wtorek, 23 września 2014

Cały ten świat jest u stóp nam

Przyszła prawdziwa jesień, zimna i brzydka. Siedzę spokojnie opatulona grubym swetrem zagryzając mleczną czekoladą i próbuję sobie przypomnieć kiedy miałam ostatnio taką wolną chwilę dla siebie, kiedy nie musiałam czegoś zrobić, gdzieś pójść czy zajmować się milionem rzeczy na raz. Aktualnie odpoczywam, relaksuję się, bo wolny dzień od pracy trafi mi się dopiero w następny wtorek.

Wczoraj wróciłam z trzydniowego, tradycyjnego już, wyjazdu na wieś. W końcu była nas cała siódemka, dawno nie byłyśmy w takim składzie! Od razu po przyjeździe każda zajęła swoje standardowe miejsce do spania i co najważniejsze - miejsca przy stole też były takie same, można było poczuć tę magię naszych wspólnych spotkań! Trzy dni przepełnione zabawą, rozmowami, wspólnym gotowaniem to świetny czas na naładowanie akumulatorów przed nadchodzącym rokiem akademickim. Tego czasu i wspomnień (większość uwiecznionych na zdjęciach, których nie da się nigdzie upublicznić :-P ) nikt nam nie zabierze. Tylko my rozumiemy się bez słów. Jest dobrze, jest magicznie.

Za sześć dni pierwsze zajęcia, a ja dalej nie wiem czy będę mogła kontynuować niemiecki czy angielski. Zdecydowanie wolałabym niemiecki, ale czas pokaże jak to wszystko się ułoży.

Jutro na 8,5h do pracy, co to dla mnie, nie?!

środa, 17 września 2014

I still need love

Zaczęła się już druga połowa września a ja powoli nie mogę doczekać się powrotu na uczelnię. Pewnie zaraz drugiego dnia będę tego żałować, ale przydałby mi się jakieś urozmaicenie poza pracą.

W ostatnich dniach w mojej pracy miały miejsce pewne zmiany i dzięki temu mam nowego kierownika. I chociaż nie przepadam za tą osobą prywatnie to wydaje się być o niebo lepiej zorganizowana niż jej poprzednik. Przynajmniej jest szansa, że od teraz będę mogła się rozwijać (podobno chcą ze mnie w przyszłości zrobić kierownika, haha) a nie tylko składać ubrania i przerabiać zwroty z przymierzalni. Zobaczymy jak będzie nam się układać współpraca. Póki co staram się odkładać osobiste i prywatne zastrzeżenia i próbuję pracować powiedzmy, na profesjonalnych relacjach.

W końcu doczekałam się terminu zabiegu w szpitalu i o dziwo czekam tylko miesiąc. Aż niemożliwe, oczekiwałam terminu na styczeń 2015 a tu taka niespodzianka. Oczywiście już zaczynam się stresować na samą myśl o zakładaniu wenflonu, a co dopiero o narkozie. No ale raczej krzywdy mi nie zrobią, więc pozostaje mi czekać.

Mój pokój domaga się wręcz gruntownego sprzątania, ale niestety ostatnie dnie jestem całe w pracy a najbliższe wolne spędzam na wsi z moimi dziewczynami.. więc sprzątanie będzie musiało jeszcze trochę poczekać. Ale wychodzę z założenia, że póki jeszcze widzę podłogę i blat biurka to na serio nie jest źle! ;-)

czwartek, 4 września 2014

You get what you give

Ostatnie dwa dni dostarczyły mi tyle nieograniczonej radości i szczęścia, że z chęcią obdzieliłabym tymi dobrodziejstwami z pół świata!

Pół dnia wczoraj spędziłam na Ergo Arenie oglądając mecz Bułgaria - Kanada. Oczekiwaliśmy szybkiego 3:0 dla Bułgarii, jednak po dość zaciętym meczu Kanada wygrała 3:2. I to byłoby na tyle jeśli chodzi o mecze jakie obejrzę podczas tych mistrzostw, bo przecież wszystko zakodowane i trzeba wykupić (no dobra, mecz otwarcia pokazali i podobno o 1 miejsce też puszczą w ogólnodostępnej telewizji..).
Kumpel z pracy odwiózł mnie do domu (jak dobrze, że istnieją jeszcze dobrzy ludzie na tym świcie!) i zrezygnowana chciałam zasiąść do nauki z racji tego, że wieczorem wychodziłam na piwo i chciałam co nieco wiedzy przyswoić. Ale nie oszukujmy się, wiadomo że najpierw trzeba sprawdzić wszystkie facebooki, kwejki i pudelki. Od niechcenia i z nadzieją przedłużenia czasu kiedy nie muszę wysilać szarych komórek sprawdziłam jeszcze uczelnianego maila, a tam czekała na mnie wiadomość:
[...] Informujemy, że nastąpiła pomyłka w systemie E-indeks i błędnie wystawiono Pani ocenę z egzaminu z przedmiotu Epidemiologia. Otrzymała Pani ocenę dostateczny + (3,5). Błąd zostanie skorygowany po terminie poprawkowym (09.09.2014). Serdecznie przepraszamy za zaistniałą sytuację. [...].
Myślałam, że popłaczę się ze szczęścia i złości jednocześnie, że dopiero teraz mi o tym piszą! Pierwsze co to poinformowałam wszystkie mi najbliższe osoby, że wcale nie muszę się już uczyć i że jestem najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem. Powrzucałam jeszcze trochę niecenzuralnych słów na osoby, które zajmują się na uczelni wpisywaniem ocen i w spokoju zajęłam się nic nie robieniem.. bo w końcu mogę bezkarnie siedzieć, oglądać seriale i czytać książki bez tego ciągłego wyrzutu sumienia, że jednak powinnam się pouczyć!
Dzięki temu wyjście na wieczorne piwo stało się okazją do świętowania mojego szczęścia i już do końca dnia byłam w znakomitym nastroju, który utrzymywał się nawet po powrocie do domu gdzie okazało się, że mamy już plan zajęć na III semestr i jest on tak luźny, że aż nie mogę się doczekać października! Dzięki temu będę mogła w spokoju pracować na 1/2 etatu i mieć jeszcze jakieś życie towarzyskie!

Dzisiaj też był dobry dzień, mimo że nie zrobiłam nic konstruktywnego (w końcu mogę!) prócz wyjścia do pracy. Albo ja dzisiaj w końcu dostrzegłam, że ludzie są tam serio mili albo dzisiaj wszyscy mieli dobry dzień. Najpierw zastępczy kierownik, który w ogóle się nie czepiał tylko normalnie rozmawiał i tłumaczył a na koniec dnia mi podziękował za to, że tak super pracowałam (skromniś!), jeden z kolegów prawił mi komplementy, że ładnie mi w związanych włosach i że wyglądam jakoś inaczej (ah ta grzywka, potrafi zmienić człowieka!) a drugi machał mi z końca sklepu a później się uśmiechał i puszczał oczka do mnie. Aż nie przywykłam do takiego traktowania! :)

Humoru nie popsuje mi to, że jutro idę na 8h do pracy, ani nawet to, że trochę pobolewa mnie ucho..
Coś ostatnio same dobre rzeczy mi się przytrafiają, mam nadzieję że utrzyma się to przez dłuższy czas bo dość mam już tego, że najpierw jest dobrze a później się wszystko psuje.
Także idę się cieszyć swoim szczęściem (a co się będę, w końcu rzadko mnie ono odwiedza!) z lodami i paczką ciastek!