Do napisania tego postu zbierałam się już co najmniej od dwóch tygodni. Efektem tego jest to, że od ponad miesiąca nie napisałam nic i w końcu postanowiłam zebrać się w sobie i co nieco odświeżyć.
Od tygodnia nieustannie odpoczywam, no może z wyjątkiem wyjść na uczelnię, ale nie oszukujmy się - nie przemęczam się tam za bardzo. Powodem dzięki któremu już drugi weekend z rzędu leże brzuchem do góry i oglądam seriale jest dwutygodniowe zwolnienie z pracy spowodowane niedawnym zabiegiem operacyjnym. Więc korzystam ile mogę z ostatniego tygodnia totalnego nic nie robienia!
We wtorek moja N. ma urodziny więc ostatnie dni spędziłam pod znakiem wybierania dla niej prezentu. Jedna część powstała dzięki mojej niezawodnej Kasieńce (dziękuję jeszcze raz! :* ) a po resztę wybrałam się do galerii i jestem bardzo zadowolona z wyboru jakiego dokonałam. Jeszcze tylko pozostało mi zapakować wszystko w przepiękny brązowy papier i oczekiwać dnia wręczenia.
Wczoraj znowu spędziłam cudowny wieczór z moimi dziewczynami, kolejny reset emocjonalny zaliczony. Znowu startuję od zera i mam nadzieję, że będzie mi lepiej.
Sprawy sercowe jak zwykle utknęły w martwym punkcie, tak zwana strefa friendzone się pogłębia, a drugi obiekt moich zainteresowań w ogóle nie wyjawia ani krztyny zainteresowania. Ot, standardowe problemy, idzie się przyzwyczaić!