To takie zabawne, że praca która na początku wydawała się lekka i przyjemna okazuje się męcząca i wcale nie taka super jak myślałam. Po każdym dniu spędzonym w pracy mam ochotę to wszystko rzucić, już więcej się tam nie pokazać. Ale powtarzam sobie, że tylko do 30 września i koniec, będę mogła odpocząć.
Krew mnie zalewa jak patrzę na swój sierpniowy grafik. 21 dni pracujących, z czego 18 to popołudnia. Już teraz mogę pożegnać się z moim i tak marnym życiem towarzyskim. Do tego nie mam żadnego wolnego weekendu (bo czemu by nie? Praca taka ważna!), ba nie mam żadnej wolnej niedzieli!
W przyszłym roku szukam czegoś w biurze/recepcji/rejestracji bo inaczej zwariuję!
Jestem przemęczona, nie mam na nic siły ani czasu. Najchętniej spałabym cały czas i nadrabiała straconą energię. Ale zaraz potem odzywa się w głowie mała lampka, że przecież za dwa miesiące D. znowu wróci do Warszawy, a i z K. zacznę się mniej widywać, bo studia, bo inne sprawy. Także mobilizuję się i wychodzę, jeżdżę na rolkach, na rowerze, oglądamy razem filmy i tak czas leci.
Do tego postanowiłam, że od sierpnia zacznę uczyć się do poprawki. Póki co są to tylko plany, ale coraz częściej zastanawiam się jak to sobie wszystko rozplanować i kiedy zacząć. Popołudniowe zmiany trochę mi to utrudnią, ponieważ moją ulubioną porą na przyswajanie informacji jest właśnie wieczór. A wątpię, że po pracy będę w stanie myśleć o czymś innym niż kolacja-spać. Czeka mnie ciężka przeprawa, a ja dalej się zastanawiam jak uda mi się tego nauczyć, skoro za pierwszym razem miałam wrażenie, że potrafię wszystko a nie zaliczyłam.
Pomarudziłam sobie, powiedzmy, że zrobiło mi się lepiej. Chyba serio marzę, aby był już październik i żebym nie musiała już pracować!
Chyba każda praca wygląda z daleka na łatwą i przyjemną,a gdy się zacznie w nią wdrażać, to okazuje się, że jest najgorszym zajęciem pod słońcem. Ale da się do tego przyzwyczaić. Chociaż drugie zmiany są okropieństwem, bo masz z głowy praktycznie cały dzień ;|
OdpowiedzUsuńHej ;*
OdpowiedzUsuńZobaczysz, czas zleci szybko, już prawie minął lipiec. Zwłaszcza, gdy masz tak napięty grafik. Życzę dużo wytrwałości i motywacji <3
Ja niestety, też przerwałam ćwiczenia. Głównie z powodu braku czasu i upału, bo niestety, ale taki skwar nie sprzyja wysiłkowi fizycznemu (no chyba, że będziemy mierzyć wylany pot, który i tak leci, czy tego chcemy, czy nie :D).
Na pewno dasz radę, skoro wiesz że do danego dnia będzie ta praca, to na pewno ten czas szybko minie i nawet się nie obejrzysz, a będzie po wszystkim. :) Oby plany się powiodły, trzeba wierzyć to że będzie dobrze, na pewno się uda. :)
OdpowiedzUsuń