Całe uroczyste zakończenie roku zaczęło się o 13. Najpierw parę słów od dyrektora, następnie wręczenie świadectw z wyróżnieniem (nasz wychowawca jest najlepszy na świecie!), następnie głos zabrali nauczyciele od wfu. Zostałam wyróżniona (jako jedna z wielu) jako godna reprezentantka szkoły jako lekkoatletka. Dostałam przepiękną szklaną statuetkę, a najfajniejsze z tego wszystkiego jest to, że są one imienne. Także pamiątka do końca życia ;-)
Później jeszcze dalsza część artystyczna i rozeszliśmy się do klas.
Otrzymaliśmy świadectwa, wszystkie inne dokumenty i... nasz wychowawca przygotował dla każdego z osobna po kartce z wierszem (tak dla odmiany po niemiecku) i dedykacją. Tak na pamiątkę, abyśmy zawsze potrafili czytać między wierszami.
Wychowawca dostał od nas prezent, chwilę jeszcze porozmawialiśmy i każdy udał się w swoją stronę.
Nie obyło się bez wzruszeń i paru uronionych łez. Chociaż ja nie czuję się do końca tak jakbyśmy się mieli już nigdy nie spotkać. Przecież przed nami matury a całą klasą spotkamy się na odebraniu certyfikatów DSD i w czerwcu na rozdaniu świadectw maturalnych. Wtedy będzie czas na łzy, wtedy dotrze do nas, że już nigdy nie usiądziemy w tej samej ławce, nigdy nie porozwiązujemy wspólnie krzyżówek czy nie będziemy przygotowywać ściąg na naszą ukochaną biologię. Wtedy uświadomimy sobie, że to już naprawdę koniec i jedyne co nam pozostanie to wspaniałe wspomnienia i mnóstwo zdjęć, które zawsze będą przywoływać nam uśmiech na twarzy! Teraz nie ma co się smucić, teraz trzeba się cieszyć, że cała nasza klasa zakończyła pewien etap.
Gdy kończymy jedno, zaczynamy kolejny etap. Trzeba zawsze o tym pamiętać!