Jutro już ostatni dzień w roku, więc najwyższa pora podsumować ostatnie 12 miesięcy.
Co mi przyniósł ten rok?
cudowną studniówkę, której na długo nie zapomnę; ukończenie liceum i zdanie matury; parę dni pracy, której w ogóle dobrze nie wspominam; rozpoczęcie studiów; mnóstwo nowych znajomych; kilka nowych doświadczeń; trochę choroby i jedno pęknięte serce.
Nie stawiałam sobie żadnych celów, nawet się wtedy nad tym nie zastanawiałam.
Jakie mam oczekiwania odnośnie 2014?
chcę być systematyczna! Nieważne w czym, czy w pisaniu, czy sprzątaniu czy uczeniu się. Chcę w końcu uporządkować swoje życie, zaczynając właśnie od systematyczności; chcę dobrze zakończyć rok akademicki, nie mając żadnej poprawki we wrześniu; chcę znaleźć pracę; chcę gdzieś wyjechać - nieważne czy w polskie góry czy nad włoskie morze, gdziekolwiek!; no i najważniejsze, chcę pozostać sobą i nie zmieniać się dla nikogo, a w szczególności dla żadnego faceta!
A jutro jadę na wieś, aby Nowy Rok przywitać z moimi najwspanialszymi dziewczynami. Mamy zamiar dobrze się bawić, bo w końcu jaki Sylwester taki cały rok! ;)
Moje Kochane, życzę Wam wszystkim dużo radości i miłości w nadchodzącym Nowym Roku, abyście się ciągle uśmiechały i wszystko szło po Waszej myśli! ;*
poniedziałek, 30 grudnia 2013
piątek, 27 grudnia 2013
Jest tylko jedno lekarstwo na duze klopoty - male radosci.
Potrzebowałam zmiany, a że kolor włosów zmieniłam w zeszły wtorek to padło na wystrój bloga. Teraz bardziej podoba i uważam, że jest o wiele bardziej przejrzyście.
Chyba czuję się już lepiej. Kamień od niedzieli nie daje o sobie znać i prawie zapomniałam o tym, że gdzieś tam we mnie siedzi - jedynie przypominają mi o tym wyniki badań zawieszone na tablicy korkowej. Ale po nowym roku biorę się porządnie za to i choćbym miała spędzić cały styczeń w szpitalach, przychodniach i aptekach - pozbędę się go raz i na zawsze!
Moje serce też powoli wraca do stanu normalności. I mimo, że czasem zdarzy mi się popłakać w poduszkę czy powkurzać się gdy widzę aktywność A. na fejsie to jest już lepiej. Może nie bardzo dobrze, ale lepiej. Przynajmniej nie mam ochoty go już zabić, a to zdecydowanie poprawa!
Boję się tylko jeszcze przypadkowego spotkania gdzieś na osiedlu, bo w końcu mieszkamy trzy czy tam cztery bloki od siebie.. ale póki co dobrze mi idzie unikanie jego okolic.
Czy tęsknie? Pewnie, że tęsknie. Przez chwilę mogłam poczuć stabilizację i bliskość drugiej osoby. Ale radzę sobie, zawsze sobie radziłam to teraz też tak będzie!
Zaczynam w końcu pozytywnie myśleć, nie chcę aby końcówka roku kojarzyła mi się ze smutkiem i łzami. Chcę spędzić ten czas z uśmiechem na ustach i tego się trzymam!
Będzie dobrze, musi być! :)
piątek, 20 grudnia 2013
Ty jestes jednym a ja drugim koncem, daleko nam do siebie strasznie
Świat mi się sypie, coraz częściej łapie się na tym, że myślę w kółko o tych samych, wspólnie spędzonych, chwilach. Katuje siebie samą - zupełnie nieświadomie. Coraz bardziej chce mi się płakać i coraz mocniej zaczynam tęsknić.
Do tego mam coraz gorsze wyniki badań i już nie wiem co robić. Boli mnie strasznie, a do lekarza dostanę się dopiero po Nowym Roku.
Nie cieszą mnie zbliżające Święta, nie cieszy mnie 24 dniowa przerwa na uczelni ani nawet to, że wczoraj pakowałam prezenty a dzisiaj dekorowałam prawie 80 pierniczków.
Po raz kolejny tracę wiarę w to, że będzie lepiej..
niedziela, 15 grudnia 2013
If I die young bury me in satin
Nic się nie układa, nic.
Moja radość, że niezidentyfikowany ból mi przechodzi była przedwczesna, diagnoza - kamienie w nerkach.
Do tego pan A. chyba jednak zrezygnował z naszej znajomości tłumacząc się brakiem czasu, który jest dla niego przeszkodą nie do pokonania i nie ma zamiaru nic z tym zrobić.
Oh grudniu, dlaczego jesteś dla mnie taki okrutny?!
Moja radość, że niezidentyfikowany ból mi przechodzi była przedwczesna, diagnoza - kamienie w nerkach.
Do tego pan A. chyba jednak zrezygnował z naszej znajomości tłumacząc się brakiem czasu, który jest dla niego przeszkodą nie do pokonania i nie ma zamiaru nic z tym zrobić.
Oh grudniu, dlaczego jesteś dla mnie taki okrutny?!
sobota, 7 grudnia 2013
Hello December!
W międzyczasie przewinęłam się dwa razy, ba nawet trzy w swojej przychodni i kolejny raz w szpitalu - tym razem w innej części miasta. Zjadłam chyba z tonę tabletek przeciwbólowych i jeszcze z milion innych, wynalazłam trzysta pozycji podczas spania, żeby tylko nie bolało, przeżyłam nawet założenie wenflonu i kroplówkę (tutaj nie odbyło się bez paniki i ataku płaczu z przerażenia ;P ), tydzień byłam nieobecna na uczelni (oczywiście wtedy działy się najciekawsze rzeczy odnośnie relacji w naszej grupie :c ) i mam teraz masę rzeczy do nadrobienia, że nie wiem kiedy się z tym wszystkim wyrobię.
Ale na szczęście powoli wszystko wraca do normy (chociaż w sumie dalej nie wiadomo co mi jest!), boli już mniej i nawet nie muszę brać przeciwbólowych, jestem w stanie przespać większą część nocy bez bólu, mogę wstać z łóżka i nawet wybrać się na uczelnie (co z tego, że w piątek dłużej jechałam w dwie strony niż spędziłam czasu na zajęciach <ok>). Tylko nie podoba mi się dieta, którą muszę przestrzegać przez jeszcze parę następnych dni. Czarny chleb jestem w stanie przeżyć.. ale jogurty, otręby, suszone owoce, błonnik i takie wszystkie rzeczy są ponad moje możliwości. Jestem typowym mięsożercą i dla mnie dzień bez porządnej dawki mięsa to dzień stracony ;P. Do tego mam zakaz jedzenia czekolady (a wczorajszy Mikołaj przyniósł mi caaałą siatkę takich pyszności - nie ma sprawiedliwości!) i już nie mogę się doczekać kiedy wszystko się unormuję i będę mogła w spokoju zajadać się tym co zawsze sprawiało mi największą przyjemność!
Na chwilę obecną mam ochotę usiąść i się załamać. Naliczyłam, że mam 6 kół w plecy, do tego w przyszłym tygodniu mam kolejne 4 do napisania. Nie mam zielonego pojęcia jak uda mi się to wszystko zaliczyć do świąt. Jak patrzę na wszystkie moje notatki i myślę o tych, które powinnam jeszcze zrobić to aż chce mi się płakać. Ale co zrobić? Siedzę i się uczę, ot wyboru nie mam!
Jeszcze jest mi smutno, bo od tygodnia nie widziałam się z 'moim' A. i nawet nie wiem kiedy teraz się spotkamy (po co chorować w tym samym czasie? Lepiej niech najpierw jedno się doprowadzi do ludzi a potem choruje drugie, przecież to takie zabawne!).
Od pewnego czasu po prostu stoimy w miejscu i nie mamy chyba pojęcia jak ruszyć dalej.
A śnieg mógłby już sobie pójść i wrócić dopiero na Święta!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)