poniedziałek, 30 grudnia 2013

Happy New Year!

Jutro już ostatni dzień w roku, więc najwyższa pora podsumować ostatnie 12 miesięcy.

Co mi przyniósł ten rok?
cudowną studniówkę, której na długo nie zapomnę; ukończenie liceum i zdanie matury; parę dni pracy, której w ogóle dobrze nie wspominam; rozpoczęcie studiów; mnóstwo nowych znajomych; kilka nowych doświadczeń; trochę choroby i jedno pęknięte serce.

Nie stawiałam sobie żadnych celów, nawet się wtedy nad tym nie zastanawiałam.

Jakie mam oczekiwania odnośnie 2014?
chcę być systematyczna! Nieważne w czym, czy w pisaniu, czy sprzątaniu czy uczeniu się. Chcę w końcu uporządkować swoje życie, zaczynając właśnie od systematyczności; chcę dobrze zakończyć rok akademicki, nie mając żadnej poprawki we wrześniu; chcę znaleźć pracę; chcę gdzieś wyjechać - nieważne czy w polskie góry czy nad włoskie morze, gdziekolwiek!; no i najważniejsze, chcę pozostać sobą i nie zmieniać się dla nikogo, a w szczególności dla żadnego faceta!

A jutro jadę na wieś, aby Nowy Rok przywitać z moimi najwspanialszymi dziewczynami. Mamy zamiar dobrze się bawić, bo w końcu jaki Sylwester taki cały rok! ;)

Moje Kochane, życzę Wam wszystkim dużo radości i miłości w nadchodzącym Nowym Roku, abyście się ciągle uśmiechały i wszystko szło po Waszej myśli! ;*


piątek, 27 grudnia 2013

Jest tylko jedno lekarstwo na duze klopoty - male radosci.

Potrzebowałam zmiany, a że kolor włosów zmieniłam w zeszły wtorek to padło na wystrój bloga. Teraz bardziej podoba i uważam, że jest o wiele bardziej przejrzyście. 

Chyba czuję się już lepiej. Kamień od niedzieli nie daje o sobie znać i prawie zapomniałam o tym, że gdzieś tam we mnie siedzi - jedynie przypominają mi o tym wyniki badań zawieszone na tablicy korkowej. Ale po nowym roku biorę się porządnie za to i choćbym miała spędzić cały styczeń w szpitalach, przychodniach i aptekach - pozbędę się go raz i na zawsze!

Moje serce też powoli wraca do stanu normalności. I mimo, że czasem zdarzy mi się popłakać w poduszkę czy powkurzać się gdy widzę aktywność A. na fejsie to jest już lepiej. Może nie bardzo dobrze, ale lepiej. Przynajmniej nie mam ochoty go już zabić, a to zdecydowanie poprawa! 
Boję się tylko jeszcze przypadkowego spotkania gdzieś na osiedlu, bo w końcu mieszkamy trzy czy tam cztery bloki od siebie.. ale póki co dobrze mi idzie unikanie jego okolic. 
Czy tęsknie? Pewnie, że tęsknie. Przez chwilę mogłam poczuć stabilizację i bliskość drugiej osoby. Ale radzę sobie, zawsze sobie radziłam to teraz też tak będzie!

Zaczynam w końcu pozytywnie myśleć, nie chcę aby końcówka roku kojarzyła mi się ze smutkiem i łzami. Chcę spędzić ten czas z uśmiechem na ustach i tego się trzymam! 

Będzie dobrze, musi być! :)

piątek, 20 grudnia 2013

Ty jestes jednym a ja drugim koncem, daleko nam do siebie strasznie

Zostawił mnie. Zostawił mnie pisząc mi jednego smsa, ot tak cała magia prysła. Nie ma go przy mnie wtedy kiedy potrzebuję go najbardziej.
Świat mi się sypie, coraz częściej łapie się na tym, że myślę w kółko o tych samych, wspólnie spędzonych, chwilach. Katuje siebie samą - zupełnie nieświadomie. Coraz bardziej chce mi się płakać i coraz mocniej zaczynam tęsknić.

Do tego mam coraz gorsze wyniki badań i już nie wiem co robić. Boli mnie strasznie, a do lekarza dostanę się dopiero po Nowym Roku.

Nie cieszą mnie zbliżające Święta, nie cieszy mnie 24 dniowa przerwa na uczelni ani nawet to, że wczoraj pakowałam prezenty a dzisiaj dekorowałam prawie 80 pierniczków.

Po raz kolejny tracę wiarę w to, że będzie lepiej..

niedziela, 15 grudnia 2013

If I die young bury me in satin

Nic się nie układa, nic.
Moja radość, że niezidentyfikowany ból mi przechodzi była przedwczesna, diagnoza - kamienie w nerkach.
Do tego pan A. chyba jednak zrezygnował z naszej znajomości tłumacząc się brakiem czasu, który jest dla niego przeszkodą nie do pokonania i nie ma zamiaru nic z tym zrobić.
Oh grudniu, dlaczego jesteś dla mnie taki okrutny?!

sobota, 7 grudnia 2013

Hello December!

Koniec listopada i początek grudnia nie były dla mnie zbyt przyjemnym czasem. 27 listopada z samego rana wylądowałam na pogotowiu z silnym bólem w lewej stronie brzucha (pierwszy raz w życiu zemdlałam!) i od tego czasu tak na prawdę do końca mi nie przeszło.
W międzyczasie przewinęłam się dwa razy, ba nawet trzy w swojej przychodni i kolejny raz w szpitalu - tym razem w innej części miasta. Zjadłam chyba z tonę tabletek przeciwbólowych i jeszcze z milion innych, wynalazłam trzysta pozycji podczas spania, żeby tylko nie bolało, przeżyłam nawet założenie wenflonu i kroplówkę (tutaj nie odbyło się bez paniki i ataku płaczu z przerażenia ;P ), tydzień byłam nieobecna na uczelni (oczywiście wtedy działy się najciekawsze rzeczy odnośnie relacji w naszej grupie :c ) i mam teraz masę rzeczy do nadrobienia, że nie wiem kiedy się z tym wszystkim wyrobię.

Ale na szczęście powoli wszystko wraca do normy (chociaż w sumie dalej nie wiadomo co mi jest!), boli już mniej i nawet nie muszę brać przeciwbólowych, jestem w stanie przespać większą część nocy bez bólu, mogę wstać z łóżka i nawet wybrać się na uczelnie (co z tego, że w piątek dłużej jechałam w dwie strony niż spędziłam czasu na zajęciach <ok>). Tylko nie podoba mi się dieta, którą muszę przestrzegać przez jeszcze parę następnych dni. Czarny chleb jestem w stanie przeżyć.. ale jogurty, otręby, suszone owoce, błonnik i takie wszystkie rzeczy są ponad moje możliwości. Jestem typowym mięsożercą i dla mnie dzień bez porządnej dawki mięsa to dzień stracony ;P. Do tego mam zakaz jedzenia czekolady (a wczorajszy Mikołaj przyniósł mi caaałą siatkę takich pyszności - nie ma sprawiedliwości!) i już nie mogę się doczekać kiedy wszystko się unormuję i będę mogła w spokoju zajadać się tym co zawsze sprawiało mi największą przyjemność!

Na chwilę obecną mam ochotę usiąść i się załamać. Naliczyłam, że mam 6 kół w plecy, do tego w przyszłym tygodniu mam kolejne 4 do napisania. Nie mam zielonego pojęcia jak uda mi się to wszystko zaliczyć do świąt. Jak patrzę na wszystkie moje notatki i myślę o tych, które powinnam jeszcze zrobić to aż chce mi się płakać. Ale co zrobić? Siedzę i się uczę, ot wyboru nie mam!

Jeszcze jest mi smutno, bo od tygodnia nie widziałam się z 'moim' A. i nawet nie wiem kiedy teraz się spotkamy (po co chorować w tym samym czasie? Lepiej niech najpierw jedno się doprowadzi do ludzi a potem choruje drugie, przecież to takie zabawne!).
Od pewnego czasu po prostu stoimy w miejscu i nie mamy chyba pojęcia jak ruszyć dalej.

A śnieg mógłby już sobie pójść i wrócić dopiero na Święta!