Ale w końcu się zmobilizowałam (co jest małym sukcesem - okazało się, że jestem cholernie niekonsekwentna) i postanowiłam zmusić siebie do odrobiny kreatywności.
Po pierwsze długi weekend minął szybciej niż się zaczął. Oczywiście nie zrobiłam większości rzeczy, które sobie założyłam (tak, tu panicznie zaczynam się obawiać o swoją maturę) i teraz w niedzielę wieczór staram się wszystko nadrobić. Muszę jeszcze pouczyć się matematyki i napisać pracę na historię, którą miałam oddać przed długim weekendem. Życie! Przydałoby się jeszcze spojrzeć na parę tematów z tego przedmiotu, bo oczywiście nawet nie podeszłam do zaliczania zaległego sprawdzianu czy kartkówki czy co to tam było. WOS też się śmieje z półki i czeka na moje zainteresowanie. Ale jakoś nie jestem skłonna aby zająć się czymkolwiek z humanistycznych przedmiotów.
Chociaż dzisiaj nawet i moje przyrodnicze zajęcia mi nie idą. Jakoś nie mam w sobie samozaparcia aby nauczyć się o tym oddychaniu komórkowym czy zająć się dysocjacją. Nic mi się nie chce, już nie wiem co mam z tym zrobić!
Chyba w końcu mogę być dumna z P. Po 9 miesiącach, kiedy zostawił mnie, żeby tworzyć świetny związek z matematyką (taak, matematyka ważniejsza od dziewczyny!), w końcu usunął nasze wspólne zdjęcia z fejsa. Chyba musiał dojrzeć do niektórych decyzji. Swoją drogą szkoda, że nie był dojrzały wtedy kiedy zrywał ze mną. Bo nie wiem czy dojrzałym zachowaniem jest to co on prezentował. Gdy mijaliśmy się na korytarzach szkolnych udawał, że mnie nie widział, jakbym była powietrzem. Rozumiem, że nie byliśmy już parą, nikt nie kazał mu się rzucać mi na szyję i opowiadać jak mu minął dzień. Do dziś pamiętam, że przez przypadek stałam obok niego w kolejce w bufecie. Obrócił się, spojrzał na mnie i jak gdyby nigdy nic przeszedł obok mnie udając, że mnie nie ma. Wtedy to strasznie bolało, a ja jeszcze długo po zerwaniu nie mogłam się pogodzić z tym co zrobił, zwłaszcza że obiecał, że zawsze będzie przy mnie. Tak czy inaczej w tym momencie jest dla mnie zerem, a ja mam nadzieję, że już więcej go nie spotkam.
A jeśli już mogę sobie trochę ponarzekać.. Nie mam partnera na studniówkę, nie mam z kim tańczyć poloneza i boję się matury, koniec.
Ja miałam tak samo! Przez te cztery dni nic nie zrobiłam i teraz trzęsę portkami :D Może jeszcze do jutra uda mi się ogarnąć jakiś materiał z angielskiego, chociaż jak widać odwlekam to jak tylko się da :D
OdpowiedzUsuńPoradzisz sobie ze wszystkim, jesteś dzielna i silna :D Żadna historia czy wos Cię nie załatwi :* !
Strasznie niedojrzale się zachował, o czym już Ci pisałam. Ale tak to już jest, facet popełnił nieprzemyślany błąd i po czasie go olśniło, zrozumiał co stracił i teraz mu głupio. Poza tym to nie facet, to dziecko!
Ej, partner zawsze się jakiś znajdzie, nie smutaj! :*
A matura to bzdura, nie przejmuj się tak! :)