sprawdziany i wizyty u dentysty przeplatały się z częstymi wizytami u cioci w ramach szycia mojej kreacji studniówkowej.
Na szczęście ze wszystkim dałam sobie radę i chociaż dzień przed studniówką nie miałam jeszcze torebki i kwiatka do włosów - udało się! Poratowała mnie koleżanka z klasy, która w piątek o 21 podrzuciła mi śliczną torebkę i dwa kwiatki do wyboru. Uf!
Oczywiście udało mi się jeszcze w piątek wieczór pokłócić z mamą i w jednej minucie odechciało mi się tej całej studniówki. W bardzo złym humorze położyłam się spać.
Na szczęście rano wszystko się wyjaśniło i w spokoju mogłam oddać się porannej pielęgnacji. Szybko umyłam włosy i na 13:30 udałam się do fryzjera i makijażystki. Zostałam przepięknie uczesana i pomalowana.
W domu trochę czas mi się dłużył, ze względu że nie bardzo mogłam cokolwiek zrobić. Ale o 17:30 zaczęłam się przebierać (a to było wyzwanie! pozdrawiam zamek!) i o 18 wyruszyliśmy do sklepu po alkohol a następnie po moją N. i jej chłopaka.
W hotelu byliśmy chwilę przed 19, tam spotkałam mojej studniówkowego partnera i parę osób ode mnie z klasy.
Chwilę po 19 zrobiliśmy sobie klasowe zdjęcia i z różami w ręku wyczekiwaliśmy poloneza.
Pominę już nawet jakąś awanturę do naszej klasy o rzekome kombinowanie. Nie wiadomo o co chodzi, bo dziwnym trafem zginęły wizytówki ze stolika i to oczywiście nasza klasa za tym stała. Nieporozumienie niewyjaśnione, nie chciało nam się kłócić z nauczycielką w dzień studniówki i szczerze - olaliśmy to.
Polonez (w pierwszej turze 21 para - pomarańczowa sukienka ;) ) wyszedł nam w 90% (oj tam, kto zwraca uwagę na równy ukłon?!), następnie podziękowania dla nauczycieli (oho, miałam swój debiut na środku sali 8) ) później był przepiękny walc i mogliśmy udać się na obiad! Po obiedzie zabawa ruszyła pełną parą. Wytańczyłam się za wszystkie czasy. Tańczyłam z każdym chłopakiem ode mnie z klasy, partnerami koleżanek i nawet z nowo poznanym kolegą z równoległej klasy. Ale z nim to był taniec rewelacja - chłopak przez długi czas trenował taniec towarzyski. Partner do tańca - marzenie!!
W międzyczasie zajadałam się sałatkami i ciastami. Aż dziwne, że mi sukienka nie pękła ;P
Niestety nie obyło się bez małego wypadku - podczas tańca z kolegą uderzyłam się w nos i musiałam tamować mały krwotok. Moja pierwsza reakcja - sprawdź czy nie poplamiłam sukienki! Podobno miałam niezłą minę gdy to mówiłam. Po całym zajściu zmieniłam obcasy na balerinki i mogłam bez przeszkód hasać do 4 nad ranem.
Ogólnie pod sam koniec studniówki zrobiło mi się dziwnie smutno i nawet po cichu cieszyłam się, że za chwilę miał przyjechać po mnie tata i odwieść mnie do domu.
Zmęczona padłam do łóżka i obudziłam się dopiero o 14 idealnie na obiad.
Resztę dnia spędziłam w łóżku, wstając tylko koło 20 aby się wykąpać.
Dzisiaj w szkole głównym tematem była studniówka i wydaje mi się, że jeszcze do końca tygodnia będziemy tylko to wspominać.
A teraz na szczęście do czwartku mam luz w szkole i z czystym sumieniem mogę nic nie robić i lenić się tak jak to umiem najbardziej ;-)
A za dwa tygodnie ferie!
piątek, 11 stycznia 2013
Youth is the one thing worth having
Cały dzień wylegiwałam się w łóżku z laptopem na kolanach i nie przejmowałam się zupełnie niczym.
Wczorajszy dzień od godziny 13 do 22 w całości spędziłam z moją D. Najpierw udałyśmy się do stajni, D. dała mi pojeździć na jej Malutkiej i takim sposobem nabawiłam się wielkich zakwasów na udach.
Po powrocie ze stajni szybko się wykąpałyśmy, zjadłyśmy obiad i zabrałyśmy się za oglądanie trzeciej części Władcy Pierścieni. Film bardzo mi się podobał i nawet nie zraził mnie czas trwania - prawie cztery godziny!
Po filmie zebrałam się i na piechotkę wróciłam do domu. Śnieg tak ładnie sypał!
I sypie do teraz. Bez przerwy. Jest tak biało za oknem, że aż miło popatrzeć!
Jutro chyba czeka mnie wędrówka po sklepach w poszukiwaniu inspiracji na sukienkę studniówkową. Na taką jaką sobie wymarzyłam potrzeba będzie chyba z 10 metrów materiału, więc zupełnie nie opłaca się jej szyć. Ciocia obiecała, że spróbuje jakoś przerobić projekt, żeby zmieścić się w pierwszych założeniach co do ilości materiału, ale nic nie obiecuje.
Mam nadzieję, że jej się uda! Studniówka już za dwa tygodnie, a jedyne co mam to podwiązkę!
A teraz chyba obejrzę sobie jakiś film, aby w pełni korzystać z mojego 6 dniowego weekendu! ;-)
środa, 9 stycznia 2013
Do sukcesu nie ma żadnej windy. Trzeba iść po schodach
Udało się. Zaliczyłam na najwyższy poziom. Jestem mega dumna i mega szczęśliwa, że mam to już za sobą.
Nauka się opłaciła i mimo stresu i mieszających się słówek wybrnęłam z każdego pytania. Nawet tego najdziwniejszego (np. miałam opisać jakie zmiany nastąpią w lutym w egzaminie na prawo jazdy lub powiedzieć co sądzę na temat celibatu)
W nagrodę udałam się z moją D. do stajni. W sumie spędziłyśmy tam chwile i potem każda udała się do siebie.
Wieczorem pojechałam do dentysty, co zaowocowała zakazem jedzenia przez dwie godziny i kolejną wizytą już za tydzień w czwartek.
A teraz idę odpocząć, bo to był naprawdę długi i męczący dzień.
Jak dobrze, że jutro jeszcze wolne, a na dodatek spędzę cały dzień z moją D.!
wtorek, 8 stycznia 2013
Thema meines Vortrags lautet...
Nie wiem czy dam jutro radę, nie wiem czy będę wszystko pamiętać, nie wiem czy moja prezentacja się odpali, nie wiem czy zrozumiem pytania, nie wiem jaki dostanę temat, nie wiem czy w ogóle będę w stanie powiedzieć coś więcej od Guten Tag, nic nie wiem!
Chyba czeka mnie jutro najgorsze 50 minut dotychczasowego życia (a to śmieszne, bo dokładnie to samo mówiłam o egzaminie na prawo jazdy) i nawet o wiele bardziej podoba mi się wizja późniejszego dentysty niż tego całego cholernego egzaminu.
W dodatku wszyscy mnie dzisiaj denerwują. Jednemu już się oberwało, ale zdecydowanie na to zasłużył bo zupełnie nadszarpną moją i tak delikatną dzisiaj cierpliwość.
Milion razy powtarzałam swoją prezentację, za każdym razem mieszczę się w 6 minutach. To całkiem dobry czas, zwłaszcza że powinna ona trwać o 3 do 8 minut.
Pewnie i tak powtórzę ją dzisiaj jeszcze z tysiąc razy, bo chcę chociaż tą część umieć perfekcyjnie.
Z moim szczęściem jutro nie zdążę i będę biec jak głupia, aby wyrobić się na 8:45.
Postaram się dać z siebie wszystko, ale jak wyjdzie.. tego nikt nie wie!
niedziela, 6 stycznia 2013
Najtrwalsze są Twoje słabości
Sylwestra spędziłam w najlepszym towarzystwie pod słońcem. Na początku sama podróż do naszego docelowego miejsca dostarczyła nam małych skoków adrenaliny. Spóźniający się autobus zagwarantował nam mały bieg na kolejkę.. ale wiadomo, że nam się udaje wszystko i szczęśliwie zdążyliśmy na kolejny środek transportu. Później czekała nas przeprawa przez las ale i z tym sobie poradziliśmy.
Gdy dotarliśmy na miejsce szybko przywitaliśmy się już z obecnymi i zabraliśmy za robienie sałatek, dmuchanie balonów i rozwieszanie serpentyn. Następnie przyszła kolej na przebranie się w nasze stroje i rozpoczęcie zabawy.
Nigdy tak dobrze nie bawiłam się w tak małym gronie. 8 osób jeśli tylko chce może stworzyć niesamowity klimat. Tańczyliśmy, graliśmy w butelkę i wygłupialiśmy się do 23:55. Potem szybko zabraliśmy szampany, włożyliśmy kurtki i udaliśmy się przed dom. Wspólne odliczanie i równo o 00:00 padliśmy sobie w ramiona życząc wszystkiego najlepszego. Impreza ciągnęła się do 4 kiedy to wszyscy zmęczeni padli na łóżka i udali się w objęcia Morfeusza.
Pierwszego stycznia zawitałam do domu dopiero koło 18. Nie mając na nic siły udałam się prosto do łóżka i spałam aż do rana.
W środę w szkole złapał mnie opóźniony kac i przetrwanie lekcji było dla mnie katorgą. Byłam zwolniona z myślenia tego dnia i nie zrobiłam nic konstruktywnego.
Reszta dni szkolnych zleciała na próbach poloneza, udawaniu że uważam na lekcjach i strachu przed egzaminem, który jest już w środę!
Piątkowy wieczór spędziłam nad moją prezentacją na egzamin. Zrobiłam większość potrzebnych rzeczy i udałam się do łóżka.
W sobotę miałam iść do kina z bratem i jego dziewczyną, ale plany się zmieniły. Więc cały ranek i południe spędziłam na pisaniu pracy potrzebnej mi do egzaminu. Napisałam większą cześć i następnie udałam się do mojej D., która postanowiła nadrobić moje filmowe braki. Czyli zapowiadał się maraton z Władcą Pierścieni. Obejrzałyśmy pierwszą i drugą część, co zajęło nam prawie siedem godzin (ah te sceny dodatkowe!). Zmęczone koło 1:30 padłyśmy do łóżka, a gdy tylko się położyłyśmy zaczęłyśmy rozmawiać i tak czas nam zleciał do 2:30.
Obudziłyśmy się dopiero o wpół do jedenastej. Zjadłyśmy śniadanie i jak zwykle pogrążyłyśmy się w rozmowie.
Wróciłam do domu i zajęłam się moją nieszczęsną prezentacją. Potrzebuję podsumowania tematu, a za nic w świecie nie mogę wymyślić nic sensownego. NIC! Mam taką pustkę w głowie, że aż mi żal siebie samej. Jeżeli nie wymyślę nic do jutra to równie dobrze mogę sobie strzelić w łeb.
Chyba dawno nie czułam się tak bezradna jeśli chodzi o jakiekolwiek zaliczenie/projekt/egzamin.
Najśmieszniejsze jest to, że w sumie od tego egzaminu nic nie zależy, od tak będę mieć papier, że znam niemiecki na jakimś tam poziomie. A stresuję się bardziej niż przed prawem jazdy, haha.
Chciałabym aby była już środa wieczór. Wtedy już nic nie będzie mnie obchodzić!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

