piątek, 26 kwietnia 2013

Nigdy nie każ mi wybierać, bo jeszcze wybiorę źle!

No i stało się. Zakończyłam kolejny etap swojej nauki. Ukończyłam liceum ogólnokształcące, może nie z najwyższą średnią na jaką było mnie stać, ale z wyników jestem w miarę zadowolona.

Całe uroczyste zakończenie roku zaczęło się o 13. Najpierw parę słów od dyrektora, następnie wręczenie świadectw z wyróżnieniem (nasz wychowawca jest najlepszy na świecie!), następnie głos zabrali nauczyciele od wfu. Zostałam wyróżniona (jako jedna z wielu) jako godna reprezentantka szkoły jako lekkoatletka. Dostałam przepiękną szklaną statuetkę, a najfajniejsze z tego wszystkiego jest to, że są one imienne. Także pamiątka do końca życia ;-)
Później jeszcze dalsza część artystyczna i rozeszliśmy się do klas.

Otrzymaliśmy świadectwa, wszystkie inne dokumenty i... nasz wychowawca przygotował dla każdego z osobna po kartce z wierszem (tak dla odmiany po niemiecku) i dedykacją. Tak na pamiątkę, abyśmy zawsze potrafili czytać między wierszami.

Wychowawca dostał od nas prezent, chwilę jeszcze porozmawialiśmy i każdy udał się w swoją stronę.
Nie obyło się bez wzruszeń i paru uronionych łez. Chociaż ja nie czuję się do końca tak jakbyśmy się mieli już nigdy nie spotkać. Przecież przed nami matury a całą klasą spotkamy się na odebraniu certyfikatów DSD i w czerwcu na rozdaniu świadectw maturalnych. Wtedy będzie czas na łzy, wtedy dotrze do nas, że już nigdy nie usiądziemy w tej samej ławce, nigdy nie porozwiązujemy wspólnie krzyżówek czy nie będziemy przygotowywać ściąg na naszą ukochaną biologię. Wtedy uświadomimy sobie, że to już naprawdę koniec i jedyne co nam pozostanie to wspaniałe wspomnienia i mnóstwo zdjęć, które zawsze będą przywoływać nam uśmiech na twarzy! Teraz nie ma co się smucić, teraz trzeba się cieszyć, że cała nasza klasa zakończyła pewien etap.

Gdy kończymy jedno, zaczynamy kolejny etap. Trzeba zawsze o tym pamiętać!

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Cześć, mam prawie dwadzieścia lat a w sobotę okazało się, że prawdopodobnie zachorowałam na świnkę. Miło!

Ale zacznę od początku.
Od zeszłej soboty uśmiech nie schodził mi z twarzy na myśl spędzenia piątku w towarzystwie mojego brata, jego dziewczyny i paru innych znajomych. Powód prosty - brat kończył 22 lata!

Mimo nieustającego bólu zębów (byłam święcie przekonana, że to przez ósemki!!), zaraz po piątkowych korepetycjach szybko się ogarnęłam i udałam się z bratem po piwa, następnie poszliśmy do mieszkania jego dziewczyny i tam w spokoju wypiliśmy po jednej butelce.
W klubie bawiłam się niesamowicie co chwile popijając wódkę ze sprite (kocham promocje w barze!).
Do domu wróciłam jakoś koło 2, szybko zasnęłam i już o 6:50 wstawałam do pracy.
W pracy jak to w pracy, szybko się uwinęłam i już o 14 byłam w domu. Od tego czasu stwierdziłam, że moje węzły chłonne się trochę powiększyły, ale jakoś specjalnie mi to nie przeszkadzało. Dopiero wieczorem dały tak mocno znać o sobie, że aż z bólu płakałam w poduszkę. Tata zadecydował, ze najwyższa pora odwiedzić pogotowie. Jak się okazało, mam zapalenie węzłów chłonnych/ślinianek, właśnie z podejrzeniem świnki. Biorę antybiotyk i inne lekarstwa i modlę się, aby to wszystko zaczęło jak najszybciej działać.
Nie mogę jeść, od soboty wieczór żywię się tylko tym co ma konsystencję podobną do twarożku ze śmietaną i jogurtów (na co jestem w sumie uczulona, ale coś jeść muszę!!).

Do końca tygodnia siedzę w domu i nosa poza drzwi nie wystawiam. No z małym, jutrzejszym wyjątkiem. Problemem jest moja bibliografia, którą można oddawać tylko w jeden dzień. Tak, właśnie jutro. Muszę pojechać do szkoły, aby podpisać się na kartce, że ją oddałam. Nieważne, że ledwo co mówię, że wyglądam jak chomik (i to dosłownie!), to muszę się jutro stawić w szkole i to podpisać.
Na szczęście tata się zlitował i zaproponował podwózkę w tą i z powrotem.
Także w szkole pojawię się na 10 minut, aby później znowu wrócić do ciepłego łóżka, wprost pod kołderkę!

Dzisiaj w końcu przyszedł mój telefon, całkiem spoko. Chociaż miał być android, jest soft. Trudno, to też jakoś ogarnę!

A teraz najwyższa pora spać, chociaż w ciągu ostatnich dni nie robię nic innego.

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

I think that life’s too short for this, I want back my ignorance and bliss

Jest tyle rzeczy, które chciałabym tutaj opisać. Ale nie potrafię tego ubrać w słowa, nie potrafię przekazać tego tak aby brzmiało składnie i zachowało swój pierwotny sens.
Dlatego wszystko pozostanie w mojej głowie. Może kiedyś znajdę jakiś sposób na lepsze wyrażanie siebie.

Święta, święta i znowu po świętach. W tym roku pogodzie się pomyliło, u mnie prawie jak na Syberii. Zwłaszcza, że od wczoraj sypie praktycznie bez przerwy.
Jedyny plus? Nie chce mi się wychodzić z domu i teoretycznie robię coś w kierunku matury. Ale tylko teoretycznie. 
Swoją drogą dalej zastanawiam się jak skończyć materiał z biologii i chemii. Ale bez ryzyka nie ma zabawy i coś czuję, że to będzie naprawdę duży fun dla mnie, kiedy okaże się, że został mi tydzień do matury a ja dalej nic nie wiem.
Czasem się zastanawiam po co się w to pchałam, przecież mogłam wybrać kierunek gdzie nie potrzebna mi będzie chemia, gdzie będę mogła napisać tylko biologię i tyle. No ale. Jak już się zadeklarowałam, to trzeba to wszystko ciągnąć do końca. Tak sobie powiedziałam i tak zrobię!

Próbowałam dzisiaj napisać bibliografię, ale poległam na pierwszej książce. Zawszę trafię na taki egzemplarz w którym czegoś nie ma. W moich "Syzyfowych pracach" nie ma numeru ISBN. Także jutro czeka mnie wyprawa do biblioteki po inny egzemplarz, przy okazji zaopatrzę się w dwie kolejne książki i przy okazji udam się do księgarni po opracowania. 

Dzisiaj myślałam nad tym czy aby nie zacząć biegać, czy ćwiczyć. Ale z moim zapałem i motywacją zapewne zostanie to tylko jedną z tych przelotnych myśli, jednym z tych genialnych pomysłów na które wpadam a zaraz potem zapominam ;P

Ostatnie chwile leniuchowania a jutro witaj chemio!