czwartek, 31 stycznia 2013

Never had much faith in love or miracles

Wcale nie mam jutro sprawdzianu z wosu, wcale nie powinnam się uczyć i wcale zaraz nie popłaczę się z niemocy!
Zdecydowanie czwartek nie należy do moich ulubionych dni szkolnych. Nie dość, że lekcje dłużą się niemiłosiernie to jeszcze są to same zajęcia humanistyczne (no z wyjątkiem ostatniej matematyki, co byśmy się za bardzo nie zanudzili!).

Na niemieckim liczyłam tylko minuty do dzwonka z nadzieją, że to jakoś przyśpieszy koniec lekcji.
W szkole ustaliliśmy jeszcze dokładnie co kto będzie robił na filmiku, który dołączony zostanie do płytki studniówkowej i zadowoleni o 13:45 udaliśmy się do domów.

Niedawno wróciłam od okulisty - znowu szkła do wymiany i teraz już podobno nie mogę rozstawać się z okularami. No cóż, trzeba będzie się do tego przyzwyczaić i tyle!

Wracając do wczorajszego dnia - spędziłam miłe popołudnie i wieczór z moją D. wymyślając prezent urodzinowy dla naszych koleżanek. Lista zakupów napisana, życzenia wymyślone. Teraz tylko czekać poniedziałku, aby zrobić prezent i we wtorek oczekiwać ich reakcji. Szczerze, to nie mogę się doczekać!

Do tego wszystkiego zapisałam się z kumplem z klasy na walentynkowy turniej par mieszanych w siatkówkę. Będzie trochę śmiechu a o to w tym wszystkim chodzi przecież ;)

Właśnie uświadomiłam sobie, że nie zabrałam podręcznika od wosu z szafki. Jestem mistrzem!

wtorek, 29 stycznia 2013

Dancing in the dark

Czuję się jakbym straciła coś cennego i nigdy nie miałoby to do mnie wrócić.
Tylko nie wiem co to jest, nie wiem kiedy to się stało.

Do tego dochodzi jeszcze uczucie oczekiwania, zupełnie nie wiem na co.

Chyba powinnam więcej spać, bo inaczej oszaleję!

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Everybody need somebody!

W końcu mogę spokojnie zasiąść przed komputerem i napisać tutaj parę słów.
Szczerze to głównym powodem mojej nieobecności było zwykłe lenistwo. Przyznaję się do tego bez bicia!

Ostatnie dwa tygodnie to było istne szaleństwo. Niekończące się sprawdziany i wizyty u dentysty przeplatały się z częstymi wizytami u cioci w ramach szycia mojej kreacji studniówkowej.
Na szczęście ze wszystkim dałam sobie radę i chociaż dzień przed studniówką nie miałam jeszcze torebki i kwiatka do włosów - udało się! Poratowała mnie koleżanka z klasy, która w piątek o 21 podrzuciła mi śliczną torebkę i dwa kwiatki do wyboru. Uf!
Oczywiście udało mi się jeszcze w piątek wieczór pokłócić z mamą i w jednej minucie odechciało mi się tej całej studniówki. W bardzo złym humorze położyłam się spać.

Na szczęście rano wszystko się wyjaśniło i w spokoju mogłam oddać się porannej pielęgnacji. Szybko umyłam włosy i na 13:30 udałam się do fryzjera i makijażystki. Zostałam przepięknie uczesana i pomalowana.
W domu trochę czas mi się dłużył, ze względu że nie bardzo mogłam cokolwiek zrobić. Ale o 17:30 zaczęłam się przebierać (a to było wyzwanie! pozdrawiam zamek!) i o 18 wyruszyliśmy do sklepu po alkohol a następnie po moją N. i jej chłopaka.
W hotelu byliśmy chwilę przed 19, tam spotkałam mojej studniówkowego partnera i parę osób ode mnie z klasy.
Chwilę po 19 zrobiliśmy sobie klasowe zdjęcia i z różami w ręku wyczekiwaliśmy poloneza.
Pominę już nawet jakąś awanturę do naszej klasy o rzekome kombinowanie. Nie wiadomo o co chodzi, bo dziwnym trafem zginęły wizytówki ze stolika i to oczywiście nasza klasa za tym stała. Nieporozumienie niewyjaśnione, nie chciało nam się kłócić z nauczycielką w dzień studniówki i szczerze - olaliśmy to.

Polonez (w pierwszej turze 21 para - pomarańczowa sukienka ;) ) wyszedł nam w 90% (oj tam, kto zwraca uwagę na równy ukłon?!), następnie podziękowania dla nauczycieli (oho, miałam swój debiut na środku sali 8) ) później był przepiękny walc i mogliśmy udać się na obiad! Po obiedzie zabawa ruszyła pełną parą. Wytańczyłam się za wszystkie czasy. Tańczyłam z każdym chłopakiem ode mnie z klasy, partnerami koleżanek i nawet z nowo poznanym kolegą z równoległej klasy. Ale z nim to był taniec rewelacja - chłopak przez długi czas trenował taniec towarzyski. Partner do tańca - marzenie!!
W międzyczasie zajadałam się sałatkami i ciastami. Aż dziwne, że mi sukienka nie pękła ;P
Niestety nie obyło się bez małego wypadku - podczas tańca z kolegą uderzyłam się w nos i musiałam tamować mały krwotok. Moja pierwsza reakcja - sprawdź czy nie poplamiłam sukienki! Podobno miałam niezłą minę gdy to mówiłam. Po całym zajściu zmieniłam obcasy na balerinki i mogłam bez przeszkód hasać do 4 nad ranem.
Ogólnie pod sam koniec studniówki zrobiło mi się dziwnie smutno i nawet po cichu cieszyłam się, że za chwilę miał przyjechać po mnie tata i odwieść mnie do domu.
Zmęczona padłam do łóżka i obudziłam się dopiero o 14 idealnie na obiad.
Resztę dnia spędziłam w łóżku, wstając tylko koło 20 aby się wykąpać.

Dzisiaj w szkole głównym tematem była studniówka i wydaje mi się, że jeszcze do końca tygodnia będziemy tylko to wspominać.

A teraz na szczęście do czwartku mam luz w szkole i z czystym sumieniem mogę nic nie robić i lenić się tak jak to umiem najbardziej ;-)

A za dwa tygodnie ferie!

piątek, 11 stycznia 2013

Youth is the one thing worth having

Trzy dni oficjalnego wolnego przerodziły się w cztery i takim sposobem nie byłam dzisiaj w szkole.
Cały dzień wylegiwałam się w łóżku z laptopem na kolanach i nie przejmowałam się zupełnie niczym.

Wczorajszy dzień od godziny 13 do 22 w całości spędziłam z moją D. Najpierw udałyśmy się do stajni, D. dała mi pojeździć na jej Malutkiej i takim sposobem nabawiłam się wielkich zakwasów na udach.
Po powrocie ze stajni szybko się wykąpałyśmy, zjadłyśmy obiad i zabrałyśmy się za oglądanie trzeciej części Władcy Pierścieni. Film bardzo mi się podobał i nawet nie zraził mnie czas trwania - prawie cztery godziny!
Po filmie zebrałam się i na piechotkę wróciłam do domu. Śnieg tak ładnie sypał!

I sypie do teraz. Bez przerwy. Jest tak biało za oknem, że aż miło popatrzeć!

Jutro chyba czeka mnie wędrówka po sklepach w poszukiwaniu inspiracji na sukienkę studniówkową. Na taką jaką sobie wymarzyłam potrzeba będzie chyba z 10 metrów materiału, więc zupełnie nie opłaca się jej szyć. Ciocia obiecała, że spróbuje jakoś przerobić projekt, żeby zmieścić się w pierwszych założeniach co do ilości materiału, ale nic nie obiecuje.
Mam nadzieję, że jej się uda! Studniówka już za dwa tygodnie, a jedyne co mam to podwiązkę!

A teraz chyba obejrzę sobie jakiś film, aby w pełni korzystać z mojego 6 dniowego weekendu! ;-)

środa, 9 stycznia 2013

Do sukcesu nie ma żadnej windy. Trzeba iść po schodach

Już po wszystkim, już po stresie.

Udało się. Zaliczyłam na najwyższy poziom. Jestem mega dumna i mega szczęśliwa, że mam to już za sobą.
Nauka się opłaciła i mimo stresu i mieszających się słówek wybrnęłam z każdego pytania. Nawet tego najdziwniejszego (np. miałam opisać jakie zmiany nastąpią w lutym w egzaminie na prawo jazdy lub powiedzieć co sądzę na temat celibatu)

W nagrodę udałam się z moją D. do stajni. W sumie spędziłyśmy tam chwile i potem każda udała się do siebie.

Wieczorem pojechałam do dentysty, co zaowocowała zakazem jedzenia przez dwie godziny i kolejną wizytą już za tydzień w czwartek.

A teraz idę odpocząć, bo to był naprawdę długi i męczący dzień.
Jak dobrze, że jutro jeszcze wolne, a na dodatek spędzę cały dzień z moją D.!

wtorek, 8 stycznia 2013

Thema meines Vortrags lautet...

Jestem jednym wielkim kłębkiem nerwów, już raz udało mi się nawet z tego wszystkiego popłakać.

Nie wiem czy dam jutro radę, nie wiem czy będę wszystko pamiętać, nie wiem czy moja prezentacja się odpali, nie wiem czy zrozumiem pytania, nie wiem jaki dostanę temat, nie wiem czy w ogóle będę w stanie powiedzieć coś więcej od Guten Tag, nic nie wiem!

Chyba czeka mnie jutro najgorsze 50 minut dotychczasowego życia (a to śmieszne, bo dokładnie to samo mówiłam o egzaminie na prawo jazdy) i nawet o wiele bardziej podoba mi się wizja późniejszego dentysty niż tego całego cholernego egzaminu.

W dodatku wszyscy mnie dzisiaj denerwują. Jednemu już się oberwało, ale zdecydowanie na to zasłużył bo zupełnie nadszarpną moją i tak delikatną dzisiaj cierpliwość.

Milion razy powtarzałam swoją prezentację, za każdym razem mieszczę się w 6 minutach. To całkiem dobry czas, zwłaszcza że powinna ona trwać o 3 do 8 minut.
Pewnie i tak powtórzę ją dzisiaj jeszcze z tysiąc razy, bo chcę chociaż tą część umieć perfekcyjnie.

Z moim szczęściem jutro nie zdążę i będę biec jak głupia, aby wyrobić się na 8:45.

Postaram się dać z siebie wszystko, ale jak wyjdzie.. tego nikt nie wie!

niedziela, 6 stycznia 2013

Naj­trwal­sze są Two­je słabości

Nowy Rok już na dobre zawitał, a ja dopiero teraz mam wolną chwilkę żeby napisać tutaj parę słów.

Sylwestra spędziłam w najlepszym towarzystwie pod słońcem. Na początku sama podróż do naszego docelowego miejsca dostarczyła nam małych skoków adrenaliny. Spóźniający się autobus zagwarantował nam mały bieg na kolejkę.. ale wiadomo, że nam się udaje wszystko i szczęśliwie zdążyliśmy na kolejny środek transportu. Później czekała nas przeprawa przez las ale i z tym sobie poradziliśmy.
Gdy dotarliśmy na miejsce szybko przywitaliśmy się już z obecnymi i zabraliśmy za robienie sałatek, dmuchanie balonów i rozwieszanie serpentyn. Następnie przyszła kolej na przebranie się w nasze stroje i rozpoczęcie zabawy.
Nigdy tak dobrze nie bawiłam się w tak małym gronie. 8 osób jeśli tylko chce może stworzyć niesamowity klimat. Tańczyliśmy, graliśmy w butelkę i wygłupialiśmy się do 23:55. Potem szybko zabraliśmy szampany, włożyliśmy kurtki i udaliśmy się przed dom. Wspólne odliczanie i równo o 00:00 padliśmy sobie w ramiona życząc wszystkiego najlepszego. Impreza ciągnęła się do 4 kiedy to wszyscy zmęczeni padli na łóżka i udali się w objęcia Morfeusza.

Pierwszego stycznia zawitałam do domu dopiero koło 18. Nie mając na nic siły udałam się prosto do łóżka i spałam aż do rana.

W środę w szkole złapał mnie opóźniony kac i przetrwanie lekcji było dla mnie katorgą. Byłam zwolniona z myślenia tego dnia i nie zrobiłam nic konstruktywnego.

Reszta dni szkolnych zleciała na próbach poloneza, udawaniu że uważam na lekcjach i strachu przed egzaminem, który jest już w środę!

Piątkowy wieczór spędziłam nad moją prezentacją na egzamin. Zrobiłam większość potrzebnych rzeczy i udałam się do łóżka.
W sobotę miałam iść do kina z bratem i jego dziewczyną, ale plany się zmieniły. Więc cały ranek i południe spędziłam na pisaniu pracy potrzebnej mi do egzaminu. Napisałam większą cześć i następnie udałam się do mojej D., która postanowiła nadrobić moje filmowe braki. Czyli zapowiadał się maraton z Władcą Pierścieni. Obejrzałyśmy pierwszą i drugą część, co zajęło nam prawie siedem godzin (ah te sceny dodatkowe!). Zmęczone koło 1:30 padłyśmy do łóżka, a gdy tylko się położyłyśmy zaczęłyśmy rozmawiać i tak czas nam zleciał do 2:30.
Obudziłyśmy się dopiero o wpół do jedenastej. Zjadłyśmy śniadanie i jak zwykle pogrążyłyśmy się w rozmowie.

Wróciłam do domu i zajęłam się moją nieszczęsną prezentacją. Potrzebuję podsumowania tematu, a za nic w świecie nie mogę wymyślić nic sensownego. NIC! Mam taką pustkę w głowie, że aż mi żal siebie samej. Jeżeli nie wymyślę nic do jutra to równie dobrze mogę sobie strzelić w łeb.
Chyba dawno nie czułam się tak bezradna jeśli chodzi o jakiekolwiek zaliczenie/projekt/egzamin.
Najśmieszniejsze jest to, że w sumie od tego egzaminu nic nie zależy, od tak będę mieć papier, że znam niemiecki na jakimś tam poziomie. A stresuję się bardziej niż przed prawem jazdy, haha.
Chciałabym aby była już środa wieczór. Wtedy już nic nie będzie mnie obchodzić!