piątek, 5 lipca 2013

Rule number one, is that you gotta have fun

Rzuciłam pracę, pierwszy raz się cieszę, że jestem bezrobotna! Nic mnie ostatnio tak nie wymęczyło jak ten miniony tydzień z codziennym wstawaniem o 6, żeby wrócić do domu na 23.

Teraz odpoczywam, regeneruję siły i próbuję nie przeciążać kręgosłupa ani kolan (no prawie mi się udaje, z wyjątkiem dzisiejszej jazdy konnej), które solidnie oberwały podczas tych paru dni w pracy (no bo kto to wymyślił, żebym sama przenosiła sobie cegły i płyty chodnikowe do przytwierdzenia namiotu i stojaków).

Swoją drogą szefostwo też mnie wkurzyło zwalniając moja przyjaciółkę tylko dlatego, że upuściła sobie na palec jedną z wyżej wspomnianych płyt chodnikowych. Bo dla nich to za duży problem żeby zawieść ją na pogotowie (w końcu to zrobili, ale nagadali się i nawrzeszczeli na nią, że aż mi było jej szkoda). Palec w szynie, za tydzień do nastawiania a ona została wykopana z pracy bez prawa do żadnego odszkodowania, bo parę dni temu podpisałyśmy oświadczenie o tym, żeby nie odprowadzali za nas składek do zusu. Dla mnie było już tego za dużo więc również powiedziałam, że nie mają co na mnie liczyć i tyle mnie widzieli.

Od poniedziałku szukam nowej pracy, bo niewiele udało mi się odłożyć a potrzebuję trochę pieniędzy na wrzesień. Ale jestem dobrej myśli, jak zawsze!

1 komentarz: