Z racji tego, że mogłam sobie dzisiaj dłużej pospać, bo aż do 6:50 oczywiście spać nie mogłam. No bo po co się wyspać. Lepiej przewracać się z boku na bok, żeby o trzeciej zrezygnowana odwiedzić kuchnię i potem znowu kręcić się po łóżku. Ot tak, zabawa przednia!
Pominę tłok w autobusie i wredną starszą panią oraz trzy miliony innych osób które działały mi na nerwy.
Na matematyce znów bawiliśmy się w podstawówkę i stawianie podpisów przy pracy domowej.
Niemiecki mi się podobał, bo nie musiałam się odzywać, tylko zastosowałam stałą taktykę 'patrzę i udaję, że rozumiem' i to się sprawdza, serio!
Historia dostarczyła mi jak zwykle rozrywki, jedyny przedmiot gdzie zawsze się śmieje. Ale to chyba zasługa nauczycielki, która jest tak nierozgarnięta, że aż śmieszna.
Dwa polskie ciągnęły się w nieskończoność, ale dzięki temu miałam czas na sen, głębsze rozmyślania o życiu, udzielanie się artystycznie na końcu mojego i tak pustego zeszytu oraz ciągłe marudzenie mojej towarzyszce z ławki 'umrę tu' lub 'ja chcę do doooomu'. Po tych dwóch godzinach męczarni w podskokach udałyśmy się na autobusy ponieważ angielski nam odwołali (cud!).
W domu okazało się, że nie mam nic słodkiego i na samą wiadomość cukier spadł mi diametralnie. Do tego stopnia się tym przejęłam, że wylądowałam w łóżku. Miałam ochotę na co najmniej godzinny sen, ale jak poparzona wyleciałam spod kołderki gdy przypomniałam sobie o projekcie na geografie. Takim sposobem sen odłożyłam na później i zajęłam się słodkimi owieczkami na mój jakże 'ulubiony' zaraz po niemieckim przedmiot.
Później rodzicielka wyciągnęła mnie w ten największy deszcz na zakupy, ale oczywiście chęć zjedzenia czegoś słodkiego wygrała z rozsądnym siedzeniem w cieplusim pokoju. Poszwędałyśmy się po sklepie, wystałyśmy godziny w kolejce i wydałyśmy za dużo pieniędzy. Jak zwykle. W sumie dobrze, że poszłam z mamą, bo mogłam bez skrępowania gapić się na przystojnego kasjera, który zawsze się do mnie uśmiecha, o.
Swoją drogą na tych nudnych polskich przypominałam sobie każdego faceta z którym byłam, no ewentualnie nie byłam ale szalałam za nim jak głupia. Szkoda, że największą miłością jaką przeżyłam była platoniczna, bez żadnego ale to żadnego odwzajemnienia. Pierwszy facet, w którym zakochałam się po uszy, nie zwracał na mnie żadnej uwagi.. a później bał się zaangażować. Do teraz pamiętam te nieprzespane, przepłakane noce. Pamiętam jak się łudziłam, że może jednak, może zmieni zdanie. Gdy się okazało, że nic z tego nie będzie powoli stawałam się wrakiem. Ciągnęłam swoją nadzieję najdłużej jak się dało. Długo, ale to długo zbierałam się do kupy po tym wszystkim. Każdego faceta porównywałam do niego, wiadomo że blado przy nim wypadali.
A teraz to już się chyba wyleczyłam z jakichkolwiek uczuć. Do kogokolwiek. Nie wiem czy byłabym w stanie kogoś pokochać tak mocno jak jego. Chociaż.. nigdy nie mów nigdy, bo nie wiadomo co Cię spotka.
Chyba muszę znaleźć sobie ciekawsze zajęcie na polskich niż rozmyślanie nad sensem różnych rzeczy. Teraz mam mętlik w głowie. Świetnie!
Nie jesteś sama! ja w piątki na pierwszych dwóch lekcjach mam polski i zawsze zasypiam ^^
OdpowiedzUsuńKochana, nie ma co wspominać! Trzeba iść naprzód! :* Sama mi to powtarzałaś! :) Bierzemy się w garść i cieszymy się życiem! :D
Swoją drogą u mnie dzisiaj pustki jeśli chodzi o słodycze! ;<
Szczerze mówiąc nie ma czego zazdrościć :P Same cele i marzenia nie są jeszcze efektami, to zaledwie początek drogi :)
OdpowiedzUsuńPlatoniczna miłość jest baardzo silnym uczuciem, ale też bardzo złudnym. Nie zna się tej osoby, nie wie się jaka jest, nawet jeśli często się ją widuje, to nie to samo co rozmawiać z nią w cztery oczy.
Jak ja bym była z osobą, którą kochałam platonicznie, nie byłabym szczęśliwa, to wiem na pewno.
Na świecie jest tyyle mężczyzn, do wybor do koloru ;>