Zaczął się mój 'ulubiony' okres w roku, czyli wielkimi krokami zbliża się zimowa sesja. Z tego powodu wszystkim wykładowcą nagle przypomniało się, że 'o matko koniec semestru, napiszmy wszystkie zaliczenia w jednym tygodniu'. Bo przecież studenci nie mają życia poza uczelnią i mogą każdą wolną chwilę poświęcać na zaliczenie bezsensownych fakultetów, które nijak mają się do kierunku jaki studiujemy.
Takim sposobem w tym tygodniu na pięć dni zajęć przypada mi 6 zaliczeń. Na szczęście jedno już za mną, które skromie się chwaląc, udało mi się zaliczyć bez najmniejszego nakładu pracy. Od dwóch dni jęczałam, że muszę zabrać się za ogarnianie prezentacji czego skutkiem było to, że wczoraj po pracy padłam na łóżko i momentalnie zasnęłam a dzisiaj rano 3 razy przekładałam budzik. Koniec końców poszłam totalnie nieprzygotowana i proszę 11/15 punktów. Studia uczą mnie, że nie warto siedzieć w książkach, serio!
Na jutro muszę przygotować jeszcze prezentację/esej na odrobienie zajęć (też kpina, nie mogę nawet raz nie przyjść, uwaga, na wykład bo od razu muszę to odrabiać!), ponieważ miałam szkolenie w pracy, które jednak było ważniejsze niż 3h bezsensownego siedzenia i słuchania o psie i wnuczku babeczki, która prowadzi te zajęcia. Jeszcze nie wybrałam tematu, nie zdecydowałam w jakiej formie to opracuję, no ale przecież mam czas! Ja zawsze mam czas na takie rzeczy!
Całkiem pracowity będzie czwartek kiedy to czekają mnie dwa kolokwia zaliczeniowe do napisania. Ale nie oszukujmy się, liczę dalej na swoje szczęście i to, że pamiętam coś z tych wykładów (chociaż czytałam wtedy książki, ale kto wie, kto wie!).
Czas na naukę zabiera mi praca, bo akurat w tym tygodniu mam same popołudnia w pracy. Ale nie mam wyjścia, przetrwam ten tydzień, przetrwam następny tydzień w którym będzie sesja i w końcu będę miała ferie.
A na ferie biorę wolne w pracy, pakuję się i całe pięć dni spędzę z moim T.! Już tak bardzo nie mogę się doczekać, że nawet mam już bilet na pociąg. Na samą myśl się uśmiecham!
Tęsknie coraz bardziej za nim, marzę aby się do niego przytulić i nie musieć myśleć o żadnych studiach, żadnej pracy, o niczym. Po prostu z nim być i cieszyć się swoim towarzystwem. Ale jeszcze tylko trochę, 12 dni i będziemy razem!
"Moim T." najbardziej rzuciło mi się w oczy!! :D Czyżby, czyżby miłość? :D
OdpowiedzUsuńDwanaście dni zleci, nawet się nie obrócisz :D A ja tak bardzo się cieszę, że coś zaczyna się u Ciebie dziać,jest pozytywnie i zapowiada się bardzo superowo!! :D Trzymam kciuki i po cichutku liczę na karteczkę ze stolicy (takiej jeszcze od Ciebie nie mam!) z buziakami i gorącymi informacjami, że jesteście razem! :D
A co do sesji, widzisz jak Ci pięknie i gładko idzie?! :D JESTEM TAAAAKA DUMNA Z CIEBIE :D Dasz radę i nie trać czasu na siedzenie w notatkach, i tak zdasz :D
Buuuuuziaki!! :*