Wydaje mi się, że statystyki wejść na mojego bloga nabijam sobie sama kiedy po raz setny w ciągu dnia decyduję się, że w końcu napiszę jakąś notkę a potem z tego rezygnuję i po prostu wyłączam przeglądarkę.
Stała się rzecz dziwna, a mianowicie zaczęłam lubić swoją pracę i już nie przyprawia mnie o bóle głowy. Nawet z większą chęcią zaczęłam tam chodzić i w sumie to zastanawiam się czy aby nie uda mi się pogodzić pracy ze studiami. No bo czemu by nie, a to zawsze dodatkowe pieniądze, które będę mogła przepuścić na głupoty, a co!
W czwartek mam pierwszą firmową imprezę i dalej nie wiem co na siebie włożyć. Pożyczyłam już dwie sukienki, przejrzałam całą swoją szafę i w sumie nie podjęłam żadnej konstruktywnej decyzji. Do tego między końcem mojej zmiany a rozpoczęciem imprezy jest tylko JEDNA, jedyna godzina więc muszę mieć wszystko przygotowane już dzień wcześniej. I wyrobię się tylko dzięki mojej K., która obiecała być moim super szoferem tego dnia i wozić mój tyłek z miejsca na miejsce.
Poza tym dzisiaj pierwszy raz byłam biegać (praca w sklepie sportowym zobowiązuje - kupiłam buty i dres!). Aktualnie umieram i wcale nie czułam tych podobnież wydzielających się endorfin. Ale myślę, że z dnia na dzień będzie coraz lepiej i już planuję z A. kolejne bieganie. Dzisiaj zrobiliśmy 5km w około godzinę (moja wina, nie mam aż tak super kondycji!). Z miesiąca na miesiąc powinno być coraz lepiej!
Za 4 tygodnie mam poprawkę, a ja jeszcze nie spojrzałam w stronę notatek. Niech mnie ktoś zmusi do nauki, inaczej nie zaliczę tego cholerstwa!
I tak podziwiam, że 5 km udało Ci się przebiec :) Ja muszę się wziąć za siebie, bo nie mogę patrzeć na swoje zdjęcia z wakacji :/
OdpowiedzUsuń