wtorek, 23 października 2012

Nobody said it is easy

Mój mózg zdecydowanie odmawia jakiejkolwiek współpracy. Nic a nic nie mogę zapamiętać z całej tej cholernej genetyki, a jutro o 7:25 dostanę do ręki test, który będę musiała rozwiązać i to na przyzwoitą ocenę. Czuję się, że jednym uchem mi wlatuje a drugim wylatuje. Chociaż to trochę niemożliwe skoro tylko patrzę się jak głupia na litery tworzące tekst a sama myślami jestem gdzieś daleko, daleko.
Jedyne co udało mi się dzisiaj powtórzyć to powłoki elektronowe z chemii, w końcu to zrozumiałam i mogę lecieć z materiałem sama, nie czekając na to co będzie działo się na zajęciach dodatkowych.
Muszę sobie zapełnić jakoś czas, no po prostu MUSZĘ! Inaczej będę biła się z myślami, z którymi bić się zamiaru nie mam.

Poniedziałek jak to poniedziałek nie mógł być przyjemny. Od tak, z samej definicji. Z samego rana spotkałam takiego przystojniaka w autobusie! Trochę poprawiło mi to humor, zwłaszcza że do napisania miałam dzisiaj 3 sprawdziany, a na żaden nie czułam się przygotowana w 100%. Jeśli w ogóle posiadałam wiedzę na marnego dopa to naprawdę było dobrze.
Na niemieckim powstrzymywałam się od zaśnięcia, zupełnie nie słuchając co mówi do mnie nauczycielka odliczałam minuty do dzwonka. Z wfu się zwolniłyśmy z nadzieją, że angielski i geografia wejdą nam do głów. Ale jak to zawsze w takich przypadkach bywa - więcej było rozmów i śmiechu niż treściwej nauki. Na matematyce unikałam wzroku nauczycielki jak ognia. Nie lubimy się z ciągami i chociaż robimy je już drugi raz dalej nie wiem co się z czym je a co się gdzie dodaje. Po matematyce był nieszczęsny angielski i na nim miałam zaliczać dwie rzeczy na raz. Ale z racji tego, że przekazanie władzy samorządowskiej się trochę przedłużyło to czasu starczyło tylko na jedną kartkówkę. Także słówka zaliczone - mam taką nadzieję! Znowu uniknęłyśmy historii i naprawdę wzięłyśmy się za naukę geografii. Co z tego, że kartkówka, która wyglądała jak sprawdzian była praktycznie z innych tematów. Napisałam wszystko, na pięć nie liczę ale całkiem przyzwoicie mi poszło!

Od powrotu do domu biję się z sobą i męczę aby zabrać się za biologię, ale zwyczajnie nie mam do tego siły i ochoty! Mam nadzieję, że moja ściąga jutro się przyda (i to mówi maturzystka z tego przedmiotu!) i da radę coś napisać. Zresztą nie takie rzeczy się już na biologii robiło, a moja zdolność zmyślania na różne tematy jest całkiem przyjemna!

A w sobotę kolejne spotkanie z okazji urodzin! Szkoda, że klasowo rozimprezowaliśmy się dopiero na sam koniec, ale jeszcze nic straconego! Moja kochana N. będzie miała niezapomniane 19te urodziny, my już o to zadbamy!

Szczerze to zastanawiam się czy nie położyć się już do łóżka i pod kołderką nie zacząć przyswajać na nowo tych samych wiadomości. Może tam będzie mi się lepiej uczyć i zapamiętam coś konkretnego.

5 komentarzy:

  1. u mnie zerówka była na 7.10, ale to zawsze ewentualnie jakieś konsultacje, poprawy itd, a nie lekcje ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. ah, czyli technikum ;) a jaki profil?

    OdpowiedzUsuń
  3. Powodzenia na jutrzejszej genetyce. Będę trzymać kciuki, ale Ty trzymaj za mnie, abym przeżyła jutrzejsze dwie geofizyki z nazbyt dziwacznym facetem :)

    PONIEDZIAŁEK. Co w tym słowie może być miłego? Już na samą nazwę niezbyt przyjemne rzeczy się nasuwają!
    Ech, a na niemieckim to się nie dziwię! Mi zawsze chce się spać, ewentualnie na ostatnim niemieckim byłam tak wkurzona, że tylko siedziałam z rękoma zawiniętymi i gapiłam się w sufit ;)

    Miłego wieczoru, ja już w sumie lecę do łóżeczka! :D
    No to miłego wtorku!

    OdpowiedzUsuń