niedziela, 20 października 2013

Have you got colour in your cheeks?

Zdecydowanie miałam przestój w zaglądaniu na bloga spowodowany chronicznym barkiem czasu.
Niby nie muszę się za bardzo uczyć, nie mamy żadnych kół czy wejściówek jednak ja nie jestem w stanie wyłuskać choć odrobiny czasu na jakikolwiek relaks czy większy odpoczynek!

Zajęcia na uczelni ciągną mi się niesamowicie, z racji tego że praktycznie cztery razy w tygodniu wracam naprawdę późno i jedyne o czym marzę to położenie się do łóżka. Do tego dochodzą jeszcze spotkania ze znajomymi (w końcu nie porzucę mojego w sumie i tak marnego już teraz życia towarzyskiego!) i wychodzi na to, że w domu jedynie śpię i jem jakiś ciepły posiłek.

Wczoraj spędziłam jedną z milszych sobót ostatniego czasu. Po pierwsze moja D. przyjechała na weekend z Warszawy! Spotkałyśmy się już koło 12 i ruszyłyśmy do galerii w celu zakupienia paru potrzebnych rzeczy, które D. zabierała ze sobą do akademika. Pod wieczór spotkałam się jeszcze raz D. i z resztą dziewczyn w celu plotkowania i nadrabiania zaległości. Fakt, posiedziałam z nimi w sumie troszeczkę ponad godzinę i już musiałam uciekać, ale liczy się każda chwila spędzona z nimi!
Po rozstaniu się z dziewczynami swoje kroki skierowałam na tramwaj aby móc dostać się na otrzęsiny mojej uczelni. Razem z N. chwile po 20 już brałyśmy udział w przezabawnych konkurencjach jakie starsi koledzy dla nas przygotowali (picie wódki z tabasco zapamiętam chyba do końca życia!), następnie udałyśmy się z N. do baru i raczyłyśmy się kamikadze. Później impreza się rozkręciła, poznałam nawet paru fajnych (i przystojnych!) chłopaków, wytańczyłam się za wszystkie czasy i do domu wróciłam dopiero chwile po 3! Od razu padłam na łóżko i wstałam dopiero o 11:30, kiedy to dostałam smsa od Pana A., abym opowiedziała mu o tym jak się wczoraj bawiłam.
Przy okazji udało mi się złapać przeziębienie, nie mogę zmyć z ręki pieczątki z wejścia do klubu i niesamowicie mi się nic nie chce. Do tego ominie mnie dzisiaj koncert Comy, ale stan mojego zdrowia nie pozwala mi na wyjście nawet na minutę z pod ciepłej kołderki. Więc leżę przez większość dnia opatulona w ciepłe koce i sweter z laptopem na kolanach mając nadzieję, że do jutra chociaż przejdzie mi ból głowy!

A muszę być zdrowa, bo nadchodzący tydzień to mnóstwo spotkań do odbycia, mecz brata.. no i nie lubię smarkać i prychać!

wtorek, 8 października 2013

Moje rozmowy z Natalką:
Ja: Mogę do Ciebie wpaść jak będzie okienko na obiad?
N: Nie. To nie hotel! :|

N: Tylko wiesz, że u mnie jest taki bałagan w pokoju, że jak wejdziesz to nie znajdziesz podłogi...
Ja: Spoko, nie interesuje mnie Twój pokój, tylko lodówka!

Czyli wesołe rozmowy, które umilają nam czas spędzany na uczelni.

Całkiem spoko jest dowiedzieć się, że przed angielskim mamy jeszcze 1,5h niemieckiego! Ale już wszystkie niejasności z planem zostały rozwiane i dzięki temu poniedziałki od 9 do 18.30 z półtora godzinnym okienkiem.

Ostatnio najlepiej wychodzi mi narzekanie, oczywiście wszystko zwalam na pogodę (chociaż od paru dni jest naprawdę piękna i ciepła jesień!) więc najlepiej będzie jak już zakończę swoje wywody i wrócę tu, gdy będę potrafiła napisać coś więcej niż kolejna sterta narzekań!

czwartek, 3 października 2013

Hide some aces up your sleeve?

Wybierając uniwersytet medyczny w sercu liczyłam na to, że już nigdy więcej nie będę obliczać funkcji kwadratowej, wielomianów czy zastanawiać się ile wynosi consinus z 355 stopni.
Jakież było moje zdziwienie wczoraj gdy okazało się, że przez pół semestru będę musiała w każdą środę zostawać od 16 do 19 na zajęciach właśnie z wyżej wymienionej matematyki. Cóż z tego, że przedmiot nazywa się 'matematyka z biostatystyką', skoro ze statystyką nie ma to nic wspólnego.
Także wczoraj na 2 i pół godzinnym wykładzie (miał trwać 4h ale babka się załamała naszą wiedzą, bądź niewiedzą na temat rozwiązywania zadań i nas puściła wcześniej) siedziałam i próbowałam sobie przypomnieć jak obliczyć te cholerne sinusy i consinusy z jakiś dziwnych stopni bez żadnych tablic (bo to przecież takie proste jest!), przypomnieć sobie wszystko na temat funkcji liniowych i kwadratowych a na sam koniec jak wyznaczyć dziedzinę z funkcji, która zawiera sobie logarytmy i inne dziwne rzeczy. Już nie mogę się doczekać kiedy poznam całki i macierze!

Ale za to humor poprawiła mi dzisiaj filozofia, która okazała się tak zabawnym przedmiotem (zapewne poprzez styl bycia wykładowcy), że przez całą drogę na wf nie mogłyśmy powstrzymać się od śmiechu z dziewczynami.

Swoją drogą w końcu zaczęliśmy ze sobą więcej rozmawiać. Całkiem spory wpływ na to miało narzekanie na matematykę i to, że w ciągu tego wykładu mieliśmy jakieś 30 min przerwy (babeczka sobie poszła nie mówiąc ani słowa i później wróciła <ok>) w ciągu której jakieś 28 minut zbierałam się z podłogi ze śmiechu bo o 18 bawiło nas już dosłownie wszystko.

Jutro na 10:30, wyśpię się!

Mądrości z filozofii: "Filozofia polega na tym aby mieć ciasteczko" - odpowiedź wykładowcy na czym polega filozofia! ;-)