poniedziałek, 23 czerwca 2014

Call it true

Schowanie dumy do kieszeni i wzięcie spraw w swoje ręce przynajmniej rozwiało moje wątpliwości. Teraz pozostają nam jedynie kontakty na stopie koleżeńskiej. Ale wiadomo jak to bywa, więc niedługo kontakt urwie się zupełnie, zwłaszcza że M. wraca na wakacje do domu i nie będziemy już czuli żadnej potrzeby kontaktu. Znam siebie i jego, wiem, że tak się skończy.

Po raz kolejny przekonałam się na własnej skórze, że te wszystkie głosy mówiące negatywnie o służbie zdrowia to zdecydowanie prawda.
Na początku, z samego rana stawiłam się na umówioną wizytę u lekarza rodzinnego. Plan był prosty - wpaść do gabinetu, zabrać kolejną receptę i biec do szpitala na kontrolę. Oczywiście zastałam kolejkę i 30 minutowe opóźnienie. No bo punktualność jest passe. Więc czekam, w tym samym czasie próbuję dodzwonić się do szpitala w celu sprawdzenia czy lekarz do którego miałam się zgłosić w ogóle jest na dyżurze. Po kilku telefonach (i chyba dwóch przekierowaniach) w końcu udało mi się ustalić (tzn mojej mamie się udało, ja tylko pokiwałam głową), że laryngolog jest w szpitalu do 13:30. Do szpitala dotarłam około 12. Obejrzał mnie jeden lekarz, drugi, ba nawet ordynator się pojawił w celu zweryfikowania diagnozy. Usunęli mi trochę ropy przy okazji zaklejając mi pół szyi, kazali brać antybiotyk przez kolejne dwa tygodnie i znowu zgłosić się do kontroli. Wszystko zajęło mi tylko jedną godzinę, co aż graniczy z cudem, że załatwiłam to w tak krótkim czasie.
A o wiele prościej byłoby gdyby po prostu wycieli mi ten problematyczny kawałek mnie i byłby spokój!
Jak to mawia mój tata: "w tym kraju trzeba mieć zdrowie, żeby chorować". Więc choruję dalej..

7 komentarzy:

  1. Mi czasami duma nie pozwala czegoś zrobić, ale jestem zadowolona, gdy w końcu zabieram się za wyjaśnienie sprawy. Nie lubię niepewności i ciągłego zastanawiania się. :) Oby jednak było jak najwięcej zdrowia, żeby nie trzeba było odwiedzać służby zdrowia, trzymam kciuki. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się z Twoim tatą, nie dość, że człowiek z rana biegnie byleby jak najszybciej się zarejestrować i jest przed otwarciem punktu rejestracji to dostaje numerek 2 Oo a lekarz spóźnia się pół godziny po czym jeszcze kawkę musi wypić. Paranoja jakaś ;/
    Dziękuję ;) obejrzałam już ;) "Orange is the new black", bardzo dobry, polecam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. A może kontakt z M. zachowa się mimo wszystko i wyrośnie z tego coś trwalszego? :) Może potrzeba więcej czasu by coś więcej niż koleżeństwo wykluło się z ziarenka jakim jest Wasza znajomość? :)
    Co do służby zdrowia to i tak jeszcze bardzo delikatnie odczułaś jej negatywy. Wiesz, że kolejki do niektórych lekarzy są do 2016 roku? Tzn osób, które znam, a zapewne są już listy dużo dalsze...

    OdpowiedzUsuń
  4. Trzymaj proszę nadal mocno kciuki, bo najgorsze przede mną!

    Dużo zdrówka życzę, bo słowa Twojego taty, to święte słowa: trzeba mieć zdrowie... :-****

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj tak, najwyższa pora :P Ja tymczasem powinnam przeczytać coś wreszcie z fantastyki, bo nie miałam jeszcze okazji :D

    Twoja decyzja brzmi rozsądnie :)

    Brak słów na służbę zdrowia, ja się po prostu wolę nie wypowiadać.

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam artykuł w którym naukowo dowiedziono, że 90 % naszych zmartwień dotyczy albo wydarzeń z przeszłości, których i tak nie jesteśmy w stanie zmienić, albo zdarzeń wymyślonych, które prawdopodobnie nigdy się nie wydarzą albo... i tu nie pamiętam, ale jeszcze był jakiś nonsens ;) Warto więc weryfikować swoje troski ;)

    Musiałabyś mi podać dokładnie tytuły bo nie lubię czytać serii książek od końca ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. :D ja też! I nie oglądam odcinkami a sezonami XD

    OdpowiedzUsuń