wtorek, 30 lipca 2013

Ja mam dwadzieścia lat, Ty masz dwadzieścia lat przed nami siódme niebo!


Chyba najlepsza wiadomość jaką mogłam dostać w urodziny: 'na liście rankingowej - powyżej progu przyjęcia' 
Zaniosłam dokumenty i od dzisiaj jestem studentką Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego na kierunku Zdrowie Publiczne pierwszego stopnia!

I mimo, że pracy jednak nie mam, to cieszę się niesamowicie i mam mega dobry humor! :)

Dostałam dzisiaj tyle pięknych życzeń, że uśmiech sam pcha się na usta. Do tego dzwoniła do mnie moja kochana D. i śpiewała mi sto lat, przy okazji mogłam porozmawiać z naszą wspólną znajomą i myślałam, że się popłaczę przez chwilę jak mi powiedziała, że bardzo szkoda, że nie dałam rady przyjechać razem z D. Chwilę jeszcze pogadałyśmy a ja coraz bardziej cieszyłam się do telefonu.

Dzień układa się rewelacyjne, idę cieszyć się życiem dzisiaj! :)

sobota, 27 lipca 2013

Every time that you lose it sing it for the world

Mój żelkowo-wczesnourodzinowy torcik, który dostałam od moich dziewczyn w czwartek <3

Ostatnio dni płyną wolno, staram się z każdego brać to co najlepsze!
Spędzam czas ze znajomymi, przyjaciółmi, oglądam filmy i seriale, słucham muzyki i nawet w napływach energii sprzątam i prasuję sterty czystych ubrań.

W czwartek razem z D. i K. pojechałyśmy na wieś, gdzie D. robiła porządki w swoich 'końskich rzeczach' a my z K. dzielnie wyrywałyśmy jej z rąk węża ogrodowego aby tylko jej pomóc.
Następnie przebrałyśmy się w sukienki i biegałyśmy po całym ogrodzie robiąc sobie zdjęcia. Oczywiście najlepsze wychodziły z przypadkowych pomysłów. Na sam koniec poprosiłyśmy tatę D. aby zrobił nam parę wspólnych ostatnich zdjęć i biegiem ruszyłyśmy zasiąść przy kuchennym stole aby zjeść przepyszną pizzę, którą tata z babcią D. nam przywieźli.
Gdy napełniłyśmy brzuchy razem z K. położyłyśmy się w ogrodzie i prawie przysypiałyśmy na słoneczku. D. szybko jeszcze umyła okna (i tu spełniła się jej wizja - ona pracuje, my leżymy), spakowałyśmy swoje porozrzucane wszędzie rzeczy (nie nasza wina, że czujemy się tam z K. prawie jak w domu!), zapakowaliśmy do auta i wróciliśmy do miasta.
Potrzebne nam było takie oderwanie od rzeczywistości!

Zresztą musimy spędzać ze sobą jak najwięcej czasu, ponieważ moja kochana D. dostała się na studia w Warszawie! Czyli od października przeprowadza się o całe 342 km od nas i będziemy się widywać znacznie rzadziej niż byśmy chciały.
Ale dzięki temu w końcu zwiedzę stolicę, bo oczywiście już wiem że na pewno się do niej wybiorę, nie raz nie dwa!

Prawdopodobnie od poniedziałku zaczynam pracę, jeszcze nic nie mówię bo nie chcę zapeszać, ale wszystko jest na dobrej drodze!

Mój tata jest genialny! Z racji tego, że w mieście teraz mnóstwo Niemców to u niego też się tacy zdarzają. Przed chwilą zadzwonił do mnie, abym porozmawiała z jedną i dowiedziała się o co jej chodzi. Stres niesamowity, ale jakoś sobie poradziłam. Dobrze, że potrafię kojarzyć fakty i wiem co znajduje się u mnie w mieście, haha!

sobota, 20 lipca 2013

Some nights, I stay up cashing in my bad luck

Znacie to uczucie, kiedy czekacie na coś z utęsknieniem przez cały rok i nagle w jednej chwili okazuje się, że to marzenie się nie spełni?
Ja właśnie je poznałam. Nie jest miłe. Jest okropne.

Jest mi cholernie przykro, że nie pojadę. Dla niektórych może wydawać się to błahostką, że nie pojadę na obóz. Ja praktycznie cały rok żyłam tym wydarzeniem i nie mogłam się doczekać września.
Teraz już mi wszystko jedno, nie potrzebuję pracy, bo i nie mam na co zbierać pieniędzy. Nie wiem również czy jeszcze w tym roku kiedykolwiek wsiądę na konia i czy w ogóle pojadę do stajni.
Przykro mi, bo nie mogę realizować swojej pasji. Gdyby jeszcze stał mi na przeszkodzie jakiś poważny problem, coś czego nie mogłabym przeskoczyć, ominąć. A to wszystko dzieje tak, po prostu.

Humoru nie poprawia mi nawet nowy telefon, który dzisiaj dał mi tata ani to, że w poniedziałek w końcu pierwsze listy na studia.

Przecież w życiu nie zawsze będzie wesoło i kolorowo, prawda?

poniedziałek, 15 lipca 2013

I'm gonna pick up the pieces

Dziś dzień na nie.
Mimo, że w sumie dzisiaj więcej tych pozytywnych aspektów w ciągu dnia, to zdecydowanie mam nie taki humor jakbym chciała.

Spotkałam się z moją kochaną D. i pojechałyśmy do stajni. Okazało się, że nie będziemy jeździć bo u konia był weterynarz i miała robione ząbki. Wyglądała dość komicznie, bo głupi jaś dalej działał i ledwo co kontaktowała ze światem. Więc rozdałyśmy chlebek koniom i poszłyśmy na spacer.

Uratowałam swoje wszystkie zgęstniałe lakiery do paznokci, dolewając do nich odrobiny zmywacza. W końcu mogę zmieniać kolory na paznokciach jak rękawiczki, bo już miałam dość mlecznego odcienia od odżywki.

Do tego wszystkiego zaczęła schodzić mi opuchlizna i już nie wyglądam jak chomik, albo raczej pół-chomik, bo spuchł mi węzeł tylko z jednej strony. Teraz mam tylko minimalnie powiększony i cieszę się jak dziecko, bo obeszło się bez lekarza.

Ale mimo wszystko jest mi jakoś tak dziwnie.

Zaczęłam przeglądać zdjęcia z liceum. Z sylwestra, z wycieczek (swoją drogą znalazłam tam jedno, które świetnie podsumowuje 3dniowe imprezowanie <ok>), przejrzałam zdjęcia ze studniówki, z otrzęsin naszych i tych które organizowaliśmy.. Zrobiło mi się strasznie smutno, bo właśnie do mnie dotarło że już nie spotkamy się we wrześniu. Spędziliśmy razem wspaniałe 4 lata!
A teraz co rusz dostaję informację, że ktoś będzie studiował w Poznaniu, ktoś we Wrocławiu, ktoś jeszcze gdzieś indziej. Ale jedno jest w porządku. Dobrze, że spełniają się nasze marzenia, przecież o to walczyliśmy przez 4 lata! I mimo, że osobno to kiedyś się spotkamy i każdy będzie chwalił się swoimi sukcesami, wierzę w to!

p.s Jakieś dziwne poruszenie u mnie na facebooku, co rusz zaczepia mnie jakiś inny facet, haha!

środa, 10 lipca 2013

They keep me thinking that we almost had it all

Pracy jak nie miałam, tak nie mam. Jednak na razie mi to nie przeszkadza i korzystam z wakacji tyle ile mogę.

Dzisiaj dentysta, szpital (kolejna wizyta za tydzień, tym razem u ortopedy a nie chirurga - moja biedna N. pochodzi jeszcze z tydzień z szyną na palcu!) i zwiedzanie wszystkich okolicznych sklepów z antykami/meblami w poszukiwaniu toaletki. W sumie nie znalazłyśmy nic konkretnego (no chyba, że N. ma na zbyciu jakieś dwa tysiące, to wtedy mamy parę propozycji!), ale za to spędziłyśmy ze sobą pół dnia, nagadałyśmy się za wszystkie czasy i już zastanawiamy się kiedy spotkamy się następnym razem.

Planujemy wybrać się na ślub naszej wspólnej znajomej, pójdziemy do kościoła, wręczymy kartkę i kwiaty, złożymy życzenia i będziemy się cieszyć z nią jej wspaniałym dniem.
Do tego czasu dowiemy się jeszcze kto od nas z klasy się wybiera i może pójdziemy zgraną grupką.

Dostałam interesującego maila z ofertą stażu w firmie, która pozyskuje informacje rynkowe z Niemczech. Ale chyba nie jestem jeszcze gotowa na tak poważny projekt.. Porozmawiam jutro z mamą, ale raczej nie będę się pchała gdzieś, gdzie mam wrażenie, że nie podołam a wydaje mi się, że mój niemiecki nie jest aż na tak wysokim poziomie.
Chyba pracy muszę szukać na jakiś prostszych stanowiskach, gdzieś gdzie nie będę się bała, że nie zrozumiem czego ode mnie wymagają!

piątek, 5 lipca 2013

Rule number one, is that you gotta have fun

Rzuciłam pracę, pierwszy raz się cieszę, że jestem bezrobotna! Nic mnie ostatnio tak nie wymęczyło jak ten miniony tydzień z codziennym wstawaniem o 6, żeby wrócić do domu na 23.

Teraz odpoczywam, regeneruję siły i próbuję nie przeciążać kręgosłupa ani kolan (no prawie mi się udaje, z wyjątkiem dzisiejszej jazdy konnej), które solidnie oberwały podczas tych paru dni w pracy (no bo kto to wymyślił, żebym sama przenosiła sobie cegły i płyty chodnikowe do przytwierdzenia namiotu i stojaków).

Swoją drogą szefostwo też mnie wkurzyło zwalniając moja przyjaciółkę tylko dlatego, że upuściła sobie na palec jedną z wyżej wspomnianych płyt chodnikowych. Bo dla nich to za duży problem żeby zawieść ją na pogotowie (w końcu to zrobili, ale nagadali się i nawrzeszczeli na nią, że aż mi było jej szkoda). Palec w szynie, za tydzień do nastawiania a ona została wykopana z pracy bez prawa do żadnego odszkodowania, bo parę dni temu podpisałyśmy oświadczenie o tym, żeby nie odprowadzali za nas składek do zusu. Dla mnie było już tego za dużo więc również powiedziałam, że nie mają co na mnie liczyć i tyle mnie widzieli.

Od poniedziałku szukam nowej pracy, bo niewiele udało mi się odłożyć a potrzebuję trochę pieniędzy na wrzesień. Ale jestem dobrej myśli, jak zawsze!