czwartek, 25 grudnia 2014

Do they know is Christmas?

Cóż za niespodzianka, za oknem pada śnieg! Temperatura i tak nie spada poniżej zera, więc śnieg nawet się nie utrzyma, ale chociaż patrząc przez okno można poczuć Święta!

Wczorajsza wigilia naładowała mnie pozytywną energią i miłością do wszystkich i wszystkiego. Chociaż nie spędziliśmy ze sobą jakoś strasznie dużo czasu, bo gdy babcia już zebrała się do domu szybko przebraliśmy się w domowe dresy i sprzątnęliśmy ze stołu. Później każdy z nas udał się do swoich pokoi i tam w ciszy odpoczywaliśmy po ogromnej ilości jedzenia jakie w siebie wcisnęliśmy.

Na sam koniec dnia trochę humoru popsuł mi pan A., który przypomniał sobie o życzeniach świątecznych. Szybko go zbyłam, odpisując jednym słowem 'nawzajem' i tyle było z rozmowy. Na szczęście zaraz nastrój mi się poprawił - w końcu sernik i winko poprawiają humor natychmiast!

A teraz te dwa dni Świąt mam zamiar spędzić na lenistwie, lenistwie i jeszcze raz lenistwie. Chyba, że najdzie mnie jakaś niespotykana chęć na ruszenie prac zaliczeniowych, to może się skuszę. Ale nie ma co się oszukiwać. Jestem leniem i dobrze mi z tym!

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Christmas Time

Moja Kasieńka zainspirowała mnie do zmiany szablonu, w końcu za dwa dni wigilia to niech chociaż tutaj będzie trochę zimowo!

Wreszcie mogę trochę odpocząć, bo wraz z przerwą na uczelni przytrafiło mi się trochę wolnych dni w pracy więc teoretycznie mogę leżeć brzuchem do góry i mieć wszystko w nosie. Ale przecież tak nie można, bo tu choinkę trzeba ubrać i pierniczki ozdobić! Resztę prezentów dopakować i rozdać te, które muszą trafić w ręce ludzi spoza rodziny. Do tego oczywiście szaleństwo w kuchni, ciasta na zmianę z mięsem i rybami. Lubię to świąteczne zamieszanie, serio!
W tym roku wyjątkowo nastroiłam się na święta, zaczęłam już od mikołajek, w słuchawkach co chwile leciały jakieś świąteczne hity (z wyjątkiem Last Christmas, tego jakoś znieść nie mogę!) i z wielką przyjemnością chodziłam i szukałam prezentów pod choinkę.
Poza tym już nie mogę doczekać się wigilii i tych wszystkich smakołyków, bo jak wiadomo jedzenie kocham najbardziej!

Próbuję ułożyć sobie jakoś życie, nie jest najprościej bo najzwyczajniej w świecie tęsknię. Tęsknie tak mocno, jak za nikim innym. Teoretycznie mogłabym utrzymywać z nim kontakt, normalnie rozmawiać. Ale zaraz po naszej ostatniej rozmowie zażądałam wręcz zerwania kontaktu i uniosłam się dumą, więc niech tak zostanie. Nie wiem czy to lepiej czy gorzej, ale niech tak będzie.

Swoją drogą i tak nie mogę narzekać na brak mężczyzn w moim życiu. Ze dwa razy spotkałam się z chłopakiem poznanym w klubie (ale chyba jednak nic z tego nie będzie, wolę jak facet przejmuje inicjatywę, zdecydowanie), z kilkoma piszę, jutro idę się zobaczyć ze starym kumplem z liceum (ah te wspomnienia, szkoda tylko że studiuje w Niemczech!). Wiem, że nie zastąpią mi oni A., wiem że z żadnym nie będę w stanie się związać. Ale muszę robić coś z sobą, bo inaczej zwariuję!

W końcu mam jasne i klarowne plany na Sylwestra, na którego jadę już 28 lub 29 grudnia. Tak dobrze w tej sferze jeszcze nigdy nie było!

Zostawiam Was z przepiękną świąteczną piosenką, aby każdy poczuł nadchodzące święta! Klik

czwartek, 4 grudnia 2014

Big girls don't cry

Moje serce rozbiło się na miliony małych kawałeczków. Jeden sms potrafi przekreślić wszystko to, na co skrycie liczyłam. Nigdy strata nie bolała mnie tak bardzo jak teraz. Chyba ostatnio po prostu chce za bardzo, za mocno. Ale co ja poradzę? Niepotrzebnie zrobił mi nadzieję, złote góry obiecywał - a ja w to wszystko wierzyłam. Jak zawsze. Jestem naiwna, ot co.
Tym razem nie pozbieram się tak łatwo. Grudzień wcale nie będzie taki super. Zdecydowanie nie.

niedziela, 26 października 2014

Say something

Do napisania tego postu zbierałam się już co najmniej od dwóch tygodni. Efektem tego jest to, że od ponad miesiąca nie napisałam nic i w końcu postanowiłam zebrać się w sobie i co nieco odświeżyć.

Od tygodnia nieustannie odpoczywam, no może z wyjątkiem wyjść na uczelnię, ale nie oszukujmy się - nie przemęczam się tam za bardzo. Powodem dzięki któremu już drugi weekend z rzędu leże brzuchem do góry i oglądam seriale jest dwutygodniowe zwolnienie z pracy spowodowane niedawnym zabiegiem operacyjnym. Więc korzystam ile mogę z ostatniego tygodnia totalnego nic nie robienia!

We wtorek moja N. ma urodziny więc ostatnie dni spędziłam pod znakiem wybierania dla niej prezentu. Jedna część powstała dzięki mojej niezawodnej Kasieńce (dziękuję jeszcze raz! :* ) a po resztę wybrałam się do galerii i jestem bardzo zadowolona z wyboru jakiego dokonałam. Jeszcze tylko pozostało mi zapakować wszystko w przepiękny brązowy papier i oczekiwać dnia wręczenia.

Wczoraj znowu spędziłam cudowny wieczór z moimi dziewczynami, kolejny reset emocjonalny zaliczony. Znowu startuję od zera i mam nadzieję, że będzie mi lepiej.

Sprawy sercowe jak zwykle utknęły w martwym punkcie, tak zwana strefa friendzone się pogłębia, a drugi obiekt moich zainteresowań w ogóle nie wyjawia ani krztyny zainteresowania. Ot, standardowe problemy, idzie się przyzwyczaić! 

wtorek, 23 września 2014

Cały ten świat jest u stóp nam

Przyszła prawdziwa jesień, zimna i brzydka. Siedzę spokojnie opatulona grubym swetrem zagryzając mleczną czekoladą i próbuję sobie przypomnieć kiedy miałam ostatnio taką wolną chwilę dla siebie, kiedy nie musiałam czegoś zrobić, gdzieś pójść czy zajmować się milionem rzeczy na raz. Aktualnie odpoczywam, relaksuję się, bo wolny dzień od pracy trafi mi się dopiero w następny wtorek.

Wczoraj wróciłam z trzydniowego, tradycyjnego już, wyjazdu na wieś. W końcu była nas cała siódemka, dawno nie byłyśmy w takim składzie! Od razu po przyjeździe każda zajęła swoje standardowe miejsce do spania i co najważniejsze - miejsca przy stole też były takie same, można było poczuć tę magię naszych wspólnych spotkań! Trzy dni przepełnione zabawą, rozmowami, wspólnym gotowaniem to świetny czas na naładowanie akumulatorów przed nadchodzącym rokiem akademickim. Tego czasu i wspomnień (większość uwiecznionych na zdjęciach, których nie da się nigdzie upublicznić :-P ) nikt nam nie zabierze. Tylko my rozumiemy się bez słów. Jest dobrze, jest magicznie.

Za sześć dni pierwsze zajęcia, a ja dalej nie wiem czy będę mogła kontynuować niemiecki czy angielski. Zdecydowanie wolałabym niemiecki, ale czas pokaże jak to wszystko się ułoży.

Jutro na 8,5h do pracy, co to dla mnie, nie?!

środa, 17 września 2014

I still need love

Zaczęła się już druga połowa września a ja powoli nie mogę doczekać się powrotu na uczelnię. Pewnie zaraz drugiego dnia będę tego żałować, ale przydałby mi się jakieś urozmaicenie poza pracą.

W ostatnich dniach w mojej pracy miały miejsce pewne zmiany i dzięki temu mam nowego kierownika. I chociaż nie przepadam za tą osobą prywatnie to wydaje się być o niebo lepiej zorganizowana niż jej poprzednik. Przynajmniej jest szansa, że od teraz będę mogła się rozwijać (podobno chcą ze mnie w przyszłości zrobić kierownika, haha) a nie tylko składać ubrania i przerabiać zwroty z przymierzalni. Zobaczymy jak będzie nam się układać współpraca. Póki co staram się odkładać osobiste i prywatne zastrzeżenia i próbuję pracować powiedzmy, na profesjonalnych relacjach.

W końcu doczekałam się terminu zabiegu w szpitalu i o dziwo czekam tylko miesiąc. Aż niemożliwe, oczekiwałam terminu na styczeń 2015 a tu taka niespodzianka. Oczywiście już zaczynam się stresować na samą myśl o zakładaniu wenflonu, a co dopiero o narkozie. No ale raczej krzywdy mi nie zrobią, więc pozostaje mi czekać.

Mój pokój domaga się wręcz gruntownego sprzątania, ale niestety ostatnie dnie jestem całe w pracy a najbliższe wolne spędzam na wsi z moimi dziewczynami.. więc sprzątanie będzie musiało jeszcze trochę poczekać. Ale wychodzę z założenia, że póki jeszcze widzę podłogę i blat biurka to na serio nie jest źle! ;-)

czwartek, 4 września 2014

You get what you give

Ostatnie dwa dni dostarczyły mi tyle nieograniczonej radości i szczęścia, że z chęcią obdzieliłabym tymi dobrodziejstwami z pół świata!

Pół dnia wczoraj spędziłam na Ergo Arenie oglądając mecz Bułgaria - Kanada. Oczekiwaliśmy szybkiego 3:0 dla Bułgarii, jednak po dość zaciętym meczu Kanada wygrała 3:2. I to byłoby na tyle jeśli chodzi o mecze jakie obejrzę podczas tych mistrzostw, bo przecież wszystko zakodowane i trzeba wykupić (no dobra, mecz otwarcia pokazali i podobno o 1 miejsce też puszczą w ogólnodostępnej telewizji..).
Kumpel z pracy odwiózł mnie do domu (jak dobrze, że istnieją jeszcze dobrzy ludzie na tym świcie!) i zrezygnowana chciałam zasiąść do nauki z racji tego, że wieczorem wychodziłam na piwo i chciałam co nieco wiedzy przyswoić. Ale nie oszukujmy się, wiadomo że najpierw trzeba sprawdzić wszystkie facebooki, kwejki i pudelki. Od niechcenia i z nadzieją przedłużenia czasu kiedy nie muszę wysilać szarych komórek sprawdziłam jeszcze uczelnianego maila, a tam czekała na mnie wiadomość:
[...] Informujemy, że nastąpiła pomyłka w systemie E-indeks i błędnie wystawiono Pani ocenę z egzaminu z przedmiotu Epidemiologia. Otrzymała Pani ocenę dostateczny + (3,5). Błąd zostanie skorygowany po terminie poprawkowym (09.09.2014). Serdecznie przepraszamy za zaistniałą sytuację. [...].
Myślałam, że popłaczę się ze szczęścia i złości jednocześnie, że dopiero teraz mi o tym piszą! Pierwsze co to poinformowałam wszystkie mi najbliższe osoby, że wcale nie muszę się już uczyć i że jestem najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem. Powrzucałam jeszcze trochę niecenzuralnych słów na osoby, które zajmują się na uczelni wpisywaniem ocen i w spokoju zajęłam się nic nie robieniem.. bo w końcu mogę bezkarnie siedzieć, oglądać seriale i czytać książki bez tego ciągłego wyrzutu sumienia, że jednak powinnam się pouczyć!
Dzięki temu wyjście na wieczorne piwo stało się okazją do świętowania mojego szczęścia i już do końca dnia byłam w znakomitym nastroju, który utrzymywał się nawet po powrocie do domu gdzie okazało się, że mamy już plan zajęć na III semestr i jest on tak luźny, że aż nie mogę się doczekać października! Dzięki temu będę mogła w spokoju pracować na 1/2 etatu i mieć jeszcze jakieś życie towarzyskie!

Dzisiaj też był dobry dzień, mimo że nie zrobiłam nic konstruktywnego (w końcu mogę!) prócz wyjścia do pracy. Albo ja dzisiaj w końcu dostrzegłam, że ludzie są tam serio mili albo dzisiaj wszyscy mieli dobry dzień. Najpierw zastępczy kierownik, który w ogóle się nie czepiał tylko normalnie rozmawiał i tłumaczył a na koniec dnia mi podziękował za to, że tak super pracowałam (skromniś!), jeden z kolegów prawił mi komplementy, że ładnie mi w związanych włosach i że wyglądam jakoś inaczej (ah ta grzywka, potrafi zmienić człowieka!) a drugi machał mi z końca sklepu a później się uśmiechał i puszczał oczka do mnie. Aż nie przywykłam do takiego traktowania! :)

Humoru nie popsuje mi to, że jutro idę na 8h do pracy, ani nawet to, że trochę pobolewa mnie ucho..
Coś ostatnio same dobre rzeczy mi się przytrafiają, mam nadzieję że utrzyma się to przez dłuższy czas bo dość mam już tego, że najpierw jest dobrze a później się wszystko psuje.
Także idę się cieszyć swoim szczęściem (a co się będę, w końcu rzadko mnie ono odwiedza!) z lodami i paczką ciastek!

piątek, 29 sierpnia 2014

Watching the world spin a round

Przez chwilę cieszyłam się możliwością odpoczęcia spowodowane trzydniowym wolnym, jednak sms od kierowniczki sprowadził mnie na ziemię i takim sposobem w niedzielę idę do pracy. Przynajmniej dopisze mi godziny i dostanę większą wypłatę.

Dzisiejszy dzień postanowiłyśmy z moimi dziewczynami spędzić razem. Pierwotny plan obejmował pójście w trójkę na koło widokowe a następnie gdzieś na obiad. Koniec końców na koło poszyłyśmy we dwie. Widoki super, zwłaszcza że miałyśmy ładną pogodę jednak uważam, że 25 zł to zdecydowanie za dużo jak na taki rodzaj rozrywki.
Gdańsk taki ładny!

Później z K. udałyśmy się do sklepu po zakupy i zawitałyśmy do D., aby ugotować obiad. Stanęło na naleśnikach ze szpinakiem, fetą i łososiem, a na deser ciastka francuskie z jabłkami i przepyszną latte. Spędziłyśmy razem pół dnia śmiejąc się i wspominając wspólne wyjazdy. Do tego zaczęłyśmy już planować nasz tradycyjny wypad na wieś mając nadzieję, że skoro jedziemy wszystkie siedem to w końcu wyjazd powróci do korzeni i wyszalejemy się przed rozpoczęciem roku akademickiego.

wtorek, 26 sierpnia 2014

Where did you go?

Dzień wolny od pracy spędzam w dresie, z kubkiem gorącej herbaty i książką w ręce. Zdecydowanie pogoda ani moje samopoczucie nie pozwalają na nic innego. Zrobiło się zimno i mam wrażenie, że dopada mnie jakieś przeziębienie, dlatego nie wychodzę dzisiaj z domu!

Pracuje mi się coraz lepiej i nawet to, że wczoraj musiałam zostać jednak dwie godziny dłużej i moja wieczorna zmiana trwała do 24, wspominam z uśmiechem na ustach. Ile się naśmiałam to moje a i towarzystwo było super, nic tylko pracować!

Powoli kończą mi się pieniądze z wypłaty, a do 10 jeszcze trochę czasu. Z racji tego kupiłam sobie nowy portfel (po co oszczędzać?!). Tzn., zamówiłam na allegro i teraz tylko czekam aż do mnie przyjdzie. Nie mogłam się oprzeć jego ślicznym kolorom, a mój stary już woła o pomstę do nieba no i nie mieszczą mi się moje wszystkie karty jakie przy sobie noszę.
A że wczoraj doszła kolejna:

(jestem dawcą, bądź i Ty! klik)
to już przesądziło o tym, że konieczny jest zakup jakiegoś większego portfela, z dużą ilością przegródek! 

Teraz został mi dwa dni pracy i aż 3 dni wolnego. Następnie zacznie się wrzesień a ja dalej jestem w polu jeśli chodzi o naukę do poprawki.. Codziennie się uspokajam, że przecież jeszcze tyle czasu mi zostało, cóż liczę, że to wystarczy!

środa, 20 sierpnia 2014

Summer Love

Jestem przeszczęśliwa, że Justin zagrał koncert akurat w moim rodzinnym mieście więc zupełnie nic nie stało mi na przeszkodzie aby zobaczyć go na żywo!
Brak mi słów aby opisać to co się tam działo, było NIESAMOWICIE!

Dlatego zostawię Was tylko z tym zdjęciem, które i tak nie oddaje tej wspaniałej atmosfery jaka tam panowała!


niedziela, 17 sierpnia 2014

You are too kind to be fooled like that

Podobno do trzech razy sztuka. Zobaczymy, czy za tym trzecim razem uda nam się utrzymać kontakty dłużej niż 3 miesiące. Ciekawe, bardzo ciekawe. Co będzie to będzie, nie będę się nastawiać na nie wiadomo jakie rzeczy. Póki co jest dobrze tak jak jest. I tyle!

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Sun is up

Wydaje mi się, że statystyki wejść na mojego bloga nabijam sobie sama kiedy po raz setny w ciągu dnia decyduję się, że w końcu napiszę jakąś notkę a potem z tego rezygnuję i po prostu wyłączam przeglądarkę.

Stała się rzecz dziwna, a mianowicie zaczęłam lubić swoją pracę i już nie przyprawia mnie o bóle głowy. Nawet z większą chęcią zaczęłam tam chodzić i w sumie to zastanawiam się czy aby nie uda mi się pogodzić pracy ze studiami. No bo czemu by nie, a to zawsze dodatkowe pieniądze, które będę mogła przepuścić na głupoty, a co!

W czwartek mam pierwszą firmową imprezę i dalej nie wiem co na siebie włożyć. Pożyczyłam już dwie sukienki, przejrzałam całą swoją szafę i w sumie nie podjęłam żadnej konstruktywnej decyzji. Do tego między końcem mojej zmiany a rozpoczęciem imprezy jest tylko JEDNA, jedyna godzina więc muszę mieć wszystko przygotowane już dzień wcześniej. I wyrobię się tylko dzięki mojej K., która obiecała być moim super szoferem tego dnia i wozić mój tyłek z miejsca na miejsce.

Poza tym dzisiaj pierwszy raz byłam biegać (praca w sklepie sportowym zobowiązuje - kupiłam buty i dres!). Aktualnie umieram i wcale nie czułam tych podobnież wydzielających się endorfin. Ale myślę, że z dnia na dzień będzie coraz lepiej i już planuję z A. kolejne bieganie. Dzisiaj zrobiliśmy 5km w około godzinę (moja wina, nie mam aż tak super kondycji!). Z miesiąca na miesiąc powinno być coraz lepiej!

Za 4 tygodnie mam poprawkę, a ja jeszcze nie spojrzałam w stronę notatek. Niech mnie ktoś zmusi do nauki, inaczej nie zaliczę tego cholerstwa!

środa, 30 lipca 2014

Friends

Takie piękności przyszyły do mnie dzisiaj pocztą od mojej kochanej Kasieńki! Dziękuję z całego serduszka! :*

Od dzisiaj jestem pełnoletnia na całym świecie! Więc uciekam świętować ten dzień z moimi przyjaciółmi!

niedziela, 27 lipca 2014

Early morning wake me up

To takie zabawne, że praca która na początku wydawała się lekka i przyjemna okazuje się męcząca i wcale nie taka super jak myślałam. Po każdym dniu spędzonym w pracy mam ochotę to wszystko rzucić, już więcej się tam nie pokazać. Ale powtarzam sobie, że tylko do 30 września i koniec, będę mogła odpocząć.
Krew mnie zalewa jak patrzę na swój sierpniowy grafik. 21 dni pracujących, z czego 18 to popołudnia. Już teraz mogę pożegnać się z moim i tak marnym życiem towarzyskim. Do tego nie mam żadnego wolnego weekendu (bo czemu by nie? Praca taka ważna!), ba nie mam żadnej wolnej niedzieli!
W przyszłym roku szukam czegoś w biurze/recepcji/rejestracji bo inaczej zwariuję!

Jestem przemęczona, nie mam na nic siły ani czasu. Najchętniej spałabym cały czas i nadrabiała straconą energię. Ale zaraz potem odzywa się w głowie mała lampka, że przecież za dwa miesiące D. znowu wróci do Warszawy, a i z K. zacznę się mniej widywać, bo studia, bo inne sprawy. Także mobilizuję się i wychodzę, jeżdżę na rolkach, na rowerze, oglądamy razem filmy i tak czas leci.

Do tego postanowiłam, że od sierpnia zacznę uczyć się do poprawki. Póki co są to tylko plany, ale coraz częściej zastanawiam się jak to sobie wszystko rozplanować i kiedy zacząć. Popołudniowe zmiany trochę mi to utrudnią, ponieważ moją ulubioną porą na przyswajanie informacji jest właśnie wieczór. A wątpię, że po pracy będę w stanie myśleć o czymś innym niż kolacja-spać. Czeka mnie ciężka przeprawa, a ja dalej się zastanawiam jak uda mi się tego nauczyć, skoro za pierwszym razem miałam wrażenie, że potrafię wszystko a nie zaliczyłam.

Pomarudziłam sobie, powiedzmy, że zrobiło mi się lepiej. Chyba serio marzę, aby był już październik i żebym nie musiała już pracować!

wtorek, 15 lipca 2014

Searching to find myself

Między chodzeniem do pracy, spaniem, pochłanianiem sporych ilości jedzenia, spotykaniem się z przyjaciółmi, czytaniem i oglądaniem seriali okazuje się, że mam również mnóstwo czasu na najzwyklejsze w świecie rozmyślanie. I gdy tak ostatnio myślałam nad tym, że w tej pracy nigdy nie uda mi się doprowadzić paznokci do ich idealnego stanu wpadłam na pewną oczywistą ( teraz jak dla mnie) rzecz.

Mianowicie odkryłam, że nie brakuje mi M. jako osoby. Czasem po prostu brakuje mi tych wszystkich małych gestów, którymi obdarzał mnie każdego dnia, gdy się widzieliśmy. Brakuje mi tego uśmiechu, kiedy myślał, że nikt nie patrzy, tego dyskretnego łapania mnie w pasie czy uroczych spojrzeń znad kolejnych zadań, które musieliśmy zrobić 'na wczoraj'. A najbardziej na świecie brakuje mi tego, kiedy przytulałam się do niego a on zamykał mnie w swoich ramionach i czule całował w czoło.. Wtedy czułam, że jestem w najbezpieczniejszym miejscu na ziemi i nic złego nie może mi się stać. 

Ale jak wiadomo, skończyło się tak szybko jak się zaczęło. Może to i dobrze? Przynajmniej nie zdążyłam przyzwyczaić się do nadmiaru szczęścia to i rozczarowanie nie było takie bolesne. No i stało się to, co przypuszczałam. Kontakt zupełnie się urwał. Jedynie widzę go zielonego na facebookowym czacie ale już zupełnie przeszły mi wyrzuty sumienia, że nie podejmuję żadnych korków ku utrzymania naszej znajomości.

A z takich przyziemnych rzeczy.. Zdecydowanie nie mam już czego słuchać! Brakuje mi pomysłów, a muzyka, którą mam na komputerze jak na razie mi się przejadła.. Macie jakieś ciekawe propozycje? Prawie popadam z tego powodu w depresję, a to, że rozwaliłam (po raz kolejny!!) słuchawki jeszcze bardziej mnie do tego prowadzi!

wtorek, 8 lipca 2014

This is the story of my life

Rozpoczęcie przeze mnie pracy przez pierwsze 4 dni wiązało się z zupełnym przerwaniem mojego życia towarzyskiego. Praca po 7-8h i poznawanie wszystkich rzeczy i obowiązków jakie do mnie należą należała do naprawdę wyczerpujących, dlatego za każdym razem gdy wracałam do domu marzyłam o tym, aby położyć się spać!
Dopiero w niedzielę po pracy (którą skończyłam o 17, cud!) zebrałam się i z moimi dziewczynami wybrałam się na rolki.
Wczoraj i dzisiaj miałam wolne, więc nadrabiam wszystkie internetowe jak i towarzyskie braki. Wczoraj dłuugi spacer po lesie z moją D., a dziś wieczorem mecz Brazylia - Niemcy w towarzystwie kochanej K. Jest super, takie wakacje mi odpowiadają!

Swoją drogą mam nadzieję, że już nie będę taka zmęczona po pracy i będę miała zmiany krótsze niż 7h codziennie, bo inaczej te swoje pół etatu wyrobię w 2 tygodnie! Wiedziałabym to, gdybym miała ułożony grafik, ale dogadać się z moją kierowniczką graniczy z cudem.. Nawet nie wiem czy jutro mam być w pracy, podobno jest jakieś szkolenie ale póki co dla mnie to jedna wielka niewiadoma!

Zrobiło się gorąco, wakacyjna pogoda już chyba na dobre zawitała u mnie w mieście. Niech tak pozostanie, bo póki co nie miałam jeszcze okazji wybrać się na plażę, a przecież mam tak niedaleko!

środa, 2 lipca 2014

Your time will come if you wait for it

Podróż do Gdyni nie była taka zła, ponieważ w poniedziałek wieczorem namówiłam kumpla z grupy aby wybrał się ze mną. Stwierdził, że może wstać nawet o 7 i potowarzyszyć mi w mojej całodniowej eskapadzie.

Na samym początku prawie spóźniłam się na skmkę, więc bilety kasowałam w biegu a do kolejki wsiedliśmy tuż przed zamknięciem drzwi. 40 minut zleciało całkiem szybko, całą drogę rozmawialiśmy na temat nam najbliższy - naszych studiach i tym, że jak do magisterki dotrwa nas z 5 osób to będzie sukces.
Później okazało się, że nie potrafię do końca używać GPSa w moim telefonie, więc trochę pobłądziliśmy ale koniec końców odnaleźliśmy przychodnię i nawet byliśmy przed czasem. W rejestracji dowiedziałam się, że drugą wizytę mogę przełożyć na jakieś 20 minut przed trzecią więc nie muszę wracać się tam jeszcze dwa razy. Także po badaniu okulistycznym mieliśmy całe 5h do zagospodarowania.
Naszym głównym celem stała się jakaś galeria handlowa z trzech powodów - potrzebne było ksero, bankomat i coś do jedzenia. W największej galerii w Gdyni nie znaleźliśmy ani ksera ani bankomatu, który wypłaciłby mi coś poniżej 100zł. Pozostało nam tylko zjedzenie 2 śniadania, bo inaczej tego nazwać nie można, zwłaszcza że żywiliśmy się w bioway'u. Następnie próbowaliśmy znaleźć w internecie najbliższą placówkę banku, aby już osobiście wypłacić pieniądze. Przejeździliśmy pół Gdyni autobusami, znaleźliśmy bank i na czas wróciliśmy na drugą część moich badań.
Zdolna do pracy jestem więc zmęczeni, ale zadowoleni, że misja się powiodła, wróciliśmy do domu.

Dzisiaj z samego rana pojechałam podpisać umowę i przejść szkolenie bhp i ppoż. Przy okazji poznałam trochę ludzi z którymi będę pracować, może nie koniecznie na tym samym dziale, ale zawsze to przyjemniej znać kogokolwiek.
Do tego przez pół dnia nie mogłam dodzwonić się do swojej kierowniczki w celu ustalenia grafiku. Odbieranie telefonu chyba nie leży w jej gestii. W każdym razie dopiero koło 19 do mnie oddzwoniła i powiedziała, że czeka mnie jutro 8h szkolenie z wszystkiego. Na szczęście dopiero na 13, więc jeszcze jutro będę mogła sobie chociaż trochę pospać!

Po weekendzie wraca moja D., od piątku ma być w końcu ciepło, mam pracę.. W końcu coś zaczyna się układać! Coś czuję, że te wakacje będą bardzo dobre i nawet wrześniowa poprawka póki co nie jest mi straszna!

poniedziałek, 30 czerwca 2014

It's time to begin, isn't it?

Udało się! Dostałam pracę, o której pisałam notkę wcześniej. Dzisiaj z rana dostałam telefon, że jeśli jestem dalej zainteresowana współpracą to mogę podpisać umowę już 2 lipca.
Z uśmiechem na twarzy odpowiedziałam na kilka pytań odnośnych adresu zamieszkania i innych organizacyjnych spraw. Dowiedziałam się, że muszę podjechać po skierowanie na badania, a oni mnie już na nie umówią, żebym nie musiała jeszcze się tym przejmować.

Po skierowanie pojechałam... po czym dowiedziałam się, że badania i wizytę u lekarza medycyny pracy mam w Gdyni! Rozumiem, że zależało im na szybkim załatwieniu tego, ale jeden dzień w jedną czy drugą stronę aż tak wielkiej różnicy by nie zrobił, a ja nie musiałabym tłuc autobusami i kolejką ponad 60 minut w jedną stronę. Do tego wszystkiego 3 wizyty są o tak różnych porach, że powinnam ze sobą zabrać chyba cały zestaw do obozowania.
Nie znam zupełnie Gdyni, jedyna trasa jaką znam to kolejka - Szpital Chorób Tropikalnych gdzie raz w tygodniu miałam zajęcia. Na dodatek nie bardzo mam kogoś, kto mógłby pojechać tam ze mną i dotrzymać mi towarzystwa przez co najmniej 5h.

Nie mam pojęcia co będę robić w dwie ponad dwugodzinne przerwy między wizytami. Chyba wezmę ze sobą książkę i znajdę jakieś ciche i ciepłe miejsce do czytania. Zapowiada się długi i męczący dzień!

piątek, 27 czerwca 2014

Between heaven and hell

Zaskakujące jest to, że mimo iż M. odpuścił i zrezygnował z naszej relacji to ja radzę sobie nadzwyczaj dobrze. Zwykle w takich sytuacjach przez dłuższy czas chodziłam ze złym humorem, płakałam do poduszki, marudziłam wszystkim dookoła i słuchałam smutnej muzyki, aby jeszcze bardziej siebie zdołować.
Z tego wszystkiego tym razem jedynie do poduszki słucham sobie mojej 'smutnej' listy piosenek, chociaż nie wiem czy Firework Katy Perry i You Don't Care About Me Shakiry znajdujących się na tej liście można zaliczyć do takich piosenek. Chyba dorastam i już takie sytuacje nie wywierają żadnego większego wpływu na moje samopoczucie. Jest dobrze, a może być jeszcze lepiej!

Może uda mi się od lipca zacząć pracę! Fakt, tylko na 1/2 etatu ale zawsze to coś i przynajmniej przestanę bezczynnie siedzieć w domu i marnować czas! A jak dobrze pójdzie to jest możliwość przedłużenia umowy na rok akademicki i pogodzenie tego z planem zajęć. Teraz tylko potrzebuję trochę szczęścia i trzymania kciuków aby wszystko się udało i będę szczęśliwa! :)

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Call it true

Schowanie dumy do kieszeni i wzięcie spraw w swoje ręce przynajmniej rozwiało moje wątpliwości. Teraz pozostają nam jedynie kontakty na stopie koleżeńskiej. Ale wiadomo jak to bywa, więc niedługo kontakt urwie się zupełnie, zwłaszcza że M. wraca na wakacje do domu i nie będziemy już czuli żadnej potrzeby kontaktu. Znam siebie i jego, wiem, że tak się skończy.

Po raz kolejny przekonałam się na własnej skórze, że te wszystkie głosy mówiące negatywnie o służbie zdrowia to zdecydowanie prawda.
Na początku, z samego rana stawiłam się na umówioną wizytę u lekarza rodzinnego. Plan był prosty - wpaść do gabinetu, zabrać kolejną receptę i biec do szpitala na kontrolę. Oczywiście zastałam kolejkę i 30 minutowe opóźnienie. No bo punktualność jest passe. Więc czekam, w tym samym czasie próbuję dodzwonić się do szpitala w celu sprawdzenia czy lekarz do którego miałam się zgłosić w ogóle jest na dyżurze. Po kilku telefonach (i chyba dwóch przekierowaniach) w końcu udało mi się ustalić (tzn mojej mamie się udało, ja tylko pokiwałam głową), że laryngolog jest w szpitalu do 13:30. Do szpitala dotarłam około 12. Obejrzał mnie jeden lekarz, drugi, ba nawet ordynator się pojawił w celu zweryfikowania diagnozy. Usunęli mi trochę ropy przy okazji zaklejając mi pół szyi, kazali brać antybiotyk przez kolejne dwa tygodnie i znowu zgłosić się do kontroli. Wszystko zajęło mi tylko jedną godzinę, co aż graniczy z cudem, że załatwiłam to w tak krótkim czasie.
A o wiele prościej byłoby gdyby po prostu wycieli mi ten problematyczny kawałek mnie i byłby spokój!
Jak to mawia mój tata: "w tym kraju trzeba mieć zdrowie, żeby chorować". Więc choruję dalej..

niedziela, 22 czerwca 2014

I want to fall, fall so hard

Po raz kolejny postanowiłam zmienić wystrój bloga, licząc że dzięki temu zacznę zmieniać coś w swoim życiu. Podobno najtrudniej jest zacząć, więc każdy krok podjęty w stronę zmian, jak dla mnie, jest ważny.

Postanowiłam, że jutro wezmę sprawy w swoje ręce i spróbuję wyjaśnić zaistniałą sytuację, która panuje między nami od ponad tygodnia. Albo wspólnie naprawimy to wszystko i będzie nam cudownie albo każde z nas pójdzie w swoją stronę, bo mi zdecydowanie nie odpowiada taki 'układ'..

Najwyższa pora spojrzeć też na weselsze części mojego życia.. Od dwóch tygodni mam wakacje, które będą znowu trwać aż do października (no z wyjątkiem pierwszego tygodnia września, kiedy to mam zamiar porządnie przygotować się do poprawki)! Mam w końcu czas na wszystko to, czego nie mogłam robić w roku akademickim. Póki jeszcze nie mam pracy (marnie idą mi poszukiwania, ale co zrobić..) oglądam seriale, czytam książki, spotykam się ze znajomymi i więcej czasu spędzam z rodziną. I chociaż czasem naprawdę nie mam co ze sobą zrobić a nuda wychodzi mi bokami to cieszę się, że w końcu mogę porządnie odpocząć!

A za dwa tygodnie wraca moja D. i w końcu będziemy wszystkie razem!

piątek, 13 czerwca 2014

Till the love runs out

Wiedziałam, że jeśli idzie za dobrze to w pewnym momencie coś się zepsuje. Czeka mnie poprawka we wrześniu.. Nie byłabym taka zła gdyby nie to, że naprawdę potrafiłam te wszystkie rzeczy, na egzaminie też wszystko rozumiałam i miałam wrażenie, że spora część odpowiedzi jaką zaznaczam jest prawidłowa.
Przez chwilę chciałam rzucić studia (już drugi raz, za pierwszym chyba też w trakcie sesji), ale szybko wybili mi to z głowy (na szczęście!).

Póki co cieszę się z wakacji, pod koniec sierpnia zacznę się uczyć i mam nadzieję, że zdam to w drugim terminie. Przecież się nie załamię przez jedną poprawkę!

Coraz bardziej mi się wydaje, że chyba jednak niepotrzebnie się przejmuję. Bez zaangażowania z dwóch stron to nie ma szans. Sama za nas oboje nie dam rady tego udźwignąć. Jeszcze dużo czasu do Twojego powrotu, zobaczymy co się stanie jak wrócisz..

sobota, 7 czerwca 2014

Don't go breaking my heart

Jeszcze nie wyjechałeś, a ja już tęsknie..
Tylko boję się, że jak wrócisz to okaże się, że niepotrzebnie...

piątek, 30 maja 2014

You make it all better

Czasami warto być cierpliwym. W sobie okrywam nowe pokłady cierpliwości i głęboko wierzę, że może wyjść z tego coś naprawdę pięknego, co warto będzie pielęgnować!

A mi pozostaje już tylko zmierzyć się z jedną prezentacją, dwoma egzaminami i będę mieć wakacje. Brzmi fantastycznie, już nie mogę się doczekać!

czwartek, 22 maja 2014

Never look back

W ramach mojej terapii "od dzisiaj jestem silna i samowystarczalna" zrobiłam porządek w każdym miejscu jakie wydawało mi się niepoukładane. Skoro w moim życiu ma panować harmonia i spokój to również tyczy się to otaczających mnie rzeczy.
Dzięki temu mam posegregowane wszystkie, co do jednej, notatki z uczelni, zrobiłam porządek w książkach i na każdej półeczce jaka znajduje się u mnie w pokoju. Starłam kurze z każdej ramki i zapaliłam pomarańczowe świeczki.
Do tego wzięłam długą kąpiel z pianą i niczym się nie przejmuję!

Jak to mówią nie do razu Rzym zbudowano, a mi się nigdzie nie śpieszy.. (tak sobie wmawiam, mam nadzieję, że pomoże!)

wtorek, 20 maja 2014

To the night time she's burning

Kto by pomyślał, w tym semestrze mam same piąteczki i jedną czwórkę. Nie pamiętam już kiedy tak dobrze szło mi zaliczanie przedmiotów, ale nie narzekam!

Ostatni tydzień był najbardziej szalonym tygodniem w tym roku akademickim. Mianowicie odbyły się medykalia, a że bycie organizatorem zobowiązuje to w domu bywałam tylko po 7h aby się na chwilę przespać i wracać dalej na uczelnię. Ale mimo ciągłego niewyspania bawiłam się rewelacyjnie i mam nadzieję, że w przyszłym roku będzie tak samo albo i lepiej! :)

Oby wszystko poszło tak jak ma pójść, a będę przeszczęśliwa!

czwartek, 24 kwietnia 2014

I wanna perfect soul

Zbliżające się zaliczenie z ekologii stawia mi wiele możliwości w marnowaniu czasu. Robię wszystko aby nie spojrzeć na prezentacje z zagadnień, które powinnam opanować (nie mam nawet notatek, bo po co, skoro można spać na wykładach?!). Na zmianę sprzątam, na ochotnika biegam do sklepu, jestem świetnym facebookowym farmerem, znowu sprzątam i załatwiam milion spraw, które mogłabym zrobić w innym terminie.

Zbliża się maj, a z nim większość zaliczeń (całe szalone dwa i jeden projekt), później czerwiec i dwa egzaminy w sesji i wakacje. Brzmi cudownie, oby obyło się bez września i będę szczęśliwa!

Powoli popadam w stagnację.. potrzebuję faceta i to szybko!

poniedziałek, 3 marca 2014

...

Kiepski ze mnie bloger ostatnimi czasy. Ale żyję, czy mam się dobrze to nie wiem, ale na pewno żyję!
Uczelnia pochłania mnie do reszty, nie wiem kto wymyślał nasz plan ale niech smaży się w piekle, wcale nie cieszą mnie wolne piątki kiedy 4 dni w tygodniu siedzę od rana do wieczora na wykładach, które trwają po około 3-4h...

Nie żebym marudziła, ale przerwa Wielkanocna mogłaby nadejść szybciej!

sobota, 15 lutego 2014

Because i'm happy

Zaliczyłam pierwszy semestr, skończyłam praktyki a do tego wszystkiego jutro kończą mi się moje miesięczne ferie i od poniedziałku zaczynam kolejne zmagania z uczelnią.

Wczorajsze walentynki spędziłam w towarzystwie mojej kochanej D., czekolady z oreo i trzema lampkami wina.. Obejrzałyśmy jeszcze film i przegadałyśmy pół dnia. To już drugie walentynki kiedy nie miałyśmy ochoty wychodzić z domu i patrzeć na tą wszechobecną tego dnia miłość. No ale my też kiedyś w końcu znajdziemy towarzyszów, z którymi będziemy mieć walentynki codziennie a nie tylko raz do roku!


czwartek, 30 stycznia 2014

Diabel nie spi z byle kim.

Tak bardzo brak mi motywacji aby zasiąść do nauki! Mam do zaliczenia dwa ostatnie koła, tylko dwa a i tak zupełnie nie chce mi się ruszyć czegokolwiek w kierunku otworzenia notatek.

Wraz z początkiem moich długich ferii (no z wyjątkiem paru wyjść na uczelnie w celu zaliczenia zaległych kół) rozpoczęłyśmy z N. praktyki. Póki co mamy wyrobione 18h i praktycznie skończyłyśmy wypełniać wszystkie punkty z naszej karty praktyk. Przez kolejne 52h będziemy pić herbatę, oglądać telewizję i czekać na obiady/kolacje aby nie umrzeć z nudów!

Poza tym mam zero pomysłów na prezent dla przyjaciółki, a 21 urodziny obchodzi równo za tydzień!

czwartek, 16 stycznia 2014

Mozesz stworzyc badz zniszczyc swoj swiat swoimi myslami.

Chciałabym powiedzieć, że idę jak burza ze wszystkimi zaliczeniami i wszystko idzie jak z płatka. Ale niestety, nic nie idzie po mojej myśli. Chyba mam gorszy okres i będę musiała poświęcić parę dni z mojej nadchodzącej, długiej przerwy zimowej na odwiedzenie uczelni i pozaliczanie wszystkiego, aby móc w spokoju zakończyć I semestr.

Przez moment odechciało mi się nawet studiować, ale kilka chwil spędzonych na rozmowach z moją N. i nagle powrócił sens tego wszystkiego. Ale chyba każdy ma jakieś chwile zwątpienia, prawda?

A zdrowotnie to się sypię, nie dość, że od sylwestra trzyma mnie jakieś przeziębienie i mimo iż faszeruję się lekami nie chce sobie pójść. Do tego dochodzą ciągłe wizyty w przychodni czy w szpitalach (jutro kolejne pobieranie krwi, super!), co chwila dostaję nowe skierowania na kolejne badania..

Mam nadzieję, że już niedługo wszystko się odmieni i w końcu będzie dobrze!

wtorek, 7 stycznia 2014

You got something I need

Przez ostatnie dni lenię się jak tylko mogę, w końcu w piątek wracam na zajęcia i najwyższa pora zabrać się za matematykę, angielski, anatomię i na samym końcu mój jedyny egzamin w sesji - wprowadzenie do zdrowia publicznego. 
Przed moją długą przerwą świąteczno-noworoczną zakładałam, że uda mi się pouczyć do czegoś żeby nie zostawiać wszystkiego na ostatnią chwilę. Jak to ze mną bywa nie ruszyłam praktycznie niczego i już teraz się zastanawiam jak to wszystko ogarnę. 
A plan jest prosty - jutro przejrzę wszystkie prezentacje odnośnie anatomii, zrobię z tego jakieś porządne notatki (gdzieś nawet mam jakąś jedną stronę, bo miałam chwilowy przypływ chęci do tego!) i po przygotowaniach zacznę się tego uczyć. Następnie umówię się na konsultacje z matmy i na termin zaliczenia, na przyszły czwartek ogarnę pytania i słówka z angielskiego. I w końcu to wszystko zaliczę i będę miała spokój! (szczerzę liczę, że jak zapiszę to tutaj to będę miała większą mobilizację aby to zrealizować!)

Poza moimi naukowymi zmaganiami to nie robię nic szczególnego. Udało mi się nawet utopić telefon, ale koniec końców żyje i chyba już nigdy nie wejdę z nim do łazienki!

Przez cały dzień próbowałam dodzwonić się do szpitala, aby umówić się na badania. Jednak nic z tego, chyba muszę pojechać tam osobiście bo inaczej nic się nie da załatwić.

Wiecie co jest najlepsze? Że za równe dwa tygodnie mam ostatnie zajęcia i kolejną długą przerwę na uczelni, bo mój drugi semestr zaczyna się dopiero 17 lutego! :)