Mój żelkowo-wczesnourodzinowy torcik, który dostałam od moich dziewczyn w czwartek <3
Ostatnio dni płyną wolno, staram się z każdego brać to co najlepsze!
Spędzam czas ze znajomymi, przyjaciółmi, oglądam filmy i seriale, słucham muzyki i nawet w napływach energii sprzątam i prasuję sterty czystych ubrań.
W czwartek razem z D. i K. pojechałyśmy na wieś, gdzie D. robiła porządki w swoich 'końskich rzeczach' a my z K. dzielnie wyrywałyśmy jej z rąk węża ogrodowego aby tylko jej pomóc.
Następnie przebrałyśmy się w sukienki i biegałyśmy po całym ogrodzie robiąc sobie zdjęcia. Oczywiście najlepsze wychodziły z przypadkowych pomysłów. Na sam koniec poprosiłyśmy tatę D. aby zrobił nam parę wspólnych ostatnich zdjęć i biegiem ruszyłyśmy zasiąść przy kuchennym stole aby zjeść przepyszną pizzę, którą tata z babcią D. nam przywieźli.
Gdy napełniłyśmy brzuchy razem z K. położyłyśmy się w ogrodzie i prawie przysypiałyśmy na słoneczku. D. szybko jeszcze umyła okna (i tu spełniła się jej wizja - ona pracuje, my leżymy), spakowałyśmy swoje porozrzucane wszędzie rzeczy (nie nasza wina, że czujemy się tam z K. prawie jak w domu!), zapakowaliśmy do auta i wróciliśmy do miasta.
Potrzebne nam było takie oderwanie od rzeczywistości!
Zresztą musimy spędzać ze sobą jak najwięcej czasu, ponieważ moja kochana D. dostała się na studia w Warszawie! Czyli od października przeprowadza się o całe 342 km od nas i będziemy się widywać znacznie rzadziej niż byśmy chciały.
Ale dzięki temu w końcu zwiedzę stolicę, bo oczywiście już wiem że na pewno się do niej wybiorę, nie raz nie dwa!
Prawdopodobnie od poniedziałku zaczynam pracę, jeszcze nic nie mówię bo nie chcę zapeszać, ale wszystko jest na dobrej drodze!
Mój tata jest genialny! Z racji tego, że w mieście teraz mnóstwo Niemców to u niego też się tacy zdarzają. Przed chwilą zadzwonił do mnie, abym porozmawiała z jedną i dowiedziała się o co jej chodzi. Stres niesamowity, ale jakoś sobie poradziłam. Dobrze, że potrafię kojarzyć fakty i wiem co znajduje się u mnie w mieście, haha!