środa, 30 lipca 2014

Friends

Takie piękności przyszyły do mnie dzisiaj pocztą od mojej kochanej Kasieńki! Dziękuję z całego serduszka! :*

Od dzisiaj jestem pełnoletnia na całym świecie! Więc uciekam świętować ten dzień z moimi przyjaciółmi!

niedziela, 27 lipca 2014

Early morning wake me up

To takie zabawne, że praca która na początku wydawała się lekka i przyjemna okazuje się męcząca i wcale nie taka super jak myślałam. Po każdym dniu spędzonym w pracy mam ochotę to wszystko rzucić, już więcej się tam nie pokazać. Ale powtarzam sobie, że tylko do 30 września i koniec, będę mogła odpocząć.
Krew mnie zalewa jak patrzę na swój sierpniowy grafik. 21 dni pracujących, z czego 18 to popołudnia. Już teraz mogę pożegnać się z moim i tak marnym życiem towarzyskim. Do tego nie mam żadnego wolnego weekendu (bo czemu by nie? Praca taka ważna!), ba nie mam żadnej wolnej niedzieli!
W przyszłym roku szukam czegoś w biurze/recepcji/rejestracji bo inaczej zwariuję!

Jestem przemęczona, nie mam na nic siły ani czasu. Najchętniej spałabym cały czas i nadrabiała straconą energię. Ale zaraz potem odzywa się w głowie mała lampka, że przecież za dwa miesiące D. znowu wróci do Warszawy, a i z K. zacznę się mniej widywać, bo studia, bo inne sprawy. Także mobilizuję się i wychodzę, jeżdżę na rolkach, na rowerze, oglądamy razem filmy i tak czas leci.

Do tego postanowiłam, że od sierpnia zacznę uczyć się do poprawki. Póki co są to tylko plany, ale coraz częściej zastanawiam się jak to sobie wszystko rozplanować i kiedy zacząć. Popołudniowe zmiany trochę mi to utrudnią, ponieważ moją ulubioną porą na przyswajanie informacji jest właśnie wieczór. A wątpię, że po pracy będę w stanie myśleć o czymś innym niż kolacja-spać. Czeka mnie ciężka przeprawa, a ja dalej się zastanawiam jak uda mi się tego nauczyć, skoro za pierwszym razem miałam wrażenie, że potrafię wszystko a nie zaliczyłam.

Pomarudziłam sobie, powiedzmy, że zrobiło mi się lepiej. Chyba serio marzę, aby był już październik i żebym nie musiała już pracować!

wtorek, 15 lipca 2014

Searching to find myself

Między chodzeniem do pracy, spaniem, pochłanianiem sporych ilości jedzenia, spotykaniem się z przyjaciółmi, czytaniem i oglądaniem seriali okazuje się, że mam również mnóstwo czasu na najzwyklejsze w świecie rozmyślanie. I gdy tak ostatnio myślałam nad tym, że w tej pracy nigdy nie uda mi się doprowadzić paznokci do ich idealnego stanu wpadłam na pewną oczywistą ( teraz jak dla mnie) rzecz.

Mianowicie odkryłam, że nie brakuje mi M. jako osoby. Czasem po prostu brakuje mi tych wszystkich małych gestów, którymi obdarzał mnie każdego dnia, gdy się widzieliśmy. Brakuje mi tego uśmiechu, kiedy myślał, że nikt nie patrzy, tego dyskretnego łapania mnie w pasie czy uroczych spojrzeń znad kolejnych zadań, które musieliśmy zrobić 'na wczoraj'. A najbardziej na świecie brakuje mi tego, kiedy przytulałam się do niego a on zamykał mnie w swoich ramionach i czule całował w czoło.. Wtedy czułam, że jestem w najbezpieczniejszym miejscu na ziemi i nic złego nie może mi się stać. 

Ale jak wiadomo, skończyło się tak szybko jak się zaczęło. Może to i dobrze? Przynajmniej nie zdążyłam przyzwyczaić się do nadmiaru szczęścia to i rozczarowanie nie było takie bolesne. No i stało się to, co przypuszczałam. Kontakt zupełnie się urwał. Jedynie widzę go zielonego na facebookowym czacie ale już zupełnie przeszły mi wyrzuty sumienia, że nie podejmuję żadnych korków ku utrzymania naszej znajomości.

A z takich przyziemnych rzeczy.. Zdecydowanie nie mam już czego słuchać! Brakuje mi pomysłów, a muzyka, którą mam na komputerze jak na razie mi się przejadła.. Macie jakieś ciekawe propozycje? Prawie popadam z tego powodu w depresję, a to, że rozwaliłam (po raz kolejny!!) słuchawki jeszcze bardziej mnie do tego prowadzi!

wtorek, 8 lipca 2014

This is the story of my life

Rozpoczęcie przeze mnie pracy przez pierwsze 4 dni wiązało się z zupełnym przerwaniem mojego życia towarzyskiego. Praca po 7-8h i poznawanie wszystkich rzeczy i obowiązków jakie do mnie należą należała do naprawdę wyczerpujących, dlatego za każdym razem gdy wracałam do domu marzyłam o tym, aby położyć się spać!
Dopiero w niedzielę po pracy (którą skończyłam o 17, cud!) zebrałam się i z moimi dziewczynami wybrałam się na rolki.
Wczoraj i dzisiaj miałam wolne, więc nadrabiam wszystkie internetowe jak i towarzyskie braki. Wczoraj dłuugi spacer po lesie z moją D., a dziś wieczorem mecz Brazylia - Niemcy w towarzystwie kochanej K. Jest super, takie wakacje mi odpowiadają!

Swoją drogą mam nadzieję, że już nie będę taka zmęczona po pracy i będę miała zmiany krótsze niż 7h codziennie, bo inaczej te swoje pół etatu wyrobię w 2 tygodnie! Wiedziałabym to, gdybym miała ułożony grafik, ale dogadać się z moją kierowniczką graniczy z cudem.. Nawet nie wiem czy jutro mam być w pracy, podobno jest jakieś szkolenie ale póki co dla mnie to jedna wielka niewiadoma!

Zrobiło się gorąco, wakacyjna pogoda już chyba na dobre zawitała u mnie w mieście. Niech tak pozostanie, bo póki co nie miałam jeszcze okazji wybrać się na plażę, a przecież mam tak niedaleko!

środa, 2 lipca 2014

Your time will come if you wait for it

Podróż do Gdyni nie była taka zła, ponieważ w poniedziałek wieczorem namówiłam kumpla z grupy aby wybrał się ze mną. Stwierdził, że może wstać nawet o 7 i potowarzyszyć mi w mojej całodniowej eskapadzie.

Na samym początku prawie spóźniłam się na skmkę, więc bilety kasowałam w biegu a do kolejki wsiedliśmy tuż przed zamknięciem drzwi. 40 minut zleciało całkiem szybko, całą drogę rozmawialiśmy na temat nam najbliższy - naszych studiach i tym, że jak do magisterki dotrwa nas z 5 osób to będzie sukces.
Później okazało się, że nie potrafię do końca używać GPSa w moim telefonie, więc trochę pobłądziliśmy ale koniec końców odnaleźliśmy przychodnię i nawet byliśmy przed czasem. W rejestracji dowiedziałam się, że drugą wizytę mogę przełożyć na jakieś 20 minut przed trzecią więc nie muszę wracać się tam jeszcze dwa razy. Także po badaniu okulistycznym mieliśmy całe 5h do zagospodarowania.
Naszym głównym celem stała się jakaś galeria handlowa z trzech powodów - potrzebne było ksero, bankomat i coś do jedzenia. W największej galerii w Gdyni nie znaleźliśmy ani ksera ani bankomatu, który wypłaciłby mi coś poniżej 100zł. Pozostało nam tylko zjedzenie 2 śniadania, bo inaczej tego nazwać nie można, zwłaszcza że żywiliśmy się w bioway'u. Następnie próbowaliśmy znaleźć w internecie najbliższą placówkę banku, aby już osobiście wypłacić pieniądze. Przejeździliśmy pół Gdyni autobusami, znaleźliśmy bank i na czas wróciliśmy na drugą część moich badań.
Zdolna do pracy jestem więc zmęczeni, ale zadowoleni, że misja się powiodła, wróciliśmy do domu.

Dzisiaj z samego rana pojechałam podpisać umowę i przejść szkolenie bhp i ppoż. Przy okazji poznałam trochę ludzi z którymi będę pracować, może nie koniecznie na tym samym dziale, ale zawsze to przyjemniej znać kogokolwiek.
Do tego przez pół dnia nie mogłam dodzwonić się do swojej kierowniczki w celu ustalenia grafiku. Odbieranie telefonu chyba nie leży w jej gestii. W każdym razie dopiero koło 19 do mnie oddzwoniła i powiedziała, że czeka mnie jutro 8h szkolenie z wszystkiego. Na szczęście dopiero na 13, więc jeszcze jutro będę mogła sobie chociaż trochę pospać!

Po weekendzie wraca moja D., od piątku ma być w końcu ciepło, mam pracę.. W końcu coś zaczyna się układać! Coś czuję, że te wakacje będą bardzo dobre i nawet wrześniowa poprawka póki co nie jest mi straszna!