Niby nie muszę się za bardzo uczyć, nie mamy żadnych kół czy wejściówek jednak ja nie jestem w stanie wyłuskać choć odrobiny czasu na jakikolwiek relaks czy większy odpoczynek!
Zajęcia na uczelni ciągną mi się niesamowicie, z racji tego że praktycznie cztery razy w tygodniu wracam naprawdę późno i jedyne o czym marzę to położenie się do łóżka. Do tego dochodzą jeszcze spotkania ze znajomymi (w końcu nie porzucę mojego w sumie i tak marnego już teraz życia towarzyskiego!) i wychodzi na to, że w domu jedynie śpię i jem jakiś ciepły posiłek.
Wczoraj spędziłam jedną z milszych sobót ostatniego czasu. Po pierwsze moja D. przyjechała na weekend z Warszawy! Spotkałyśmy się już koło 12 i ruszyłyśmy do galerii w celu zakupienia paru potrzebnych rzeczy, które D. zabierała ze sobą do akademika. Pod wieczór spotkałam się jeszcze raz D. i z resztą dziewczyn w celu plotkowania i nadrabiania zaległości. Fakt, posiedziałam z nimi w sumie troszeczkę ponad godzinę i już musiałam uciekać, ale liczy się każda chwila spędzona z nimi!
Po rozstaniu się z dziewczynami swoje kroki skierowałam na tramwaj aby móc dostać się na otrzęsiny mojej uczelni. Razem z N. chwile po 20 już brałyśmy udział w przezabawnych konkurencjach jakie starsi koledzy dla nas przygotowali (picie wódki z tabasco zapamiętam chyba do końca życia!), następnie udałyśmy się z N. do baru i raczyłyśmy się kamikadze. Później impreza się rozkręciła, poznałam nawet paru fajnych (i przystojnych!) chłopaków, wytańczyłam się za wszystkie czasy i do domu wróciłam dopiero chwile po 3! Od razu padłam na łóżko i wstałam dopiero o 11:30, kiedy to dostałam smsa od Pana A., abym opowiedziała mu o tym jak się wczoraj bawiłam.
Przy okazji udało mi się złapać przeziębienie, nie mogę zmyć z ręki pieczątki z wejścia do klubu i niesamowicie mi się nic nie chce. Do tego ominie mnie dzisiaj koncert Comy, ale stan mojego zdrowia nie pozwala mi na wyjście nawet na minutę z pod ciepłej kołderki. Więc leżę przez większość dnia opatulona w ciepłe koce i sweter z laptopem na kolanach mając nadzieję, że do jutra chociaż przejdzie mi ból głowy!
A muszę być zdrowa, bo nadchodzący tydzień to mnóstwo spotkań do odbycia, mecz brata.. no i nie lubię smarkać i prychać!