A jeśli jesteśmy już przy słowie minimum. Okazało się, że nie jest to uniwersalne słowo w każdym języku. Dziś, kiedy otrzymałam w swoje łapki rozprawkę, którą pisałam w zeszłym tygodniu (dostałam CZTERY, wielkie, czerwone CZTERY!!) najpierw zdziwiłam się, że cała zakreślona na czerwono kartka dalej kwalifikuje się pod taką dobrą ocenę. Następnie przejrzałam swoje błędy i takim sposobem dowiedziałam się, że minimum po niemiecku to nie minimum tylko jakieś śmieszne 'mindestens'. Tyle lat nauki, a ja tu nawet podstaw nie znam. Życie!
A jak już jesteśmy przy szkolę to pochwalę się, że ostatni sprawdzian z matematyki poszedł mi nadzwyczaj dobrze i do dziennika wpadła piękna czwóreczka. Okazało się, że jestem również bardzo aktywna (ku zdziwieniu pani profesor) i uzbierało mi się na piąteczkę z plusików.
Na tym akcencie można zakończyć wszystkie miłe szkolne sytuacje. Nie oszukujmy się - w końcu dzisiaj poniedziałek. Dlatego po wfie będę mieć ogromne zakwasy, a na geografii udawałam, że mnie nie ma.
Po lekcjach moja kochana D. zabrała mnie ze sobą do stajni. W końcu mogłam wycałować i wyprzytulać moje misiaki, które nabierają już zimowej sierści i zaczynają przypominać niedźwiedzie grizzly. W środę chyba znowu się wybiorę, w sobotę na 100% bo w końcu pierwszy raz od powrotu z obozu dosiądę końskiego grzbietu!
A studniówkowych problemów ciąg dalszy. Polonez dalej stoi pod znakiem zapytania. My chcemy swoje a inni swoje. I weź tu dogódź takiej ilości osób. Jednym słowem masakra, podziwiam, że komuś chce się za to zabierać. Chociaż w sumie.. żałuję, że to nie moja klasa. Zawsze wychodziłam z założenia, że jeśli chce się mieć coś dobrze zrobione to trzeba to zrobić samemu!
Do tego dochodzi problem z partnerem. Mój przyszły jest strasznie niezdecydowany do tego, czy mnie zapraszać czy nie. Chociaż trafił na twardą zawodniczkę, która usilnie wmawia mu, że ja jestem idealną partnerką dla niego, haha. Roszady prawie jak w podstawówce, ale może dzięki temu pójdziemy zgraną grupą i będziemy się świetnie bawić. Mam taką nadzieję, trzysta złoty za osobę zobowiązuje!
Dobra, jeśli uznamy, że sprawa z partnerem jakoś się załatwi to pozostaje jeszcze kwestia sukienki. Pomysłów mam miliony, projektów i zdjęć jeszcze więcej. Aż nie wiem na co się zdecydować. Z ramiączkami, czy bez? Z odkrytymi plecami czy może cała zabudowana? Z przodu krótsza z tyłu dłuższa, czy tylko jedna długość przed kolano? A może cała z koronki, czy tylko z elementami koronkowymi?
Moje dylematy zaczynają mnie śmieszyć, więc chyba najwyższa pora zakończyć ten temat. Kiedyś i tak do niego wrócę.
Jak to możliwe, żeby w laptopie popsuła mi się myszka? Nie ogarniam!
Najwyższa pora wskoczyć do ciepłej wanny i poleżeć sobie!
Ja żałuję, że nie zabrałam się bardziej do roboty w liceum, kiedy miałam ku temu kupę czasu, teraz mam masę zaległości do nadrobienia, a mogłabym się koncentrować na ich doskonaleniu. Cóż, mądry Polak po szkodzie :-)
OdpowiedzUsuńCiesz się beztroską póki możesz i wszystko się rozkręci na maksa :P