niedziela, 17 listopada 2013

Cause they said he changes when the sun goes down

Nic nie jest w stanie popsuć mi humoru, nic! Nawet to, że na dwa jutrzejsze koła nie umiem ani słówka, że prezentacja którą zrobiłam na badania naukowe jest prawdopodobnie beznadziejna, ani to, że mam jutro 5h wykładów z najnudniejszych przedmiotów pod słońcem, ani nawet to, że kończę jutro o 18:30 i jak będę wracać do domu to będzie noc.

Zdecydowanie ten miniony tydzień był jednym z tych dobrych, który będę wspominać z uśmiechem na ustach!

Mianowicie swoje pierwsze koło z historii zdrowia publicznego zaliczyłam na równe 100% ! Czyż nie jest to wspaniałe rozpoczęcie moich studenckich zmagań? (dobrze wiem, że te dwa jutrzejsze nie pójdą mi najlepiej a i koło z matmy zbliża się wielkimi krokami.. ale póki co cieszę się z tego jak tylko mogę!)

Po drugie mój uczelniany tydzień trwał tylko 3 dni i na dobrą sprawę nawet nie zdążyłam się zmęczyć!

Czwartkowy wieczór spędziłam z ludźmi z grupy popijając sobie wódkę z sokiem pomarańczowym, zajadając chipsy i pizze hawajską, gadając o głupotach, wygłupiając się i prawie zasypiając na ramieniu mojej N.
Do domu wróciłam chwile przed drugą i od razu wskoczyłam pod kołdrę, szybko zasypiając.

A piątek był wolny. Nie zrobiłam zupełnie nic. Kręciłam się z jednego miejsca na drugie zupełnie nie przejmując się tym, że mam do zrobienia milion rzeczy a czas nie ubłagalnie mi się kończy. Pół dnia przechodziłam w piżamie a drugie pół przeleżałam w łóżku z laptopem na kolanach. To był dzień dla mnie, który umiały mi od czasu do czasu smsy od pana A.!

Wczoraj myślałam przez pół dnia, że będę wstanie zrobić chociaż część prezentacji na badania, ale standardowo się przeliczyłam i czekałam tylko aż pan A. skończy pracę i da mi znać co robimy wieczorem. Najpierw w planach było kino, ale nasza niezdecydowana natura dała o sobie znać i koniec końców poszliśmy na piwo z jego kumplami.. co poniekąd było chyba najlepszą opcją ze wszystkich możliwych! Pominę fakt, że nowo poznani koledzy są przekonani iż jesteśmy już parą! Ale są naprawdę mili i sympatyczni, chociaż trochę mało kontaktowi. Na szczęście obecność A. pozwalała mi się odprężyć i spędziłam naprawdę miłe pare godzin w ich towarzystwie!

No i cierpliwość się opłaciła, A. odprowadził mnie pod samą klatkę trzymając mnie za rękę i żegnając się tak, jak marzyłam o tym od tygodni!

Dzisiaj jest dzień paniki, masa rzeczy do zrobienia a ja zamiast cokolwiek robić to zastanawiam się jakim cudem uda mi się to wszystko ogarnąć. Na szczęście prezentację już zrobiłam i wysłałam (nie jest to szczyt moich możliwości, ale truuudno!), teraz pozostaje mi niemiecki i angielski. Oczywiście nie wiem w co wsadzić ręce więc siedzę i nie robię nic.

Ale i tak mam wyśmienity nastrój bo w końcu jestem szczęśliwa i wszystko układa się tak jak powinno!

2 komentarze:

  1. Cieszę się wszystkimi sukcesami, zarówno naukowymi jak i sercowymi. Mam nadzieję, że sprawy związane z panem A. zmierzają ku dobremu i Twoje notki zamienią się niebawem w wielką miłosną historię :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dominiko, co u Ciebie słychać? :)

    OdpowiedzUsuń