Sylwestra spędziłam w najlepszym towarzystwie pod słońcem. Na początku sama podróż do naszego docelowego miejsca dostarczyła nam małych skoków adrenaliny. Spóźniający się autobus zagwarantował nam mały bieg na kolejkę.. ale wiadomo, że nam się udaje wszystko i szczęśliwie zdążyliśmy na kolejny środek transportu. Później czekała nas przeprawa przez las ale i z tym sobie poradziliśmy.
Gdy dotarliśmy na miejsce szybko przywitaliśmy się już z obecnymi i zabraliśmy za robienie sałatek, dmuchanie balonów i rozwieszanie serpentyn. Następnie przyszła kolej na przebranie się w nasze stroje i rozpoczęcie zabawy.
Nigdy tak dobrze nie bawiłam się w tak małym gronie. 8 osób jeśli tylko chce może stworzyć niesamowity klimat. Tańczyliśmy, graliśmy w butelkę i wygłupialiśmy się do 23:55. Potem szybko zabraliśmy szampany, włożyliśmy kurtki i udaliśmy się przed dom. Wspólne odliczanie i równo o 00:00 padliśmy sobie w ramiona życząc wszystkiego najlepszego. Impreza ciągnęła się do 4 kiedy to wszyscy zmęczeni padli na łóżka i udali się w objęcia Morfeusza.
Pierwszego stycznia zawitałam do domu dopiero koło 18. Nie mając na nic siły udałam się prosto do łóżka i spałam aż do rana.
W środę w szkole złapał mnie opóźniony kac i przetrwanie lekcji było dla mnie katorgą. Byłam zwolniona z myślenia tego dnia i nie zrobiłam nic konstruktywnego.
Reszta dni szkolnych zleciała na próbach poloneza, udawaniu że uważam na lekcjach i strachu przed egzaminem, który jest już w środę!
Piątkowy wieczór spędziłam nad moją prezentacją na egzamin. Zrobiłam większość potrzebnych rzeczy i udałam się do łóżka.
W sobotę miałam iść do kina z bratem i jego dziewczyną, ale plany się zmieniły. Więc cały ranek i południe spędziłam na pisaniu pracy potrzebnej mi do egzaminu. Napisałam większą cześć i następnie udałam się do mojej D., która postanowiła nadrobić moje filmowe braki. Czyli zapowiadał się maraton z Władcą Pierścieni. Obejrzałyśmy pierwszą i drugą część, co zajęło nam prawie siedem godzin (ah te sceny dodatkowe!). Zmęczone koło 1:30 padłyśmy do łóżka, a gdy tylko się położyłyśmy zaczęłyśmy rozmawiać i tak czas nam zleciał do 2:30.
Obudziłyśmy się dopiero o wpół do jedenastej. Zjadłyśmy śniadanie i jak zwykle pogrążyłyśmy się w rozmowie.
Wróciłam do domu i zajęłam się moją nieszczęsną prezentacją. Potrzebuję podsumowania tematu, a za nic w świecie nie mogę wymyślić nic sensownego. NIC! Mam taką pustkę w głowie, że aż mi żal siebie samej. Jeżeli nie wymyślę nic do jutra to równie dobrze mogę sobie strzelić w łeb.
Chyba dawno nie czułam się tak bezradna jeśli chodzi o jakiekolwiek zaliczenie/projekt/egzamin.
Najśmieszniejsze jest to, że w sumie od tego egzaminu nic nie zależy, od tak będę mieć papier, że znam niemiecki na jakimś tam poziomie. A stresuję się bardziej niż przed prawem jazdy, haha.
Chciałabym aby była już środa wieczór. Wtedy już nic nie będzie mnie obchodzić!
Będę za Ciebie trzymała kciuki! Na pewno wszystko się uda, zobaczysz.
OdpowiedzUsuńWidzę, że spędziłaś Sylwestra bardzo pomyślnie. Super, że tak wybawiliście się w 8! :)
Przedzieranie się przez las brzmi bardzo ciekawie! :D Bardzo się cieszę, że tak świetnie spędziłaś sylwestra! Niemiecki to dla Ciebie pikuś, wiem to. Więc zaliczenie jest tylko formalnością moja droga! :)
OdpowiedzUsuńSpokojnie, jutro jak się obudzisz będziesz miała mnóstwo pomysłów na zakończenie. Czasami trzeba zrobić przerwę! :*
Oczywiście, będę trzymać za Ciebie kciuki! Nawet u stóp, jak zwykle! :*
Na pewno Ci się uda! Takie zaliczenie to tylko formalna sprawa, więc będzie dobrze :)
OdpowiedzUsuńWszystko zakończysz i będzie idealnie, mówię Ci! :)
OdpowiedzUsuńA pytałaś mnie co to za dzień maturzysty! Otóż, jest to dzień w którym maturzyści przebierają się i chodzą po klasach zbierając drobne pieniądze na dobrą zabawę :) Jest to naprawdę śmieszna sprawa, a na dodatek kręcona przez kamerzystę, który jest odpowiedzialny za całe nagranie studniówkowe :) Niekiedy bywało tak, że uczniowie nazbierali tyle, że mogli zapłacić chłopaki, którego nie było stać na taką zabawę :)
Ja jeszcze nie mam kompletnie pomysłu na przebranie!
chłopakowi *
OdpowiedzUsuńJesteś przewodniczącą czy coś? :)
OdpowiedzUsuńOczywiście dasz radę, ja mam tylko nadzieję, że mi przypadną jakieś fajne miejsca, zdala od kilku osób!
Niby fajne, ale wciąż jestem w lesie ze strojem!
Jak tam zakończenie pracy? :*