Lubię zaszyć się u mojej D. na godzinę, dwie... ewentualnie pięć! Kocham te nasze rozmowy o wszystkim i o niczym. Uwielbiam wspominać z Tobą wspólne wakacje i planowanie już następnych. Lubię też z Tobą rozmawiać tak na poważnie, omawiając nasze problemy. Przy Tobie wszystko wydaje się takie proste...
Z całego mojego serca życzę Tobie, abyś dostała się na wymarzone studia i wyjechała do Olsztyna. Chociaż wiem, że będę tęsknić za Tobą najmocniej na świecie, to wiem że tam właśnie będziesz szczęśliwa. A ja przecież nie raz Ciebie odwiedzę!
Już nie mogę doczekać się Sylwestra spędzonego w towarzystwie mojej klasy i właśnie mojej D. Będzie nieziemsko i już szykujemy nasze przebrania na tę niezapomnianą noc!
Zastanawiam się gdzie zgubiłam swoją pewność siebie. Z jednej strony myślę, że w końcu mogę być szczęśliwa. Że wszystko może się ułożyć, że przecież od dawna chciałam być w związku i teraz nadarza się ku temu okazja. Nie przeszkadza mi, ze jestem o rok starsza od niego, w ogóle na to nie patrzę.
Ale. Jak zwykle musi znaleźć się jakieś ale. Wiem, że on chce angażować się na długie lata, że nie satysfakcjonują go związki na parę miesięcy. A ja? A ja nie jestem pewna, czy aby na pewno to jest to. Czy aby na 100% jestem pewna, że właśnie w tym momencie chce się z kimś wiązać.
Przecież jeszcze niedawno tak bardzo mocno chciałam być kogoś. Chciałam, żeby ktoś się o mnie troszczył i przytulił wtedy kiedy będę tego potrzebować.
A teraz, kiedy mam możliwość aby to spełnić to zwyczajnie uciekam. Nie wiem, nie wiem czego chce. Nie wiem co mam robić.
Boję się go ranić, już raz to zrobiłam. Ale też nie chcę tracić tej wieloletniej przyjaźni, bo teraz mam jakieś widzimisię. Chciałabym, aby to wszystko było takie proste, abym nie musiała wybierać.
Chciałabym uciec gdzieś daleko i przeczekać ten czas. Od tak, po prostu.
