Oczywiście w piątek odpuściłam sobie WOS i takim sposobem sprawdzian zaliczać będę pewnie dopiero po długim weekendzie. Jakoś specjalnie nad tym faktem nie ubolewam, znając mnie i tak na drugi termin nie będę miała ochoty się uczyć.
Ogólnie jestem z siebie dumna, bo w piątek przeżyłam nawet dodatkową biologię. Chociaż nie dowiedziałam się na niej nic nowego. Ot, wszystko to co robiliśmy miałam już opracowane a poza tym pamiętałam jeszcze te rzeczy z gimnazjum. No ale może następnym razem będzie coś nowego, zresztą lepiej sobie utrwalać wiadomości, bo 22 listopada próbna matura.
Cały sobotni ranek chodziłam w skowronkach, bo wiedziałam, że czeka mnie bardzo wesoły wieczór. Wykąpana i w ogólnie nie pomalowana ruszyłam do N. już na 16:30 aby pomóc jej zrobić jedzenie i przyszykować się na wieczór. Jak tylko do niej dotarłam przywitali mnie jej rodzice i rozporządzili mi zadania. Później już wesoło gotowałyśmy i kroiłyśmy sobie w kuchni, aby o 18:00 zorientować się, że już powinni przychodzić goście a my dalej bez makijażu i w ogóle w roboczych strojach i fryzurach. Ale szybka pomoc koleżanki i udało nam się wygrać z czasem.
Wieczór spędziliśmy bardzo przyjemnie, odkryłam nowe możliwości swojego organizmu (wybacz wątrobo!), okazałam dużo współczucia mojemu kumplowi i dzielnie opiekowałam się nim przez drugą część wieczoru.
Na szczęście wszyscy dotarli do domów bezpiecznie, oczywiście musiałam się upewnić wysyłając do każdego smsa o trzeciej a w sumie to o drugiej w nocy, bo w końcu była zmiana czasu.
Przez to szaleństwo z zegarkami mama myślała, że wróciłam dwie godziny wcześniej niż miałam, więc nie wyprowadzałam jej z błędu. Im człowiek mniej wie tym lepiej śpi!
Niedziela jak zwykle minęła mi za szybko, jedyne co zdążyłam zrobić to jakieś 5 zadań z ciągów, których i tak dalej nie rozumiem, spojrzeć na książkę od historii i pomyśleć 'jutro rano w autobusie'. Na nic więcej nie miałam ani siły ani chęci.
Jedyne o czym marzę to sen i aby te trzy dni w szkole zleciały najszybciej jak się da. Mam tyle rzeczy do nadrobienia w te wolne cztery dni co będą, że w sumie nie wiem kiedy się z tym wszystkim wyrobię. Ale jak znajdę motywacje to i najgorsze zadania nie będą mi straszne.
A teraz uciekam pod ciepłą kołderkę poleżeć sobie i zastanowić się nad wszystkim co mnie ostatnio spotyka!